W sobotę 28 listopada w centrum Warszawy odbyła się demonstracja zorganizowana w 102. rocznicę uzyskania przez Polki praw wyborczych. Manifestujący sprzeciwiali się zaostrzaniu prawa aborcyjnego i domagali się dymisji rządu Zjednoczonej Prawicy. Na miejscu byli też parlamentarzyści partii opozycyjnych, którzy prowadzili interwencje poselskie. W trakcie jednej z nich posłanka Koalicji Obywatelskiej Barbara Nowacka została zaatakowana gazem łzawiącym przez policjanta, choć pokazywała legitymację poselską.
- Policjant nie miał powodu używać takiego środka przymusu. Odpychał mnie tarczą i uważał, że może dwa razy psiknąć gazem w osobę niższą od niego o pół głowy? - komentowała Nowacka w rozmowie z Polsat News.
Posłanka zapytana o to, czy ma pretensje do funkcjonariusza, który użył wobec niej gazu, odpowiedziała: "Nie rozmawiajmy w ten sposób".
- Nie jestem panieneczką, by mieć "pretensje", ale obywatelką, wobec której funkcjonariusz nadużył środków - powiedziała Barbara Nowacka.
Posłanka stwierdziła, że o jej sprawie mówi się dlatego, że ma immunitet poselski, ale osoby, które protestują, mierzą się z podobnymi sytuacjami każdego dnia.
- Jeżeli policjanci dostali polecenie, by być agresywnym, powinni się zastanowić, czy chcą służyć w tej formacji - komentowała Nowacka.
Posłanka stwierdziła, że wściekłe są nie tylko kobiety, ale także przedsiębiorcy, nauczyciele oraz pracownicy systemu ochrony zdrowia i to "ulica dzisiaj pokazuje, a w przyszłości także wybory, że czas PiS-u się skończył".