Ziobro chciał iść "na ostro". W PiS aż zdziwienie, że "pękł" tak szybko

Zbigniew Ziobro jeszcze w weekend chciał iść na ostro, ale w poniedziałek w południe zwracał się już publicznie do Jarosława Kaczyńskiego z prośbą o rozmowę. W PiS jest wręcz zdziwienie, że "pękł" szybko. - Na miejscu Zbyszka to bym jeszcze nie odpuszczał - mówi polityk PiS dobrze znający Ziobrę. Ale polityk Solidarnej Polski twierdzi, że to z Nowogrodzkiej otrzymali sygnał o możliwym powrotcie do rozmów i to dlatego Ziobro złagodził ton.

- Idziemy na ostro, nie odpuścimy i musimy pokazać swoją siłę - mówiła nam osoba zbliżona do Ziobry o nastrojach w Solidarnej Polsce i jej szefa jeszcze z weekendu. - Aż jestem zaskoczony, że tak szybko poszło z Ziobrą - dodaje.

To, czy się ugiął, faktycznie okaże się, gdy będzie jasne, na jakich warunkach Solidarna Polska zostanie w rządzie. Czyli do końca tego tygodnia.

Nad przemianą Ziobry pracowali m.in. politycy Porozumienia, ale kluczowa jest tu presja Nowogrodzkiej.

Centrala PiS zadbała o to, aby wywrzeć na Ziobrze jak najsilniejszą presję. A to urządzając publiczną rekrutację na stanowisko po mającym być usuniętym Zbigniewie Ziobrze. A to generując przekaz w mediach, że decyzja o dymisji Ziobry jest już podjęta. Nieprzypadkowo na nocne piątkowe spotkanie wierchuszki PiS w Krakowie zaproszono Małgorzatę Wassermann i Arkadiusza Mularczyka - potencjalnych następców ministra sprawiedliwości. W mediach szybko też zaistniało nazwisko Przemysława Czarnka jako potencjalnego kandydata na szefa resortu.

- Czarnek bardzo by chciał być tym ministrem, ale jak Ziobro ostanie się w Ministerstwie Sprawiedliwości, to nie zazdroszczę Przemkowi. Zbyszek pamięta takie rzeczy - mówi nam polityk PiS.

Z kolei Małgorzata Wassermann w fotelu ministra sprawiedliwości byłaby policzkiem wymierzonym Ziobrze. Jak pisaliśmy, Ziobro był wiecznie skonfliktowany z jej ojcem - Zbigniewem Wassermannem, który w 2010 r. zginął w katastrofie smoleńskiej. - Ziobro przez całe życie walczył z jej ojcem. Wręcz go niszczył, gdzie tylko mógł. A teraz co? Córka Wassermanna miałaby zastąpić Ziobrę w Ministerstwie Sprawiedliwości i czyścić je z "ziobrystów"? - zastanawiał się jeden z polityków PiS. Małgorzata Wassermann nie bywała dotychczas na comiesięcznych krakowskich spotkaniach z Jarosławem Kaczyńskim (odbywają się one przy okazji odwiedzania przez prezesa PiS grobu śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony Marii pochowanych na Wawelu). Jej obecność był elementem presji wywieranej na Ziobrę.

- Ale przecież sama Wassermann nie ma żadnego ciśnienia, by się wprowadzać do Ministerstwa Sprawiedliwości - słyszymy od rozmówcy z PiS.

Presja na Ziobrę była i nadal jest ogromna. Polityk zbliżony do negocjacji koalicjantów: - Ziobro godnością się unosił, ale widać, że nie wytrzymał psychicznie napięcia. Najbardziej na jego decyzję wpłynęło właśnie to, że jest słaby psychicznie. Pęka w takich stresowych sytuacjach.

To perspektywa dymisji z funkcji ministra, odwołania wszystkich jego współpracowników z rządu i swoich ludzi oraz członków rodziny - żony i brata - ze spółek Skarbu Państwa. Do tego Nowogrodzka próbowałaby rozbić 19-osobową grupę "ziobrystów" w Sejmie, przeciągając choć niektórych na swoją stronę.

Momentem zwrotnym była konferencja Ziobry o godz. 12:30 wczoraj. Tuż przed naradą wierchuszki PiS na Nowogrodzkiej, gdzie radzono, co z Ziobrą zrobić. Ziobro publicznie de facto prosił o rozmowę z Jarosławem Kaczyńskim. - Ufam, że jest jeszcze czas na rozmowę - podkreślał. I choć jednocześnie ostrzegał, że jego dymisja może przynieść "być może nieodwracalne konsekwencje", to jednak ton Ziobry nie był już konfrontacyjny jak dotychczas.

Polityk Solidarnej Polski tłumaczy zmianę tonu tak: - Docierały do nas sygnały o gotowości do powrotu do rozmów, więc nie było powodów, by zaogniać spór, mimo licznych ataków w weekend.

Liderzy PiS przyjęli publiczną prośbę Ziobry i - co stało się dziś w nocy - Jarosław Kaczyński przedstawił mu warunki pozostawania Solidarnej Polski w koalicji rządowej.

