Prof. Dudek: Kaczyński wicepremierem? Dziwaczne rozwiązanie, ale ma swój sens

Jarosław Kaczyński wicepremierem - to już publicznie zapowiadają politycy PiS. - Dziwaczne rozwiązanie, ale ma swój sens. Z punktu widzenia państwa jest lepiej, gdy "mózg" państwa nie znajduje się w partyjnej centrali, ale w siedzibie rządu - ocenia prof. Antoni Dudek, historyk i politolog z UKSW.
Zobacz wideo Zobacz nagranie. Ryszard Czarnecki o powrocie Jarosława Kaczyńskiego do rządu:

Jacek Gądek: - Jarosław Kaczyński zmienił na przestrzeni ostatnich 20 lat sposób uprawiania polityki?

Prof. Antoni Dudek: - Model jest ten sam, choć człowiek oczywiście się zmienia z czasem i jedne cechy się nasilają, a inne słabną. Kaczyński jest taki sam jak wtedy, gdy na początku lat 90. wchodził na scenę polityczną i mozolnie konstruował koalicje - choćby tę wokół rządu Jana Olszewskiego. Wtedy zadanie było o wiele trudniejsze niż dziś. Teraz prezes ma tylko dwóch harcowników do okiełznania.

A może już realnych partnerów, bo wyraźnie chcą oni zaznaczać swoją odrębność? 

Z Jarosławem Gowinem i Zbigniewem Ziobrą jest mu łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej w innych koalicjach. Kaczyński da sobie z nimi radę. Już w zasadzie dał radę.

Skoro musi wchodzić w rolę wicepremiera, a przecież nie chciał tego robić, to nie jest aż tak łatwo.

Rzeczywiście jest to dziwaczne rozwiązanie, ale ma swój sens. Z punktu widzenia państwa jest lepiej, gdy "mózg" państwa nie znajduje się w partyjnej centrali, ale w siedzibie rządu. Notabene, ciekawe, czy faktycznie Kaczyński będzie urzędował w kancelarii premiera, czy jednak dalej na Nowogrodzkiej. Kaczyński ma być buforem między Zbigniewem Ziobrą a Mateuszem Morawieckim. Panowie są już kompletnie niezdolni do współpracy, więc to dobrze, że między nimi będzie - i to w samym rządzie - arbiter rozstrzygający spory.

Najistotniejsze jest to, czy wicepremier Kaczyński zdoła okiełznać Ziobrę przez trzy nadchodzące lata (do wyborów 2023 r. - red.), dzięki czemu rząd będzie miał stabilną większość.  Ma tu dwa wyjścia: twarde i miękkie. I o dziwo - sądząc po doniesieniach - cały czas decyduje się na miękkie, co dla prezesa PiS jest akurat nietypowe. Twarde to wyrzucenie Ziobry z rządu i czekanie, miesiąc albo i trzy, aż zmięknie. Przez ten czas rząd byłby mniejszościowy, a posłowie Solidarnej Polski grillowani i jednocześnie przyciągani do współpracy z PiS. Ziobro jest psychicznie słaby i gdyby go wyrzucić z rządu, to by zmiękł i chciał wrócić. Z kolei jego posłowie widząc dotkliwe dla siebie i swoich rodzin konsekwencje upadku dotychczasowego patrona byliby łatwiejsi do "odzyskania" przez Kaczyńskiego.

Czyli prezes jednak się zmienił. Zmiękł?

Prezes PiS ma słabość do Ziobry - traktuje go łagodniej, niżby potraktował innych polityków. A dlaczego? Tak jak kiedyś miał przekonanie, że jedyną osobą mogącą zlikwidować WSI był Antoni Macierewicz, tak teraz najwyraźniej uważa, że nikt inny, jak tylko Ziobro, jest w stanie osuszyć bagno w wymiarze sprawiedliwości. To go powstrzymuje przed twardym rozwiązaniem.

Czy jednak ten bufor w postaci Kaczyńskiego w rządzie może działać tylko przez krótki czas? Przecież Ziobro i Morawiecki są skazani na wojnę, skoro wyraźnie mają tę samą ambicję przewodzić Zjednoczonej Prawicy?

I dlatego wojna trwa i trwać będzie. Ziobro chciał wrócić do PiS, ale prezes go nie przyjął - nie wpuścił go do swojego kurnika. Minister sprawiedliwości nie może więc oficjalnie wziąć udziału w walce o sukcesję w PiS.

