Poseł PiS był przeciwko noweli o ochronie zwierząt: Jestem z tego dumny, mam świadomość skutków decyzji

- Jestem dumny z tego, że wypełniłem swoją rolę, nie patrzę na konsekwencje wobec mnie - mówi w rozmowie z Gazeta.pl poseł PiS Lech Kołakowski, jeden z parlamentarzystów partii rządzącej, który zagłosował w nocy z czwartku na piątek przeciwko nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. W piątek prezes PiS Jarosław Kaczyński zdecydował o zawieszeniu w prawach członka czternastu posłów.

Sejm w nocy z czwartku na piątek uchwalił nowelizację ustawy o ochronie zwierząt. Zatwierdzone przez Sejm przepisy zakładają między innymi zakaz hodowli zwierząt futerkowych. W projekcie znalazło się też ograniczenie uboju rytualnego.

Za nowelizacją głosowało 356 posłów, przeciw było 75, wstrzymało się 18. "Za" głosowało 176 posłów klubu PiS, przeciw było 38 - wśród nich m.in. minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski - a wstrzymało się 15. Przeciwko nowelizacji głosowali wszyscy posłowie Solidarnej Polski, w tym jej lider i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. 15 przedstawicieli Porozumienia, w tym Jarosław Gowin, wstrzymało się od głosu.

CZYTAJ TAKŻE: Sobolewski o "pęknięciu w koalicji": To bardzo nienaturalna sytuacja, kiedy ogon macha psem >>>

W piątek po południu prezes PiS Jarosław Kaczyński zdecydował o zawieszeniu 14 członków PiS.

Poseł PiS Lech Kołakowski: Jestem dumny ze swojej decyzji

Jednym z zawieszonych w prawach członka PiS jest poseł Lech Kołakowski, z którym rozmawialiśmy na kilkanaście minut przed ogłoszeniem tej decyzji.

Parlamentarzysta podkreślił w rozmowie z Gazeta.pl, że reprezentuje interesy mieszkańców polskiej wsi i producentów, bo sam wywodzi się ze wsi, hodował zwierzęta i uprawiał ziemię. Zaznaczył, że nowe przepisy "bardzo ograniczą produkcję wołowiny i drobiu oraz eksportu, zarówno do Europy zachodniej, jak również do państw z regionu Bliskiego Wschodu".

- Utracimy status lidera eksportu dobrej żywności, chodzi np. o żywność z uboju rytualnego. Rolnik, jeśli nie będzie mógł dokonać uboju rytualnego, bardzo straci ekonomicznie - podkreślił Lech Kołakowski w rozmowie z Gazeta.pl.

Poseł PiS przekonywał, że polscy rolnicy "zawsze dbali o swoje zwierzęta, dbali o ich zdrowie, obsługę weterynaryjną", a "radykalne obniżenie produkcji zwierzęcej będzie skutkować mniejszą produkcją roślinną na karmienie zwierząt". - Wszyscy z troską pochylamy się nad losem zwierząt, ale nie zgodzę się z krzywdzącymi opiniami wielu środowisk, że rolnicy nie dbają o zwierzęta. Skutki ustawy byłyby zbyt radykalne - ocenił.

Lech Kołakowski przypomniał, że w środę głosował za skierowaniem projektu do komisji rolnictwa, oczekując racjonalnej dyskusji na argumenty. - Decyduje większość parlamentarna, nie argumenty logiczne, związane z pragmatyką, dobrym gospodarowaniem, znajomością wszystkich aspektów rolnictwa - powiedział.

- Nie zgadzam się z zapisami tej ustawy. Moja decyzja była przemyślana, konsultowana ze środowiskami. Wyborcy wykonali do mnie bardzo wiele telefonów, tzw. gorąca linia. (...) Swoją decyzję podjąłem w sumieniu, brałem pod uwagę stanowisko wyborców, znam dobrą praktykę rolniczą, wiem, że rolnicy dbają o zwierzęta. Moja decyzja jest świadoma. Jestem świadomy skutków tej decyzji

- mówił polityk.

- Jestem dumny z tego, że wypełniłem swoją rolę, nie patrzę na konsekwencje wobec mnie - dodał.

- Czy za kilka tygodni, miesięcy będzie pan wciąż członkiem Prawa i Sprawiedliwości? - zapytaliśmy.

- Nie wiem, to nie będą moje decyzję, nie występuję z Prawa i Sprawiedliwości. Z tą partią związałem się wiele lat temu, chciałbym, żeby Prawo i Sprawiedliwość reprezentowało dobre sprawy polskiej wsi - podsumował Lech Kołakowski.

Zobacz wideo Sejm przegłosował ustawę o ochronie zwierząt. Komentuje Franek Sterczewski