Ambasador Niemiec o swoim powołaniu i ojcu w Reichswehrze: Kto wie, jak my byśmy się zachowali

Po wielu miesiącach oczekiwań Arndt Freytag von Loringhoven został ambasadorem Niemiec w Polsce. Choć nie powiedziano tego oficjalnie, Polska zwlekała z wydaniem na to zgody ze względu na przeszłość ojca dyplomaty.

We wtorek 22 września prezydent Andrzej Duda przyjął listy uwierzytelniające od nowego ambasadora Niemiec w Polsce. To ostatni etap procedury, po której zakończeniu Arndt Freytag von Loringhoven rozpoczął misję dyplomatyczną w Warszawie. Sprawa ciągnęła się miesiącami. Media informowały, że ma to związek z przeszłością ojca dyplomaty. W rozmowie z "Rzeczpospolitą" przyznał on, że nigdy nie dostał merytorycznego uzasadnienia dotyczącego opóźniania zgody na jego misję dyplomatyczną w Polsce, dlatego opiera się na doniesieniach medialnych. 

"Rozumiem, jak wciąż żywe są w Polsce uczucia z powodu zbrodni, których dopuściły się nazistowskie Niemcy w Polsce. Jeżeli chodzi o mojego ojca, to może podkreślę, że wstąpił do Reichswehry [niemieckich sił zbrojnych - przyp. red.] również dlatego, że to zwalniało go z nacisków przyjęcia legitymacji NSDAP [Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników - przyp. red.]. Takie było wtedy prawo. Pod koniec wojny służył jako adiutant szefa sztabu generalnego. W tej roli był też w bunkrze Hitlera" - powiedział Arndt Freytag von Loringhoven.

Dyplomata dodał, że nie chce ani usprawiedliwiać, ani potępiać swojego ojca. Zapytał też: "Kto może powiedzieć, jak my byśmy się zachowali w totalitarnej dyktaturze?".

"To było pokolenie wychowane w duchu pruskiego militaryzmu, przywykłe do bezwzględnego posłuszeństwa. Nigdy nie wspierał nazizmu, ale jednocześnie był przekonany, że jego obowiązkiem jest walka za swój kraj, nawet jeśli ta wojna była prowadzona od pierwszego dnia zbrodniczo, również przez części Wehrmachtu" - mówił dyplomata.

Ambasador Niemiec: Dla mojego pokolenia skrajna lojalność wobec własnego kraju jest niezrozumiała

Arndt Freytag von Loringhoven został zapytany o to, czy jego ojciec rozmawiał z Adolfem Hitlerem w jego bunkrze. Ambasador Niemiec odpowiedział, że według jego wiedzy wydarzyło się to tylko raz.

"To było w ostatnich dniach wojny. Mój ojciec wymyślił dla siebie fikcyjną misję, aby opuścić bunkier i uniknąć pewnej śmierci. Warunkiem tego była zgoda Hitlera. Ryzyko było ogromne, bo mój ojciec był przekonany, że Hitler przejrzy jego plan i uzna go za dezertera. Niesamowite, ale Hitler połknął haczyk, nawet mu doradził, jak ma zmylić czujność Rosjan" - mówił.

Dyplomata powiedział, że jego ojciec mówił wielokrotnie, że "nazizm i rasizm dopuściły się największych zbrodni w XX wieku", a po II wojnie światowej został zawodowym żołnierzem i był zaangażowany w budowę nowej Bundeswehry, "która wyciągnęła lekcję z historii" i dostrzega w żołnierzach "obywateli w mundurach", którzy potrafią krytycznie patrzeć na rzeczywistość.

"Dla mojego pokolenia posunięta do skrajności lojalność wobec własnego kraju, szczególnie jeśli prowadzi to do zbrodniczej wojny, jest dzięki temu zupełnie niezrozumiała. Jednocześnie moje pokolenie przejęło pełną odpowiedzialność za zbrodniczą przeszłość Niemiec. Odczuwam to ze szczególną mocą tu, w Polsce" - powiedział w wywiadzie Arndt Freytag von Loringhoven.

Zobacz wideo Polska i Niemcy - 30 lat po upadku Muru Berlińskiego