Dunin: Serce? Sabsze ni przed chorob. Puca? S zacieki. Wirus pozostawia w organizmie spustoszenie

- Przez cztery dni, majc covida, umieraem z blu. Ludzie rnie przechodz koronawirusa - jedni bezobjawowo, a inni umieraj faktycznie - mwi Artur Dunin, senator Platformy Obywatelskiej. I podkrela, e sam ma dzi problemy z sercem i pucami.

Zobacz nagranie. Prof. Matyja: Zdrowie zawsze traktowano po macoszemu:

Zobacz wideo

Jacek Gądek: - Przechorował pan koronawirusa?

Artur Dunin: - Niestety tak. 

Skutki? 

Niestety tak. Cały czas jestem osłabiony. Serce jest słabsze niż przed chorob.

Serce? 

Miejmy nadzieję, że będzie to odwracalne i powrót potrwać może z pół roku - tak mówią lekarze. Mam podwyższone tętno. Gdy poszedłem na badania kontrolne, to zamiast mieć normalny puls, czyli ok. 70, to zmierzono mi 147. Musiałem zostać w szpitalu. Przeszedłem badania - na szczęście wszystkie wyniki były w granicach normy, a właściwie na progu tych granic.

Niestety, bardzo szybko się męczę. Badanie tomograficzne wykazało, że wciąż w płucach pozostają mam zacieki po koronawirusie. A przypomnę, że objawy choroby skończyły mi się 10 sierpnia. Niestety, covid pozostawia w organizmie ogromne spustoszenie.

Płuca też mają szansę wrócić do pierwotnej sprawności?

Miejmy nadzieję, że tak. Pani doktor mówi, że powoli się one zmniejszają. Pod koniec miesiąca będę miał kolejne badanie, więc zobaczymy, czy jest jakaś poprawa. A jeśli nie, to będę musiał dostać sterydy.

Nie ma żartów. 

Bo to nie jest żadna grypa. Wiele razy przechodziłem grypę i jest ogromna różnica. Przez cztery dni, mając covida, umierałem z bólu. Ludzie różnie przechodzą koronawirusa - jedni bezobjawowo, a inni umierają faktycznie. Rozmawiam z moją pulmonolog i ona mówi tak: badam ludzi, którzy przeszli covid bez objawów, a i tak mają spustoszony organizm, nawet sobie z tego faktu nie zdają sprawy, a wychodzi to dopiero po 2-3 miesiącach.

Patrzę na pana metrykę: facet w sile wielu, pięćdziesiątka, trochę pan też uprawia sportu…

…i nigdy nie miałem problemów ze zdrowiem. Żyję aktywnie. 

No to - teoretycznie - powinien pan nie "umierać" przez kilka dni, ale w miarę łagodnie przejść chorobę.

Ale niestety tak nie było. W rzeczywistości miałem potworny ból głowy, potem ból całego ciała. Od cebulek włosów po paznokcie u stóp wszystko bolało przez cztery dni. Miewałem różne bóle głowy: migrenowe i zatok. Ale takiego bólu, jak przez koronawirusa, to jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyłem. Nie pomagały żadne proszki.

Potem przyszło potworne osłabienie organizmu. Nawet w tej chwili, zwyczajnie rozmawiając, złapałem zadyszkę. Jak już nie miałem objawów, to próbowałem coś posprzątać. Odkurzyć pokój. Nie dałem rady. Taki słaby byłem. Dziś wystarczy, że wejdę na schody albo przejdę kawałek drogi i już mam zadyszkę. Lekarze zalecają jednak, abym próbował zwiększać dystanse i trzymał dietę, by wzmacniać organizm.

A zaraził się pan od kolegi, senatora Jana Filipa Libickiego?

100 proc. pewności nie ma, ale najprawdopodobniej tak. Analizowałem, czy inną drogą mogłem się zarazić i wyszło, że nie.

Wcześniej sobie pewnie żartowaliście z wirusa? 

A właśnie, że nie. Słuchałem specjalistów i wiedziałem, że jest groźny - nie żartowałem sobie z zagrożenie. Zaraziłem się z własnej winy - to ewidentne. Zawsze miałem maseczkę. Na senackiej komisji, kiedy najpewniej się zaraziłem, też miałem maseczkę, ale w kieszeni.

A jak się zaczęła choroba?

Początkowo myślałem, że to przez klimatyzację w samochodzie zaczęło mnie coś brać. Chciałem coś uprzątnąć, ale nie miałem siły. Usiadłem na leżaku, a w zasadzie osunąłem się na niego. Od razu skoczyła mi temperatura do 39,8 stopnia C. Odsunąłem się od całej rodziny. Akurat byliśmy na działce, ale następnego dnia wyjechałem stamtąd do domu i tam pozostawałem już sam. Miał do mnie dzwonić Sanepid, ale nikt nie zadzwonił. Po trzech dniach poszedłem na badanie do szpitala. Po kilku godzinach dostałem informację: covid. Przez cztery dni - jak wspominałem - trzymała mnie wysoka gorączka, a potem temperatura skakała - 38,5, a godzinę później już 35. Mierzyłem ją co godzinę i widziałem, jak falowała przez tydzień.

Izolacja też jest dotkliwa. Już się dobrze czułem, ale wciąż w zamknięciu, a nie z rodziną, z dziećmi. Niestety, jedyną atrakcją były codzienne wizyty policji.

Pobytu w szpitalu pan uniknął, więc i tak pan jest szczęśliwcem?

Tak, ale lekarz mi powiedział: jeżeli tylko będę miał większe problemy z oddychaniem, to natychmiast mam dzwonić po pogotowie ratunkowe, nie zastanawiać się nawet trzech sekund i nie zgrywać chojraka, ale dzwonić. Oddychało mi się ciężej niż zwykle, ale szczęśliwie nie miałem problemów ze złapaniem tchu. Przez całe 28 dni siedziałem w zamknięciu w domu.

A inni mówią: nie ma wirusa.

Badani są tylko ci, którzy ewidentnie są chorzy. Gdyby faktycznie pozwolono na robienie testów wszystkim, to okazałoby się, że zakażeń jest o wiele więcej. Ludzie są chorzy, ale bezobjawowo lub mają skąpe objawy i roznoszą wirusa, nawet o tym nie wiedząc. A potem inni ludzie choruj i umierają.

Sam apeluję: nośmy maseczki, trzymajmy dystans i dbajmy o ludzi, którzy są obok. Sami możemy przejść wirusa w miarę łagodnie, ale inni mogą infekcję przypłacić życiem. Młodzi też umierają. Nie chojrakujmy. Sam tego doświadczyłem: ten wirus powoduje spustoszenie nie tylko podczas samej choroby, ale i po wyzdrowieniu.