Od Dorna do Sasina. PiS od lat obarcza winą medyków za trudną sytuację w służbie zdrowia

O tym, że Polska nie została przygotowana przez rząd na drugą falę epidemii koronawirusa, od dawna mówią specjaliści z dziedziny chorób zakaźnych. Kontrowersyjne zakupy respiratorów czy testów, niespójna narracja władzy dotycząca maseczek, premier mówiący o odwrocie wirusa - to tylko niektóre z przykładów. Jednak w ostatnich dniach winą za trudną sytuację obwinia się część lekarzy, którzy rzekomo nie chcą wykonywać swoich obowiązków.

4 marca bieżącego roku stwierdzono pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem w Polsce. Dopiero 16 dni później rząd wprowadził stan epidemii w kraju, mimo że już w styczniu i w lutym zachorowania pojawiały się w krajach europejskich. Już w marcu podczas konferencji prasowej szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk przyznał, że środków ochrony medycznej jest w Polsce za mało. W kwietniu i maju cała Europa, w tym Polska, oklaskiwała lekarzy, pielęgniarki i ratowników medycznych. Powstała również inicjatywa #hot16challenge, której celem było zebranie pieniędzy dla służby zdrowia. Wziął w niej udział nawet prezydent Andrzej Duda. Skąd więc ten trwający od kilku dni atak na medyków?

Hejt trwa od lat

Już w 2007 roku ówczesny marszałek Sejmu z Prawa i Sprawiedliwości Ludwik Dorn mówił o "garażu lekarza". - Ja się najbardziej troskam pielęgniarkami, a nie lekarzami, bo pokaż, lekarzu, co masz w garażu - powiedział wówczas polityk. Jego słowa wywołały oburzenie wśród medyków. - Przytoczone sformułowania są nie do przyjęcia, szczególnie jeśli wypowiada je druga po prezydencie RP osoba w państwie. Oznaczają, że nie jest ona godna piastowania tego urzędu - skomentował słowa Dorna Andrzej Włodarczyk, szef warszawskiej izby lekarskiej. 

Później strajkowali rezydenci. Ukazał się wtedy głośny artykuł na portalu TVP.info zatytułowany "Kontrowersje wokół rezydentów. Narzekają na zarobki, jedzą kanapki z kawiorem". Miał on dowieść, że rezydenci domagają się podwyżek, mimo że są bogaci. W tym celu wykorzystano m.in. zdjęcia z misji lekarskich, sugerując, że zostały one wykonane podczas egzotycznych wycieczek. Sprawa trafiła do sądu. Telewizję Polską pozwała jedna z bohaterek materiału Katarzyna Pikulska. Były dziennikarz TVP Ziemowit Kossakowski zeznał w sądzie, że otrzymał maila z instrukcjami, jak ma wykonać materiał oczerniający rezydentów i przeprosił lekarkę, stwierdzając, że została ona "niesłusznie pomówiona".

Sasin kontra lekarze

Wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin we wtorek w Programie 1 Polskiego Radia próbował odeprzeć zarzuty, że premier "zmarnował lato" i zamiast epidemią koronawirusa zajmował się rekonstrukcją rządu. Polityk stwierdził, że w Polsce jest odpowiednia liczba łóżek szpitalnych, respiratorów oraz innych środków medycznych, ale "niestety występuje taki problem jak brak woli części środowiska lekarskiego". - Oczywiście bardzo wielu lekarzy, pielęgniarek, personelu medycznego z wielkim poświęceniem wykonuje swoje obowiązki, ale część tych obowiązków wykonywać nie chce - powiedział wicepremier.

Jeszcze tego samego dnia prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Andrzej Matyja skierował list do polityka, w którym zażądał natychmiastowych przeprosin i wyraził swoje oburzenie słowami Sasina. "Pana wypowiedź jest policzkiem wymierzonym całemu środowisku i podważa zaufanie do zawodu lekarza i lekarza dentysty" - napisał w piśmie. W środę, w ramach spontanicznej akcji, medycy zaczęli zamieszczać wymowne zdjęcia z dyżurów, które pokazują ich zaangażowanie w walkę z koronawirusem.

Czytaj więcej: Lekarze pokazują Sasinowi wymowne zdjęcia z dyżurów. "My już po kawusi"

TVP o lekarzach, którzy nie chcą się narażać

Także w środę "Wiadomości" TVP wyemitowały materiał na ten temat. Jego autor stwierdził, że niektórzy z lekarzy "nie chcą narażać się na ryzyko zakażenia". Mówił, że po gwałtownym wzroście liczby zainfekowanych wojewodowie poprosili izby lekarskie o oddelegowanie personelu medycznego do walki z koronawirusem, "często bezskutecznie". Te informacje dementowali wcześniej prezesi okręgowych rad lekarskich:

Faktem jest, że izby nie mają żadnej możliwości prawnej kierowania kogokolwiek do zwalczania epidemii. Takie prawo ma tylko wojewoda w ustawowo określonym zakresie. Ministerstwo Zdrowia może zwrócić się do Naczelnej Izby Lekarskiej o listę lekarzy - przez sześć miesięcy epidemii nie zrobiono tego.
Nie zapominajmy również, że 27 proc. lekarzy i 44 proc. pielęgniarek ma więcej niż 60 lat. Lekarze od dawna alarmują o niewydolności systemu ochrony zdrowia, który wymaga pilnych reform

- podkreślano w piśmie.

- Padają też oskarżenia pod adresem rządu o chaos w służbie zdrowia, ale obserwatorzy życia publicznego przypominają, że jej kondycja to skutek wieloletnich zaniedbań poprzednich rządów - stwierdził dziennikarz TVP w materiale i dodał, że "wyborcy doskonale pamiętają skutki rządów koalicji PO-PSL". Podkreślił, że "sytuacja zaczęła się poprawiać pięć lat temu", jako przykład wymienił wzrost wynagrodzeń.

W czwartek dziennikarka "Rzeczpospolitej" poinformowała, że "rząd chce zmusić lekarzy do pracy przy zwalczaniu pandemii, bo uważa, że odmawiają 'z powodów politycznych'". "Za leczenie chorych na COVID-19 chce im jednak 'dobrze zapłacić'" - napisała Karolina E. Kowalska.

Zobacz wideo Czy dojdzie do załamania systemu ochrony zdrowia? „Ogniskowo ono już występuje”