Jednocześnie Kaczyński nie ma determinacji, by pozbyć się Ziobry z rządu - najwyraźniej trochę jednak boi, że rząd straci większość i będzie mógł jedynie administrować. Szczerze to trochę mnie to dziwi i - wracając do pana pierwszego pytania - oznacza to, że prezes złagodniał i jest ostrożniejszy. Trudniej mu przychodzi zagranie va banque - w 2007 r. tak zagrał i przegrał, tracąc wtedy władzę na rzecz Donalda Tuska. Woli nie ryzykować, próbując się jakoś ułożyć z Ziobrą, co moim zdaniem i tak w dłuższej perspektywie się nie uda. Lider Solidarnej Polski osobowościowo jest niezdolny do kompromisów i będzie w ciągu najbliższych trzech latach Kaczyńskiemu przysparzał wielu trosk i kłopotów.

Bo też i perspektywa sukcesji w obozie PiS będzie coraz bliższa? W zeszłym roku Kaczyński mówił, że "za cztery lata pewnie ktoś inny będzie stał ma tym miejscu, bo ja mam już swoje lata". Aż tak szybko?

To zależy od dwóch czynników: od stanu zdrowia Kaczyńskiego, a ten jest nawet niezły i jeśli się gwałtownie nie pogorszy, to może on przewodzić PiS-owi dalece dłużej niż jeszcze przez trzy lata. I drugi: wynik wyborów 2023 r. Jeśli PiS się utrzyma u władzy po ‘23, to prezes dalej będzie pełnił rolę "mózgu" państwa. A jeśli PiS starci władzę, to zapewne uzna, że nie ma już sił na lata w opozycji.

Kaczyński jako wicepremier przybliży Morawieckiego do tego, by stać się nowym liderem obozu?

Dotąd Morawiecki mógł udawać, że jest prawdziwym szefem rządu, a teraz wszyscy zobaczą, że jego formalny zastępca jest superpremierem. Wejście Kaczyńskiego do rządu prestiżowo więc nie pomoże Morawieckiemu, ale może pomóc mu organizacyjnie, bo tylko prezes PiS jest zdolny przywoływać zbuntowanego ministra sprawiedliwości do porządku, z czym Morawiecki nie dawał sobie rady.

Politycy Solidarnej Polski de facto mówili: "Ziobro (ministrem sprawiedliwości) albo śmierć". I najpewniej obronili stan posiadania. Sukces?

Kluczowe jest to, czy Ziobro dostanie kuratora do swojego resortu, czyli czy pojawi się tam nowy wiceminister, który będzie człowiekiem Kaczyńskiego. Od lat MS jest osobliwym bytem, bo jest totalnie zdominowane przez ludzi Ziobry - aż dziw, że Kaczyński wcześniej nie zmienił tej niezdrowej sytuacji.

Ziobro Morawiecki chcą być nowymi liderami Zjednoczonej Prawicy, ale czy mają życiorys i predyspozycje do tego?

To kiepskie kandydatury na władcę dusz na prawicy, choć faworytem jest tu oczywiście Morawiecki. Ziobro jest człowiekiem jednego tematu - wymiaru sprawiedliwości. A co on sądzi o polityce gospodarczej albo stosunkach międzynarodowych? Morawiecki z kolei jest człowiekiem bardziej wszechstronnym i intelektualnie lepiej przygotowanym do funkcji lidera, choć ma problem biograficzny.

Należał do środowiska PO, a Donaldowi Tuskowi w Radzie Gospodarczej doradzał nawet po katastrofie smoleńskiej, co jest mu w szeregach PiS dobrze pamiętane.

A dziś jest w PiS - partii ludzi ubogich - choć ma ogromny majątek, który zresztą nie jest nawet do końca znany, bo przepisywał go na żonę. W Polsce generalnie nie lubi się ludzi zamożnych, a w elektoracie PiS tym bardziej.

A może namaszczenie od Jarosława Kaczyńskiego zmienia wszystko?

Morawiecki jest premierem z woli prezesa, a wbrew większości działaczy PiS. Trzy najbliższe lata pokażą, czy Morawiecki zbuduje sobie poparcie w szeregach partii. Pierwszy sprawdzian będzie, gdy w PiS (w Radzie Politycznej partii - red.) przyjdzie do głosowania nad kandydaturą Morawieckiego na wiceprezesa PiS. Nie ważne, jak płomiennie wesprze go Kaczyński, to głosowanie będzie tajne, a ewentualny słaby wynik pokaże, jaką do tej pory zbudował sobie pozycję w partii. To będzie ważny test dla premiera. W tajnym głosowaniu można być przecież przeciw niemu, a potem i tak klaskać, ale się nie cieszyć.