Zmierzch mitu nieomylnego wodza i niepokonanej partii. Kaczyński i PiS mocno tracą na wojnie o aborcję [WYKRES DNIA]

W założeniu światopoglądowa wojna wokół aborcji miała uratować Zjednoczoną Prawicę przed zapłaceniem politycznego rachunku za utratę kontroli nad szalejącą po kraju epidemią koronawirusa. W rzeczywistości Nowogrodzka dostała rachunek podwójny, co widać po ostatnich sondażach poparcia dla partii.

- Dziś mamy do czynienia z ogromnym wyzwaniem: epidemią koronawirusa. Wiosną, kiedy zagrożenie było mniejsze, wszyscy czuliśmy dyscyplinę, co pomogło ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa. Teraz, kiedy zakażeń jest wielokrotnie więcej, tej dyscypliny nie utrzymujemy. Tworzą się dodatkowe ryzyka rozprzestrzeniania się wirusa - mówił 29 października podczas konferencji prasowej na Stadionie Narodowym premier Mateusz Morawiecki. O jakie ryzyka chodzi? Naturalnie o trwające od półtora tygodnia antyrządowe protesty spowodowane zaostrzającym prawo aborcyjne w Polsce wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego.

Mam apel do protestujących: niech wasza niechęć skupia się na mnie, na polityce, ale nie na tych, których zagrożenie dotknie za chwilę

- podkreślił szef rządu.

Premier Morawiecki próbuje łagodzić sytuację wokół protestów przeciwko wyrokowi TK, chociaż po raz pierwszy publicznie głos w sprawie zabrał dopiero po kilku dniach antyrządowych demonstracji. W koncyliacyjnym tonie starają się też wypowiadać prezydent Andrzej Duda oraz wicepremier Jarosław Gowin. Słowa i działania całej trójki zupełnie rozmijają się jednak z konfrontacyjnym nastawieniem Jarosława Kaczyńskiego. Wicepremier oraz prezes Prawa i Sprawiedliwości 27 października wygłosił kilkuminutowe wystąpienie, w którym wezwał do mobilizacji i walki członków, wyborców oraz sympatyków Zjednoczonej Prawicy. Zachęcał, "by wzięli udział w obronie Kościoła, w obronie tego, co dzisiaj jest atakowane i jest atakowane nieprzypadkowo".

Ten atak jest atakiem, który ma zniszczyć Polskę, ma doprowadzić do triumfu sił, których władza w gruncie rzeczy zakończy historię narodu polskiego tak, jak dotąd go żeśmy postrzegali

- straszył w swoim wystąpieniu prezes Kaczyński, dodając, że sytuacja, z którą mamy do czynienia, jest wojną. - Obrońmy Polskę! - zaapelował do swoich stronników lider obozu rządzącego.

Suweren chce głowy Kaczyńskiego

Słowa Kaczyńskiego są problemem nie tylko jeśli chodzi o dalszy rozwój sytuacji i groźby poważnej eskalacji konfliktu. Słowa Kaczyńskiego stały się też poważnym problemem dla niego samego i dla jego obozu politycznego. Pod koniec zeszłego tygodnia Jacek Gądek pisał w swoim artykule, że wiara w polityczny geniusz i strategiczny zmysł prezesa maleje w Zjednoczonej Prawicy z godziny na godzinę. - Zakiwał się na śmierć - mówi w materiale jeden z prominentnych polityków obozu władzy. - Katastrofa - krótko podsumowuje działania prezesa PiS-u inny polityk koalicji rządzącej.

Skoro w wodza zwątpiono na Nowogrodzkiej, to trudno się dziwić, że zwątpiło w niego także społeczeństwo. Interesujących danych dostarcza w tej kwestii przeprowadzone na zlecenie "Rzeczpospolitej" badanie IBRiS-u. Ankieterzy zapytali Polaków, jak oceniają działania polityków w ostatnich dniach. Z ośmiu polityków ujętych w odpowiedziach - pięciu z obozu władzy, trzech z opozycji - jedynie Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz mają więcej pozytywnych niż negatywnych wskazań.

