Mówił, że zwierzęta tylko maszyny zrobione z mięsa i rozbierał się na ulicy. Poseł tłumaczy swoje zachowanie

Dobromir Sośnierz z Konfederacji od lat aktywnie bierze udział w debacie na temat praw zwierząt. Stwierdził m.in., że "zwierzęta nie płacą podatków. Nie są obywatelami. To tylko maszyny zrobione z mięsa", a podczas jednego z happeningów, chcąc udowodnić, że lepiej jest nosić futro niż chodzić nago, rozebrał się na ulicy. W wywiadzie z portalem natemat.pl tłumaczy swoje zachowanie.

Poseł Konfederacji Dobromir Sośnierz aktywnie zabierał głos w trakcie debaty dotyczącej ustawy o ochronie zwierząt, która w zeszłym tygodniu została przyjęta przez sejmową większość.

Likwidujemy cyrki, bo, jak rozumiem, Sejm nie lubi konkurencji.
Czy planujecie przyznać prawa wyborcze zwierzętom? Tylko to może uratować Lewicę przed powtórzeniem wyniku Roberta Biedronia.

- to tylko niektóre ze słów parlamentarzysty. Wcześniej mówił także, że "zwierzęta nie płacą podatków. Nie są obywatelami. To tylko maszyny zrobione z mięsa" czy "zwierzęta nie czują bólu, bo nie mieszka w nich żaden wewnętrzny obserwator, który mógłby ten ból odczuć".

Sośnierz o zwierzętach: To nie jest przyjaźń. To jest pasożytnictwo

W sieci pojawiło się nagranie sprzed 9 lat, jak Dobromir Sośnierz podczas jednego z protestów na ulicy jest prawie nagi. Poseł Konfederacji odniósł się do tego w rozmowie z portalem natemat.pl.

Teraz muszę tłumaczyć się, że jako poseł tego nie robię, że to było prawie 10 lat temu w ramach happeningu. (...) Nie jest mi to na rękę, bo mam teraz inne rzeczy na głowie niż tłumaczyć ludziom podstawy filozofii świadomości, ale nie wypieram się swoich poglądów, więc trudno

- powiedział polityk. Jak dodał, była to próba "obalenia mitu", że "lepiej nago niż w futrze". - Okazało się, że w futrze cieplej, wygodniej i ludzie nie śmieją się na ulicy - stwierdził Sośnierz.

Poseł Konfederacji skomentował także swoje słowa, że "zwierzęta to tylko maszyny zrobione z mięsa".

Te cytaty pochodzą właśnie z tego happeningu sprzed 10 lat. To była odpowiedź na akcję Vivy [fundacja zajmująca się ochroną praw zwierząt - przyp. red.], a że oni też posługiwali się ostrymi środkami wyrazu, dlatego ubrałem to w słowa możliwie najbardziej wyraziste. Nie starałem się tego tłumaczyć, jak na wykładzie filozoficznym. Wyciągnąłem możliwie najbardziej radykalne wnioski, żeby wzbudzić zainteresowanie

- podkreślił Dobromir Sośnierz. Jak dodał, że zwierzęta nie powinny mieć praw, bo nie mają obowiązków, a dokładniej obowiązku podatkowego. Zaznaczył, że właśnie dlatego sprzeciwia się koncepcji, gdzie zwierzęta stają się osobnym podmiotem praw. 

Cała dyskusja zmierza do podważenia sensu ludzkiej egzystencji na świecie. Bo skoro różnica między ludźmi a zwierzętami, to tylko kwestia stopnia rozwoju, różnica ilościowa, a nie jakościowa, to porównanie dobra naszego gatunku z dobrem wszystkich innych, musi wypaść na naszą niekorzyść

- powiedział poseł. Dodał, że kiedyś miał psa, ale "nie oszukujmy się, że pies jest takim jakby człowiekiem, tylko mniejszym i mniej inteligentnym". Polityk został zapytany, czy zwierzę było jego przyjacielem.

Denerwuje mnie nadużywanie słowa 'przyjaciel' w stosunku do zwierząt. To nie jest przyjaźń. To jest pasożytnictwo. Pies żyje na koszt właściciela. Merda ogonem, bo dostaje jedzenie. Pies nie rozumie, co się do niego mówi, nie rozumie naszych problemów

- stwierdził. Jak dodał, ludzi, którzy mają problem z nawiązywaniem relacji z innymi osobami wmawiają sobie, że ludzie są źli, a zwierzęta są dobre.

Zobacz wideo Sejm przegłosował ustawę o ochronie zwierząt. Komentuje Franek Sterczewski