Prasa: Syn Mariana Banasia tworzy w NIK grupę zaufanych osób. "Przyboczna gwardia juniora"

Syn Mariana Banasia, który jest społecznym doradcą w Najwyższej Izbie Kontroli, ma ściągać do instytucji ludzi, z którymi niedawno pracował. Według "Rzeczpospolitej" stanowiska takich doradców nie są uwzględnione w ustawie o NIK.

"Rzeczpospolita" pisze o tym, że syn Mariana Banasia - Jakub, tworzy w Najwyższej Izbie Kontroli swoją grupę wpływów. Składać się na nią mają osoby, z którymi niedawno pracował w banku.

Marian Banaś powołał w NIK zespół doradców społecznych

Zgodnie z ustaleniami dziennika 41-letni Jakub Banaś oraz prof. Romuald Szeremietiew stanowią zespół doradców społecznych Mariana Banasia. Stanowiska zostały utworzone na podstawie zarządzenia z 28 maja tego roku. Według gazety nie są one jednak przewidziane w ustawie o NIK.

Poprzednicy Mariana Banasia nie mieli swoich doradców. Dodatkowo majowe zarządzenia posiada wadę prawną - prezes NIK mógł powołać zespoły pomocnicze, ale powinny one mieć określoną nazwę, zakres i tryb działania oraz podany skład osobowy.

Zobacz wideo Zandberg: Służby z panem Banasiem licytują się na to, kto jest twardszy

Jakub Banaś ma ściągać do NIK "zaufanych ludzi". "To taka jego przyboczna gwardia"

"Rz" dotarła też nieoficjalnie do pracowników NIK, według których doradcy społeczni posiadają szerokie i "kontrowersyjne uprawnienia". "Zobowiązał dyrektorów Izby do udzielania społecznym doradcom 'wszelkich informacji i przekazywania dokumentów'. Tacy doradcy pracują bez wynagrodzenia, ale NIK pokrywa koszty ich działalności, m.in. delegacje (wynika to z zarządzenia)" - pisze dziennik.

Profesor Romuald Szeremietiew został doradcą Mariana Banasia niedawno. Wcześniej prezesowi NIK doradzał jedynie syn, który według pracowników ma ogromny wpływ na kadry i sposób funkcjonowania Izby. Jakub Banaś miał już ściągnąć do instytucji kilkoro "zaufanych ludzi", z którymi pracował w banku Pekao SA. 

- To taka jego "przyboczna gwardia". Na jej bazie junior próbuje budować nieformalną strukturę, która będzie realizowała jego plany i interesy związane z próbą zarządzania Izbą z tylnego siedzenia - mówi dziennikowi jeden z rozmówców.