embed

Pierwszego dobrze ocenia 30,6, a drugiego 23,2 proc. respondentów. Negatywnie odpowiednio: 15,4 i 16,7 proc. Dla porównania, kiepsko wypada tutaj przewodniczący Platformy Obywatelskiej Borys Budka - ma jedynie 11,7 proc. pozytywnych i aż 31,6 negatywnych ocen. Daleko mu jednak do tego, jak źle ocenienie zostali czołowi politycy Zjednoczonej Prawicy. Premiera Morawieckiego źle ocenia aż 44,4 proc. Polaków (jednak aż 32,2 ma o jego działaniach dobre zdanie, co jest zdecydowanie najlepszym wynikiem spośród polityków obozu władzy), a ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę aż 52,7 (prokurator generalny ma jednak przy tym ledwie 12,2 proc. pozytywnych wskazań). Bezkonkurencyjny jest tutaj jednak wspomniany już Kaczyński. Lidera Zjednoczonej Prawicy krytykuje 67,4 proc. badanych, a tylko 14,3 ocenia jego działania jako dobre.

W obozie rządzącym nie ma postaci, która rozjaśniłaby obecną sytuację kryzysową - tę epidemiczną i tę aborcyjną - dając ludziom poczucie spokoju i zjednując sobie ich zaufanie. Społeczeństwo oczekuje obecności kogoś takiego, oczekuje zabrania głosu, oczekuje, że władza stanie na wysokości zadania i zaproponuje racjonalne ścieżki wyjścia z sytuacji kryzysowej

- mówiła w zeszłym tygodniu w rozmowie z Gazeta.pl politolożka dr hab. Ewa Marciniak z Uniwersytetu Warszawskiego. Patrząc z perspektywy czasu i dysponując powyższymi wynikami, trudno nie przyznać jej racji.

To zresztą nie koniec złych wieści dla Kaczyńskiego. IBRiS zapytał Polaków również o to, czy Kaczyński powinien odejść z funkcji prezesa PiS-u. Ponad 71 proc. badanych udziela na to pytanie odpowiedzi twierdzącej, przy czym aż 58,5 twierdzi, że powinien "zdecydowanie odejść". O ile nie powinna dziwić miażdżąca ocena Kaczyńskiego wśród wyborców opozycji - jego odejścia chce 91 proc. głosujących na Koalicję Obywatelską, 93 na Lewicy i 86 na Konfederację - o tyle znamienny jest odsetek krytycznych ocen w elektoracie Zjednoczonej Prawicy. Aż 38 proc. wyborców "dobrej zmiany" ma dosyć przywództwa Kaczyńskiego - 16 "zdecydowanie", a 22 "raczej".

Końca panowania Kaczyńskiego na prawicy życzy sobie 83 proc. kobiet i 60 proc. mężczyzn. Nie zaskakuje, że odejścia prezesa PiS-u chciałoby 80 proc. respondentów z grupy wiekowej 18-39 lat, jednak fakt, że tego samego zdania jest aż 58 proc. badanych w wieku 60-69 lat, powinien dawać rządzącym do myślenia. Podobnie jak to, że nawet wieś chce dzisiaj głowy wodza Zjednoczonej Prawicy. Az 64 proc. jej mieszkańców ma dosyć panowania Kaczyńskiego w PiS-ie, to zaledwie o jeden punkt procentowy mniej niż w przypadku mieszkańców metropolii (powyżej 500 tys. mieszkańców). Te wyniki są godne odnotowania, bo przecież mówimy o dwóch grupach elektoratu z przeciwległych końców politycznego kontinuum - wieś zawsze stała za Kaczyńskim murem, podczas gdy wielkie miasta od niepamiętnych czasów były bastionem oporu przeciwko prezesowi PiS-u.

embed

Sondażowe tąpnięcie "dobrej zmiany"

Mocny cios w wizerunek politycznego przywódcy to bynajmniej nie koniec zmartwień Zjednoczonej Prawicy na początku listopada. Najnowsze sondaże partyjne pokazują, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego, jego odbiór społeczny i antyrządowe protesty zaczynają coraz mocniej uderzać w poparcie dla koalicji rządzącej.

Od dnia wydania wyroku przez TK (22 października) ukazało się siedem sondaży partyjnych. Dwa z nich zaczęły być przeprowadzane jeszcze przed jego ogłoszeniem, a zakończone je już po. W wynikach badań wyraźnie widać, że już po kilkudziesięciu godzinach od wydania wyroku przez TK i tym samym rozpoczęcia protestów nastroje społeczne znalazły swoje odbicie w poparciu dla Zjednoczonej Prawicy. W tygodniu 26 października - 1 listopada jak na dłoni widać spadki obozu władzy. I to spadki zauważalne.