"Ziobrysta": - Spotkanie Zbigniewa Ziobry z prezesem PiS było owocne. Wiele spraw zostało wyjaśnionych i widać szanse na szybki powrót na pożądany kurs Zjednoczonej Prawicy.

Poseł PiS widzi to inaczej: - Na miejscu Ziobry to bym jednak jeszcze nie odpuszczał. Nawet gdyby dostał dymisję, to za miesiąc czy dwa mógłby zostać przywrócony. Tak było kiedyś z Andrzejem Lepperem, a teraz pewnie wróci też Jarosław Gowin.

Gowin w kwietniu - w wyniku konfliktu o termin wyborów prezydenckich - sam złożył dymisję z funkcji ministra i wicepremiera. W wyniku rekonstrukcji ma jednak już wrócić do Rady Ministrów w roli szefa Ministerstwa Rozwoju, poszerzonego jeszcze o pion pracy "wyjęty" z resortu dzisiejszego resortu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

- Z Gowinem nie ma dziś problemu. Ale z Ziobrą tak - słyszymy w PiS. Centrala PiS nie chce się więc pozbywać ani rozbijać "gowinistów", którzy w ostatnich dniach i tak okazali się dość lojalni, bo wstrzymali się w głosowaniu nad ustawą o ochronie zwierząt, a ponadto byli skłonni poprzeć ustawę o bezkarności urzędników, jeśli walczyli z epidemią koronawirusa.

Inny polityk PiS dobrze znający się z liderem Solidarnej Polski: - Ziobro i Gowin mają zupełnie inną pozycję w naszym obozie. Gowin nie ma ambicji, by być przywódcą całego obozu, a u Ziobry ta ambicja jest bardzo dobrze widoczna.

Jarosław Kaczyński na swojego następcę kreuje jednak premiera Mateusza Morawieckiego, a nie Ziobrę. Stąd, przekonują nasi rozmówcy, "przeczołgiwanie" Ziobry jest tak bezwzględne. Lider Solidarnej Polski jest w PiS nielubiany czy wręcz znienawidzony, a ze znaczących nazwisk życzliwa mu jest tylko Beata Szydło - to dlatego, że ich wspólnym wrogiem jest Morawiecki.

Bywa jednak, że i w szeregach PiS można coś ciepłego usłyszeć o Ziobrze. Mówi osoba z ław poselskich i legitymacją PiS: - Ziobro ma duże zalety. Potrafi taktycznie dobrze grać, ale psychicznie jest słaby. Wiedząc, że zaraz może wypaść z rządu, nie będzie ryzykował - mówi, podkreślając, że Ziobrę ceni.

Polityk PiS, dobrze znający się z Ziobrą: - Ziobro testował Kaczyńskiego. Determinacja ze strony prezesa jest jednak ogromna i Zbyszek zdał sobie sprawę z tego, że to już nie były negocjacje, ale decyzja o jego dymisji może zaraz stać się faktem.

Polityk z Solidarnej Polski: - Nam zależy, żeby cały obóz przetrwał. Ale trzeba sobie zadać pytanie, co takiego jest w tej ustawie o bezkarności, że Morawiecki z Kaczyńskim są gotowi wyrzucić jednego z koalicjantów z rządu?

Ustawa ta, jak ujawniliśmy w Gazeta.pl, była przedmiotem ostrego spięcia Ziobry z Morawieckim w minionym tygodniu podczas negocjacji na Nowogrodzkiej na najwyższym szczeblu. Premier domagał się, aby "ziobryści" poparli ustawę o bezkarności. Na to Ziobro odparował Morawieckiemu, że trzeba mieć odwagę i liczyć się z tym, że jak się jest premierem, to się ponosi odpowiedzialność. 

De facto ustawa ta czyści hipotekę Morawieckiego z zarzutów o łamanie prawa, gdy nakazywał organizować wybory w maju. A dla Kaczyńskiego poparcie tej ustawy - ochrzczonej przez opozycję "bezkarnością+" - jest sprawdzianem lojalności koalicjantów.

Na wspomnianej konferencji Ziobro nie był stanowczy w sprzeciwie wobec idei ustawy o bezkarności. Stwierdził bowiem, że "projekt w sprawie odpowiedzialności urzędników wymaga rozmowy, są sytuacje wymagające, by osoby podejmujące najtrudniejsze decyzje mogły działać bez lęku, jesteśmy gotowi rozmawiać, ale trzymając się zasady, że prawo wobec wszystkich jest równe. Przez pośpiech nie możemy wylać dziecka z kąpielą. Nie chcemy, by przestępcy, wykorzystując ten zapis, stali się bezkarni".

Jak słyszymy od osoby zbliżonej do negocjacji koalicjantów, Kaczyński uznał, że brak poparcia Ziobry dla ustawy covidowej [o bezkarności - red.] za "zdradę i prowokację". Zatem poparcie Ziobry dla jakiejś wersji - obecnej bądź np. zaproponowanej przez Ziobrę - ustawy o bezkarności jest praktycznym sprawdzianem, czy lider Solidarnej Polski ugiął się przed prezesem PiS.