Sasin o wyborach korespondencyjnych, które się nie odbyły. "Demokracja kosztuje"

- Każde wybory to są wielomilionowe koszty dla budżetu państwa, stąd to stwierdzenie, że "demokracja kosztuje". Tak ona rzeczywiście kosztuje, jeżeli chcemy mieć państwo, gdzie władza pochodzi z demokratycznych wyborów - powiedział Jacek Sasin w kontekście majowych wyborów korespondencyjnych, które kosztowały ponad 70 milionów złotych, ale ostatecznie się nie odbyły.

W czwartkowym "Gościu Wiadomości" Jacek Sasin został zapytany o zrekonstruowany rząd, którego skład został ogłoszony w tym tygodniu. Odniósł się do tego, że opozycja krytykuje jego niektórych nowych członków - m.in. Przemysława Czarnka, który stanie na czele połączonych resortów edukacji i szkolnictwa wyższego.

Taki już urok tej naszej totalnej opozycji. Przywykliśmy przez ostatnie pięć lat, że to tak wygląda, ale nie przejmujemy się tym zbytnio. Mamy wiele spraw do wykonania i ten nowy rząd, w nowym kształcie, z udziałem wszystkich liderów politycznych Zjednoczonej Prawicy z Jarosławem Kaczyńskim jako wicepremierem na czele, to jest taki rząd, który rzeczywiście ma szansę wiele w Polsce przez najbliższe trzy lata dokonać

- powiedział Jacek Sasin.

"Demokracja kosztuje"

We wtorek na antenie TVN24 na stwierdzenie, że każdy Polak za organizację majowych wyborów zapłaci dwa złote Sasin odpowiedział: "To może porozmawiajmy o tym, ile kosztuje awaria Czajki w Warszawie i ile trzeba na to wydać" i dodał, że "demokracja kosztuje". W TVP wicepremier odniósł się do tych słów.

Procedury demokratyczne to są procedury, które wymagają pewnego wkładu pracy ze strony państwa, wkładu organizacyjnego. Każde wybory to są wielomilionowe koszty dla budżetu państwa, stąd to stwierdzenie że 'demokracja kosztuje'. Tak ona rzeczywiście kosztuje, jeżeli chcemy mieć państwo, gdzie władza pochodzi z demokratycznych wyborów, gdzie funkcjonują demokratyczne instytucje - chociażby parlament - to nie można się oburzać, że państwo ponosi w tym celu pewne koszty

- stwierdził polityk i dodał, że "można ubolewać" nad tym, że "znaczna kwota pieniędzy, mówimy tu o 80 mln zł została wydana, mimo że te wybory się nie odbyły". Jednocześnie podkreślił, że termin wyborów zgodnie z prawem został wyznaczony, więc wszelkie instytucje publiczne zostały zobowiązane, aby ten termin zachować.

One [wybory - przyp. red.] się nie odbyły, ponieważ doszło do absolutnie bezprecedensowej sytuacji. Otóż, opozycja postanowiła nie dopuścić do tego, by te wybory się odbyły

- powiedział Sasin. Dodał, że opozycja to zrobiła, ponieważ jej kandydaci nie mieli żadnych szans na wygraną. Przypomnijmy, że prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa ws. wyborów korespondencyjnych. Śledczy uznali, że działania premiera Mateusza Morawieckiego i ministra aktywów państwowych Jacka Sasina "nie zawierały znamion czynu zabronionego". 

"Czarnek jest gwarantem tego, że ideologie nie zagoszczą w polskich szkołach"

Jak mówił wicepremier, przyszły szef resortu edukacji i nauki "jest gwarantem tego, że ideologie, które próbuje narzucać Polakom lewica, czy środowiska lewackie, nie zagoszczą w polskich szkołach, ani na polskich uczelniach". Jacek Sasin podkreślił, że szkoła, ani uczelnia "nie jest miejscem, gdzie powinno być propagowana ideologia". Przypomniał, że placówki edukacyjne są to miejsca, w których młodzi ludzie powinni pozyskiwać wiedzę i budować swoje kompetencje do dorosłego życia. Dodał, że "dzisiaj w wielu miejscach w Polsce - szczególnie tam, gdzie edukacją zarządzają samorządy opanowane przez polityków opozycji - jest taka próba wprowadzenia do szkół edukacji seksualnej w tej wynaturzonej w formie".

Zobacz wideo Przemysław Czarnek nowym ministrem edukacji. Czy to dobra zmiana? Komentuje Fogiel