O. Gużyński: Kościół nie parł do zaostrzenia ustawy aborcyjnej jak sowiecki czołg. To był postulat, ale nie żądanie

- Brakuje mądrego głosu Kościoła w związku ze skutkami orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, za które szef Episkopatu tak dziękuje. To gruby błąd - mówi o. Paweł Gużyński, dominikanin.

Zobacz nagranie. Agnieszka Ścigaj: wzięcie odpowiedzialności za decyzję o aborcji to sprawa kobiety

Zobacz wideo

Jacek Gądek: - Państwowy Trybunał Konstytucyjny wydaje orzeczenie ws. zapisów ustawy antyaborcyjnej. I na to niektórzy ludzie idą protestować do kościołów. Dlaczego?

O. Paweł Gużyński: - Reakcje ludzi biorą się z utożsamiania decyzji Trybunału Konstytucyjnego z dealem, jaki Kościół zawarł z władzą państwową. Jeśli PiS robi cokolwiek w sprawach mających coś wspólnego z Kościołem, to nie zastanawiają się, czy działania te są autonomiczne, ale automatycznie kojarzą je z wpływem Kościoła.

Ale czy to skojarzenie ma podstawę?

W 2018 roku biskupi byli faktycznie zdziwieni, gdy pojawił się obywatelski projekt ustawy, który zakładał karanie kobiet za przerwanie ciąży…

…i ostatecznie Kościół nie poparł tej ustawy, uznając ją za szkodliwą.

Tak, ale biskupi byli wielce skonfundowani. Wypowiadali się w tonie: ale jak to? Przecież nikt tego z nimi nie konsultował! Mimo takiego odcinania się od tej inicjatywy powszechnie funkcjonowało skojarzenie, że Kościół maczał palce w tej ustawie.

Mimo to presja hierarchów na polityków, by zaostrzyli ustawę antyborcyjną, ma jednak długie tradycje.

Sprawa jest złożona, ponieważ Kościół w pewnym stopniu maczał palce w pomyśle karania kobiet, bo pozwalał i wciąż pozwala swobodnie działać choćby takiemu środowisko jak to, które integruje o. Tadeusz Rydzyk. Radio Maryja nieustannie inspiruje radykalnych polityków, którzy są gotowi zaostrzyć prawo.

A presja samych hierarchów na zmianę ustawy była silna?

Regularnie przypominali o tej kwestii, a dla części biskupów była to pilna sprawa, którą rządzący powinni się zająć. Już w czasie pierwszych rządów PiS, w 2007 r. biskupi wspierali projekt marszałka Sejmu Marka Jurka, który zakładał wpisanie do konstytucji ochrony życia od momentu poczęcia. Jednak ze strony Kościoła hierarchicznego, przy wszystkich jego wadach, nigdy nie była to presja bezwzględna. Episkopatowi nie można przypisać tego, że parł do zmiany jak sowiecki czołg, aby ekipa PiS zaostrzyła ustawę antyaborcyjną. To był postulat, ale nie bezkompromisowe żądanie.

No to przykład. "Apelujemy do wszystkich parlamentarzystów, aby uszanowali prawo do życia każdego człowieka i przyjęli obywatelski projekt ustawy 'Zatrzymaj aborcję'" - czytam z oficjalnym stanowisku prezydium Konferencji Episkopatu. To wprost wzywanie polityków do uchwalenia ustawy. Dziś to pokutuje w formie protestów w kościołach?

Tak, ale dużo bardziej pokutuje to, że Kościół - i to jest najważniejsze - wszedł w deal z władzą. Gdyby Kościół nie był postrzegany jako umoczony politycznie, to cytowane przez pana słowa byłyby postrzegane jedynie jako autonomiczny głos poparcia dla ochrony życia.

A może jest tak, że i bez tego kojarzenia PiS-u z Kościołem ludzie by poszli protestować do kościołów, bo to przecież nauka Kościoła jest wskazywana przez polityków tej partii jako aksjologiczny fundament?

Nic podobnego. Kościół głosi naukę o świętości życia od zawsze. Jakie ma do tego narzędzie, jeśli nie dysponuje politycznym wpływem? Takie samo jak i ja, kiedy wychodzę na ulicę i mówię: "Jezus zmartwychwstał, nawracajcie się, uwierzcie w Ewangelię!". A gdybym to samo robił pod szyldem partyjnym i zmuszał ludzi do przyjęcia tej wiary, to jaka byłaby reakcja? Dopiero wtedy pojawiłyby się protesty.

Na orzeczenie TK, że niekonstytucyjna jest aborcja ze względu na "duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu", protesty wybuchły. Szef Episkopatu pospieszył z podziękowaniami i z "wielkim uznaniem przyjął" to orzeczenie. Z kolei abp Marek Jędraszewski w odpowiedzi na wywołane decyzją TK protesty grzmiał, że trzeba "ratować najbardziej zdrową tkankę polskiego narodu". To dwie najważniejsze osoby w Episkopacie, więc można powiedzieć, że Kościół jest usatysfakcjonowany.

Jeśli ludzie słyszą takie słowa, to jak mają nie kojarzyć Kościoła z decyzją TK i mariażem politycznym? Oczywiście, że będą jeszcze mocniej łączyć Kościół z tym, co się stało.

A konsekwencją jest to, że protesty odbywały się także - choć rzadko - w kościołach.

