Wielki chłód między Dudą a Kaczyńskim. W PiS-ie słychać: Relacje już nawet nie istnieją

Wielki chłód między prezydentem Andrzejem Dudą a prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Współpracownik Kaczyńskiego się wzdraga: - Trudno, żeby coś było chłodne, skoro to coś nawet nie istnieje.

Zobacz nagranie. Jarosław Kaczyński w Sejmie: Rozwalacie Polskę! Jesteście przestępcami!

Zobacz wideo

Ostatni raz rozmawiali dłużej w siedzibie Biura Bezpieczeństwa Narodowego, tuż obok Pałacu Prezydenckiego. 3 marca. Temat? "Kura". Andrzej Duda żądał głowy prezesa TVP Jacka Kurskiego w zamian za podpis pod ustawą dającą mediom publicznym 1,95 mld zł i podobne kwoty w kolejnych latach. Rozmowa odbyła w lodowatej atmosferze. Po raptem 11 minutach Kaczyński wyszedł.

- No i na tym się tak właściwie skończyły bezpośrednie kontakty - mówi osoba bliska Pałacowi Prezydenckiemu.

Prezydent z "marzeń"

A przecież parę tygodni wcześniej podczas fety Kaczyński wychwalał Dudę pod niebiosa, przedstawiając go jako "kandydata marzeń". - Nie musimy marzyć, bo mamy Andrzeja Dudę - rozpromieniał się prezes. I oceniał, że Duda to "odwaga, zrównoważenie i zdrowy rozsądek". Ale w kampanii kontakt mieli tylko pośredni - przez sztabowców.

- Wygraliśmy Dudzie te wybory - mówi polityk PiS. Ale w obozie prezydenta działaniami sztabu wręcz gardzono, a Duda radził się dyskretnie - wyklętego przez prezesa PiS - Marcina Mastalerka. Podczas wieczoru wyborczego, gdy ogłaszano zwycięstwo Dudy, prezesa nie było - pojechał bowiem na Jasną Górę. Duda ze sceny dziękował Mastalerkowi, co wywołało spore zainteresowanie.

Wieje chłodem

Gdy Duda z kolei uroczyście na Zamku Królewskim odbierał uchwałę Państwowej Komisji Wyborczej z o wygranej, Kaczyński spóźnił się - wszedł na salę w trakcie przemówienia Dudy. I wyszedł z niej od razu po zakończeniu uroczystości.

Chłodem między głową państwa, a "naczelnikiem" wieje od miesięcy. - Jarosław Kaczyński czasami mówi, że to wcale nie jest tak, że on zerwał kontakty z prezydentem, ale że to Andrzej tak źle psychicznie znosił dowcipy o Adrianie. Andrzej zapraszał do Pałacu, to prezes przyjeżdżał do Pałacu. Andrzej chciał się umówić gdzieś indziej? Prezes też jechał. Korona z głowy Kaczyńskiemu nie spadała - słyszymy od polityka Zjednoczonej Prawicy.

Od Adriana do "piątki dla zwierząt"

Postać usłużnego Adriana z "Ucha prezesa" (2017), której pierwowzorem był Duda, faktycznie dotknęła prezydenta. Ale to już stare dzieje. Powodami rozejścia się dróg prezydenta i "naczelnika" są obecnie konkretne ustawy, jak i ludzie.

"Piątka dla zwierząt" to ukochany projekt Kaczyńskiego - prezes PiS forsował projekt, nawet za cenę połamania kręgosłupów połowie swoich parlamentarzystów i mimo ryzyka buntu w klubie PiS. Ten bunt stał się faktem i dziś Nowogrodzka desperacko walczy o utrzymanie stabilnej większości w Sejmie, bo były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski grozi wyjściem z klubu razem z paroma innymi osobami.

Ten sam Ardanowski to - nieformalny, ale jednak - doradca prezydenta. - Duda bardzo ceni "Ardana". Słucha się go w sprawach rolnictwa. "Ardan" to, "Ardan" tamto… - opisuje osoba z kręgu Pałacu Prezydenckiego.

Tymczasem prezes PiS jest na Ardanowskiego wściekły. Kaczyński ma "Ardana" za ordynarnego chłopa, który wiele obiecywał, ale nie "dowoził", a potem sabotuje "piątkę dla zwierząt". Z drugiej jednak strony, gdy Ardanowski przychodził do resortu rolnictwa, to wprost mówił prezesowi, że jest przeciwko prozwierzęcym planom Kaczyńskiego.

