Gdańsk. Gdy czekał przed izbą przyjęć, przeszedł dwa ataki padaczki. Mężczyzna zmarł

Gdańska prokuratura bada okoliczności śmierci mężczyzny, który szukał pomocy w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym. Mężczyzna, czekając przed izbą przyjęć, przeszedł dwa ataki padaczki. Po ostatnim z nich nie odzyskał już przytomności.

W piątek 11 września zmagający się z chorobą alkoholową pan Dariusz dostał padaczki po odstawieniu alkoholu. Mężczyzna skierował się do szpitala w Gdyni, jednak nie otrzymał tam pomocy. Jego siostra zawiozła go na prywatną wizytę u lekarza pierwszego kontaktu, by otrzymać skierowanie do szpitala psychiatrycznego w Gdańsku. Kiedy pan Dariusz i jego krewna pojawili się przed izbą przyjęć, poproszono ich, aby poczekali na zewnątrz, bo ze względu na epidemię koronawirusa w pomieszczeniu może przebywać tylko jeden pacjent. Kiedy oczekiwał na wejście, pan Dariusz dostał drugiego ataku padaczki, w wyniku którego upadł na ziemię i uderzy głową o beton. 

Pan Dariusz nie wiedział, gdzie jest. Po drugim ataku padaczki został pozostawiony bez opieki

Siostra pana Dariusza wezwała pomoc. Ratownik z gdańskiego szpitala sprawdził, czy poszkodowany jest przytomny i posadził go na ławce przed izbą przyjęć. Kiedy zapytał, czy pan Dariusz wie, gdzie jest, ten odpowiedział, że w Niemczech. Mimo niepokojących objawów ratownik wrócił na izbę przyjęć, a mężczyznę pozostawiono bez opieki medycznej. Pan Dariusz stał się niespokojny i zaczął bełkotać. Kilka minut później przeszedł kolejny atak padaczki, po którym nie odzyskał już przytomności.

"Mama zdążyła złapać wujka, żeby nie spadł z ławki, zsunęła go na ziemię i wołała o pomoc, przyleciało dwóch 'ratowników', trzymali go, żeby nie uderzał głową o ziemię. Po tym ataku zostawili wujka na betonie, kazali czekać... Po czasie ktoś się zjawił, żeby łaskawie podać 10 mg relanium domięśniowo. Wujek był nieprzytomny, został przez ratowników przeciągnięty po betonie do środka izby przyjęć i położony na ziemi" - napisała na Facebooku siostrzenica poszkodowanego.

Dyspozytor odmawiał wysłania karetki. Na pomoc dla pana Dariusza było za późno

Gdy poszkodowany znalazł się w izbie przyjęć, jego siostra zauważyła, że ten zaczął sinieć. Wówczas podjęto decyzję o wezwaniu karetki pogotowia.

- Poza realizacją transportu międzyszpitalnego zdecydowaliśmy się również na wzywanie karetki systemowej. Dodatkowo o wezwanie tej karetki poprosiliśmy również rodzinę pacjenta - w rozmowie z Polsat News powiedziała rzeczniczka Szpitala Psychiatrycznego w Gdańsku  Lidia Metel-Czarnowska.

"Pracownicy Izby Przyjęć kilkukrotnie podejmowali próby wezwania karetki, które spotykały się z odmową przyjazdu ze strony dyspozytora. Ratownik Izby Przyjęć poprosił rodzinę nieprzytomnego pacjenta o równoczesne wezwanie karetki, ta próba również zakończyła się odmową ze strony dyspozytora. Ostatecznie około godz. 18:30 dyspozytor powiadomił telefonicznie pracownika Izby Przyjęć o fakcie zadysponowania karetki do Izby Przyjęć WSP. Po godz. 19 nieprzytomnego pacjenta przekazano ZRM" - informuje dyrekcja gdańskiego szpitala w oświadczeniu, które opublikował "Fakt"

Pan Dariusz został przewieziony na SOR, gdzie rozpoznano u niego krwiaka przymózgowego i bardzo duży obrzęk mózgu. Dwa dni później, w niedzielę 13 września, stwierdzono jego zgon. Okolicznościom śmierci mężczyzny przyjrzy się gdańska prokuratura. Rzecznik Praw Pacjenta zażądał też wyjaśnień od Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego w Gdańsku.

Zobacz wideo Jak naprawić służbę zdrowia? Zandberg: „Dziura w podatku CIT wciąż zieje”