Olbrzymim wstrząsem dla Nowogrodzkiej było badanie Kantara przeprowadzone w dniach 26-27 października. Zjednoczona Prawica zjechała w nim do poziomu zaledwie 26 proc. Tak fatalnego wyniku nie miała od momentu wygrania wyborów parlamentarnych jesienią 2015 roku. Największy konkurent, a więc Koalicja Obywatelska, w tym samym sondażu traci zaledwie dwa punkty procentowe do rządzących. Najsilniej uwagę przykuwa jednak wynik Polski 2050 Szymona Hołowni, która ma w tym badaniu aż 18 proc., co przełożyłoby się na 100 mandatów w Sejmie.

Kolejny sondaż - Estymator dla serwisu DoRzeczy.pl, przeprowadzony w dniach 29-30 października - jest dla Zjednoczonej Prawicy znacznie łaskawszy, bowiem ta zdobywa w nim 33,4 proc. głosów, wyprzedzając wyraźnie Koalicję Obywatelską (26,8) oraz Polskę 2050 (13). Kiedy jednak porównamy te wyniki z badaniem tej samej pracowni dla tej samej redakcji sprzed tygodnia, widzimy jak na dłoni, ile "dobrą zmianę" kosztowały protesty po wyroku TK. W badaniu Estymatora przeprowadzonym 22 i 23 października rządzący mieli 39,8 proc. poparcia. Skład podium był taki sam jak w późniejszym badaniu - na drugim miejscu znalazła się Koalicja Obywatelska (27), a na trzecim Polska 2050 (12,2). Sondaż do sondażu 3,4 pkt proc. zyskuje Lewica, która najmocniej spośród formacji opozycyjnych wsparła protestujące Polki.

embed

Po raz drugi w ostatnich dniach poniżej pułapu 30 proc. poparcia Zjednoczona Prawica spada w badaniu IBRiS-u dla Wirtualnej Polski (przeprowadzonym 30 października). Ma dokładnie 29 proc., Koalicja Obywatelska 24, a Polska 2050 - 14,9. Sondaż ten należy jednak rozpatrywać w szerszym kontekście i porównać z dwoma wcześniejszymi październikowymi badaniami IBRiS-u dla Wirtualnej Polski. W sondażu z początku miesiąca rządzący mieli aż 41,6 proc. poparcia, natomiast w połowie października - 36,1. Oznacza to, że w cztery tygodnie poparcie dla Zjednoczonej Prawicy spadło o 12,6 pkt proc. Takie tąpnięcie można wytłumaczyć skumulowanym efektem protestów rolników i przedsiębiorców, kiepską oceną działań rządu w obliczu epidemii koronawirusa oraz wyrokiem TK ws. aborcji.

Ostatni z omawianych sondaży - United Surveys dla "Dziennika Gazety Prawnej" i RMF FM - również potwierdza trend spadkowy "dobrej zmiany". Zjednoczona Prawica ma w nim 30,9 proc. poparcia, wyprzedzając Koalicję Obywatelską (25,3) oraz Polskę 2050 (14,7). Warto zauważyć, że skumulowane poparcie KO i Polski 2050 zdecydowanie przewyższa wynik koalicji rządzącej. Dodając do tego wyniki Lewicy (6 proc.) i PSL (2,7 proc.), w szeregach opozycji blok antyPiS mógłby liczyć na poparcie rzędu 48,7 proc. Dla porównania - Zjednoczona Prawica nawet w koalicji z Konfederacją dysponowałaby jedynie 35,8 proc. głosów.

To wszystko będzie dla PiS-u trudne do opanowania za pomocą wypróbowanych w przeszłości schematów

- przewidywał kilka dni temu w wywiadzie dla Gazeta.pl filozof dr Tomasz Markiewka, autor wydanej w tym roku książki "Gniew".

Jeszcze inna sprawa, że sedno tych protestów dotyczy codziennego życia milionów polskich kobiet. Nie spodziewam się tego, że przez dwa, może trzy tygodnie będziemy mieć masowe protesty, a potem wszyscy zapomną o temacie i wrócą do swoich spraw. Trudno tak łatwo pogodzić się z czymś, co odbiera nam poczucie fundamentalnego bezpieczeństwa

- podkreślił nasz rozmówca.