Duda przeciw "piątce"

O ile więc opór Ardanowskiego przed "piątką dla zwierząt" był od początku oczywisty, to sprzeciw Dudy już dla Nowogrodzkiej taki nie był. - Andrzej pozował do zdjęć z fretką. Obiecywał poprawę losu zwierząt. A teraz? Zaprzecza wszystkiemu, co wcześniej o zwierzętach mówił - przekonuje polityk bliski Nowogrodzkiej.

- Wieś dała Dudzie wygraną w wyborach, więc teraz musi wygrać tę sprawę na wsi - mówi człowiek bliski Pałacowi. Jaką złość wśród rolników wywołała "piątka" widać było choćby wtedy, gdy rolnicy wylewali gnojówkę i rozrzucali obornik przed biurami posłów PiS. Liczebnie skala tego protestu była mała, ale jego zaciekłość już ogromna. Jaką kalkulacją kieruje się tu Duda? Otóż dla zwolenników "piątki" (a elektorat Dudy w większości popiera prozwierzęce pomysły) jej uchwalenie nie jest żadnym priorytetem, z kolei dla przeciwników "piątki" wyrzucenie jej do kosza to już absolutny priorytet. Kierując się namowami Ardanowskiego i taką kalkulacją Duda obrał sobie za cel utrącenie "piątki dla zwierząt".

Polityk z otoczenia prezesa PiS: - Początkowo nie było żadnej nieoficjalnej sugestii, że ze strony Dudy będzie twarde "nie" dla praw zwierząt. Przy wstępnym obwąchiwaniu się w tej sprawie był wręcz sygnał, że Pałac spojrzy pozytywnie na tę ustawę. Stało się inaczej.

"Piątka dla zwierząt" co prawda przeszła przez Sejm i Senat, ale wylądowała potem w sejmowej "zamrażarce" - posłowie po prostu nie przystąpili do głosowań nad poprawkami Senatu. PiS zapowiedziało z kolei nową "piątkę dla zwierząt" - póki co jej nie ma. Andrzej Duda, chcąc zdusić próbę zgłoszenia nowej ustawy, zapowiedział, że postawi weto - co prawda do pierwszej "piątki" (ta już jest i tak "zamrożona"), ale cel deklaracji prezydenta był taki, aby PiS nie forsowało nowej ustawy.

"Bez silnej negatywnej emocji"

Polityk bliski centrali PiS przekonuje: - Ze strony Jarosława nie ma silnej negatywnej emocji wobec Dudy. Jest raczej spokój.

Ale to bardziej życzenie. Prezes PiS lekceważy i wręcz wzgardza prezydentem. Negatywne emocje wypłynęły na wierzch podczas uroczystości zaprzysiężenia ministrów, w tym i Jarosława Kaczyńskiego na wicepremiera. W ogrodach Pałacu Prezydenckiego Kaczyński, zamiast patrzeć na przemawiającą głowę państwa, wpatrywał się w wieko studzienki kanalizacyjnej. A potem odwrócił się na pięcie, by nie musieć pozować do wspólnego zdjęcia z prezydentem. Tłumaczenia, że a to był lekko przeziębiony, a to kalendarz napięty to tylko próby dyplomatycznego wybrnięcia z kłopotliwej sytuacji.

Ustawa antyaborcyjna też dzieli

Inną ważną kwestią, która różni prezydenta i prezesa, jest nowelizacja ustawy antyaborcyjnej.

Po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził niekonstytucyjność aborcji ze względu na wady płodu, prezes PiS nie chciał nowelizować ustawy. Z projektem - pod presją żony Agaty i córki Kingi - wyszedł za to Duda, choć de facto jest to projekt triumwiratu: Andrzej Duda, Jarosław Gowin, Mateusz Morawiecki. Ustawa trafiła szybko do sejmowej "zamrażarki", bo nie ma dla niej większości w Sejmie, a w samym klubie PiS jest wielu jej przeciwników.

Nominacje jak płachta na byka

Ostatnie nominacje w Pałacu Prezydenckim też nie są w smak prezesowi PiS.

Do drużyny Dudy dołączył - już formalnie - Marcin Mastalerek, a także Łukasz Rzepecki (były poseł PiS i Kukiz'15), który jeszcze niedawno odsyłał Jarosława Kaczyńskiego na polityczną emeryturę.

Nowogrodzka doszukuje się w działaniach Dudy podszeptów właśnie Mastalerka.