PiS "przeczołguje" Zbigniewa Ziobrę. Sygnały o jego następcy to sposób na upokorzenie go

Prezydent Andrzej Duda może ekspresowo wręczyć Zbigniewowi Ziobrze dymisję - jeszcze przed jutrzejszym wylotem na spotkanie z papieżem Franciszkiem. Sposobów na - jak słyszymy w szeregach PiS - "przeczołganie" Ziobry Nowogrodzka ma sporo.

Zobacz nagranie. Sejm przegłosował ustawę o ochronie zwierząt. Komentuje Franek Sterczewski:

Zobacz wideo

Na godz. 13 zwołano naradę wierchuszki Prawa i Sprawiedliwości na Nowogrodzkiej. Ma tam zostać przypieczętowana decyzja ws. przyszłości Zbigniewa Ziobry w rządzie. Wypowiedzi polityków PiS wskazują, że będzie to decyzja o dymisji lidera Solidarnej Polski ze stanowiska ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

- Odwołać i przeczołgać Ziobrę - tak jeden z polityków PiS kreśli scenariusz na najbliższe dni.

Nowogrodzka pytała już Pałac Prezydencki, o której dokładnie godzinie Andrzej Duda wylatuje do Włoch i kiedy stamtąd wraca. Prezydent we wtorek po południu udaje się z wizytą do Włoch i Watykanu. Prezes PiS zarządził rozprawę ze Zbigniewem Ziobrą, więc dymisja Ziobry może stać się faktem w ciągu 24 godzin od jej podjęcia na Nowogrodzkiej. Powrót Dudy planowany jest dopiero na wieczór w piątek.

- Wniosek o dymisję może być procedowany szybko albo bardzo szybko - podkreśla rozmówca bliski Nowogrodzkiej.

Odwołanie Ziobry jest tylko jednym ze sposobów na "przeczołganie" Zbigniewa Ziobry.

Kto miałby zastąpić Ziobrę? Na giełdzie nazwisk są: Małgorzata Wassermann, Arkadiusz Mularczyk i Przemysław Czarnek. Wszyscy są posłami.

Nowogrodzka wysłała do Ziobry klarowny sygnał przez spotkanie wierchuszki PiS w Krakowie. Te spotkania odbywają się cyklicznie - prezes PiS co miesiąc odwiedza bowiem w rocznicę pochówku śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony Marii ich grób na Wawelu, a następnie spotyka się ze współpracownikami.

- Kto miał na zdjęciach z tego spotkania w Krakowie zobaczyć Wassermann i Mularczyka, to na pewno zobaczył. To jasny sygnał, wiadomo dla kogo - podkreśla polityk PiS.

Mularczyk jest byłym współpracownikiem Ziobry - razem tworzyli Solidarną Polskę, ale potem porzucił Ziobrę i wrócił na łono PiS. Gdyby to Mularczyk miał zastąpić lidera SP, byłoby to dla Ziobry ambicjonalnie trudne. Mularczyk rzadko, ale pojawiał się wcześniej na krakowskich spotkaniach wierchuszki PiS.

To jednak jeszcze nic w porównaniu do tego, jakim upokorzeniem dla Ziobry byłoby nominowanie Małgorzaty Wassermann na ministra sprawiedliwości. Dlaczego? - Przecież Ziobro przez całe życie walczył z jej ojcem, Zbigniewem Wassermannem. Wręcz go niszczył, gdzie tylko mógł. A teraz co? Córka Wassermanna miałaby zastąpić Ziobrę w Ministerstwie Sprawiedliwości i czyścić je z "ziobrystów"? - mówi nam jeden z polityków PiS. Małgorzata Wassermann nie bywała dotychczas na krakowskich spotkaniach z Jarosławem Kaczyńskim - jej obecność jest elementem presji wywieranym na Ziobrę, by się ukorzył. - Tym razem dostała zaproszenie, nieprzypadkowo - słyszymy.

Trzecie nazwisko to Przemysław Czarnek - z wykształcenia prawnik, ale politycznie jest jastrzębiem, który swoją hardością równie dobrze pasowałby do Solidarnej Polski. Ma opinię żołnierza, który jednak jest trudny do kontrolowania - taka nominacja nie wyglądałaby zatem na długoterminową.

Nazwisko potencjalnego następcy Ziobry to jeden ze sposobów na "przeczołganie" lidera Solidarnej Polski. Ale nie jedyny.

Na twarde negocjacje w PiS szykowano się już wcześniej. Już dwa tygodnie temu Ministerstwo Aktywów Państwowych zaczęło prześwietlać spółki Skarbu Państwa. - Sprawdzali, kto jest czyim człowiekiem. Już wtedy Jarosław Kaczyński ostrzył noże - mówi nam osoba bliska resortowi Jacka Sasina.

Tworzenie list ludzi Zbigniewa Ziobry, Jarosława Gowina, Mateusza Morawieckiego oraz ludzi mających związki z Platformą Obywatelską to w obozie PiS norma. Ostatnio centrala PiS namierzała ludzi Gowina, gdy ten postawił "weto" wobec wyborów prezydenckich 10 maja. "Ziobryści" z kolei pokazywali Morawieckiemu listę "złogów Platformy" - ludzi, którzy za rządów PO robili kariery, a teraz ich protektorem jest premier.

Mówi polityk PiS: - Morawiecki ma całą listę ludzi Ziobry w spółkach Skarbu Państwa. Wystarczy, że Jarosław Kaczyński da mu zielone światło, a wytnie wszystkich.

Na takiej liście są tak żona Ziobry jak i jego brat, zatem wycinanie "ziobrystów" byłoby dla lidera Solidarnej Polski bolesne także prywatnie.

Ale Ziobro i jego ludzie nie są w tej wojnie sypiącej się Zjednoczonej Prawicy bezbronni. I to mimo że Solidarna Polska jest wąską partią, bez struktur w kraju i wielkiego budżetu. Bazuje ona na mocnych nazwiskach swoich czołowych przedstawicieli. Choć SP w sondażach notuje - w przypadku samodzielnego startu - ok. półtora proc., to na listach PiS "ziobryści" są w stanie zgarnąć dużo więcej głosów i mieć licznych posłów. Dziś SP ma ich 19. Bez nich rząd PiS i Porozumienia jest mniejszościowy. A to ogromne ryzyko dla Nowogrodzkiej. Polityk Solidarnej Polski: - No przecież rząd mniejszościowy oznacza, że można w Sejmie odwoływać kolejnych jego ministrów.

Przy mobilizacji opozycji i wstrzymywaniu się posłów Ziobry od głosu faktycznie kolejni ministrowie czy też marszałkowie mogliby być utrącani.

Polityk PiS bliski prezesowi: - Jeśli Ziobro chciałby razem z opozycją odwoływać ministrów czy marszałka Sejmu, to nikt tego nie zrozumie, nawet jego elektorat. Rząd mniejszościowy może trwać dość długo. Jest przez ten czas możliwość poszerzenia koalicji, a nasza zdolność pozyskiwania głosów w Sejmie nie są doceniane.