Tu pojawia się pytanie, czy gniew, który ludzie przeżywają, jest usprawiedliwieniem dla aktów agresji? Otóż nie jest. W żadnych warunkach nie jest. Nie ma usprawiedliwienia dla agresji, nawet jeśli jakaś kobieta mówi "musicie mnie zrozumieć, bo zostałam wkur…". Nie ma usprawiedliwienia dla wdzierania się z protestami do kościołów. Takie protesty to majstrowanie gołymi rękami przy społecznej bombie i to w miejscu, gdzie jest wielu ludzi - w końcu wybuchnie.

Kobieca wściekłość nie upoważnia kobiet żądających prawa do aborcji do politycznych demonstracji wewnątrz kościołów. Ale jeśli widzą, że księża bezkarnie uprawiają na ambonie politykę i wpuszczają za ołtarz prezydenta, premiera, posłów, to przecież czemu nie? A z drugiej strony bojówki Żołnierzy Chrystusa bądź Straż Narodowa będą je szarpać i wyrzucać na zewnątrz. Nie tędy droga.

Trzy lata temu ojciec mówił w Gazeta.pl, że zmiana prawa "dotyczy sprawy tak istotnej, jak życie rodzących i nienarodzonych, brak poważnej dyskusji zakrawa na zbrodnię". Dziś jak by ojciec nazwał zmianę prawa, choć rękami osób zasiadających w TK?

Wywołanie kryzysu wokół aborcji w środku pandemii to postępek skrajnie nieodpowiedzialny, cyniczny i stricte polityczny. Budzi to mój najgłębszy sprzeciw moralny. Sądzę, że nie jest to inicjatywa Episkopatu i niczego tu nawet nie konsultowano z biskupami. Owszem, może któryś z nieobliczalnych hierarchów mógł rozmawiać z kimś z obozu rządzącego i coś sugerować, ale sądzę jednak, że kryzys jest wynikiem porachunków i gierek w Zjednoczonej Prawicy. To na wskroś odrażające!

Biskupi mieliby być zaskoczeni tym, że PiS forsuje - rękami TK - postulat tychże biskupów?

Sądzę, że gdyby ktokolwiek konsultował z Episkopatem termin wydania orzeczenia przez Trybunał, to - znając sposób działania Episkopatu - biskupi nie zdecydowaliby się na prowokowanie ulicznych protestów w czasie epidemii. Źródłem wyroku TK jest PiS et consortes, a nie Episkopat.

Protesty są i to bardzo duże. Nie brakuje ojcu właśnie teraz wyraźnego głosu Episkopatu?

Przekaz Episkopatu jest niestety charakterystyczny dla zachowania Kościoła w podobnych sytuacjach.

Czyli?

Jeśli ludzie, których Kościół uważa za swoich sojuszników, wychodzą z jakąś inicjatywą, to Kościół stara się unikać publicznego krytykowania takich inicjatyw. Właśnie w takim duchu trzeba patrzeć na podziękowania abpa Gądeckiego, któremu brak wyobraźni społecznej. I brakuje mądrego głosu Kościoła w związku ze skutkami orzeczenia, za które szef Episkopatu tak dziękuje. To gruby błąd.

Ale już prymas abp Wojciech Polak zaapelował o "wzajemny szacunek, o to byśmy nie przekraczali granic, o szacunek dla miejsc świętych" i o niepogłębianie podziałów społecznych. Wystarczy?

Apele o szacunek i obniżenie temperatury sporu są słuszne, ale należałoby zabrać głos w szerszej perspektywie.

Czyli co konkretnie powiedzieć?

Niuansować przesłanie w obronie życia w taki sposób, aby w szczególności kobiety nie miały poczucia zagrożenia swego życia, zdrowia i godności. Newralgiczna jest kwestia dotycząca postaw heroicznych wobec bardzo trudnych przypadków ciąż. Nie stwarzając najpierw odpowiednich warunków dla kobiet, bezpieczeństwa i wsparcia, nie można roztaczać chwalebnych wizji o szlachetnych postawach pro-life.

Czy aborcja w świetle nauki Kościoła jest zawsze złem? Czy jest czasami wręcz miłosierdziem?

Z perspektywy moralnej aborcja zawsze jest czynem wewnętrznie złym. Są jednak takie sytuacje, w których zastosowane procedury medyczne ze względu na ratowanie życia matki powodują śmierć płodu ludzkiego i to jest dopuszczalne. Zawsze jednak, jeśli mamy do czynienia z intencjonalnym działaniem obliczonym na abortowanie dziecka jako takiego, to będzie to złem.

Czy przy wadach letalnych dziecka, co do których istnienia mamy pewność, przerwanie ciąży jest czymś uzasadnionym w nauce Kościoła? To sytuacje, gdy śmierć może nastąpić jeszcze w łonie matki bądź dziecko umrze krótko po porodzie.

Z perspektywy kościelnej tam, gdzie nie ma intencjonalnego działania, aby pozbawić życia poczęte dziecko, nie będzie mowy o aborcji par excellence. Ale w prawie świeckim trudno cokolwiek w tej materii zapisać bezspornie i precyzyjnie.

Wyrażam daleko posunięty pesymizm co do możliwości stworzenia takich uregulowań prawnych, które są w stanie rozstrzygać a priori każdy konkretny przypadek, jaki się zdarzy. Stąd prawo świeckie z konieczności powinno pozostawiać pewną przestrzeń dla wolności sumienia rodziców i lekarzy.