Polowanie na młodych. Jest ich coraz mniej, a jednak mogą zdecydować, kto zdobędzie władzę w 2023 roku [ANALIZA]

Łukasz Rogojsz
W wyborach prezydenckich młodzi Polacy pokazali, że mają dość siedzenia na kanapie i przyglądania się, jak starsi meblują im świat. Weszli do gry i pokazali, że chociaż zmiany demograficzne przemawiają przeciwko nim, to mają potencjał, by w 2023 roku zdecydować, kto będzie rządzić Polską. Teraz partie robią, co tylko mogą, żeby przeciągnąć ich na swoją stronę.

Na początek garść danych. W pierwszej turze tegorocznych wyborów prezydenckich do urn poszło 64 proc. uprawnionych do głosowania Polaków z grupy wiekowej 18-29 lat. Dwa tygodnie później, podczas wyborczej dogrywki pomiędzy Rafałem Trzaskowski i Andrzejem Dudą, było to już 67,2 proc. (w obu przypadkach dane na podstawie badań late poll IPSOS-u).

To zauważalny liczbowy skok, bowiem jesienią 2019 roku podczas wyborów parlamentarnych zagłosowało tylko 46,2 proc. najmłodszych wyborców (late poll IPSOS-u). Kilka miesięcy wcześniej, podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego, mobilizacja wśród młodych była jeszcze gorsza - wyniosła zaledwie 27,6 proc. (late poll IPSOS-u).

Jak na dłoni widać, że młodzi skokowo aktywizują się politycznie z każdymi kolejnymi wyborami. Co więcej, w trakcie ostatniej elekcji głosowali wyraźnie chętniej niż seniorzy - 64 do 55,4 proc. w pierwszej i 67,2 do 61,9 proc. w drugiej turze wyborów prezydenckich. Liczby mówią same za siebie. Czasy, kiedy można było machnąć ręką na młodych, bo w kontekście wyborczym ich poparcie bądź niezadowolenie niewiele zmieniały, minęły bezpowrotnie.

Zobacz wideo Wicemarszałek Senatu Michał Kamiński nie wierzy w zwrot PiS-u do centrum, ale bardzo się tego ruchu obawia

Moment dla młodych

Do następnych wyborów parlamentarnych zostały trzy lata. To oznacza, że na rynek wyborczy wejdą cztery nowe roczniki - urodzeni pomiędzy 2002 a 2005 rokiem (ostatni z tych roczników nie w całości, bowiem wybory odbędą się jesienią 2023 roku). Patrząc na dane Głównego Urzędu Statystycznego, oznacza to nawet 1,4-1,5 mln głosów do zagospodarowania, jako że liczba urodzeń w latach 2002-05 oscylowała wokół 350 tys. rocznie. Zważywszy, że w drugiej turze wyborów prezydenckich różnica między kandydatami opozycji i obozu władzy wyniosła nieco ponad 400 tys. głosów, doskonale widać, jak wysoka jest stawka w tej rozgrywce.

Oczywiście należy mieć na względzie, że demografia przemawia za coraz mocniejszym przechyłem naszego społeczeństwa w stronę seniorów, których z roku na rok będzie coraz więcej, a co za tym idzie ich polityczna waga również będzie rosnąć. Gdy w 2014 roku GUS przygotował prognozę zmian demograficznych w Polsce do 2050 roku, wyliczył, że w połowie stulecia nasze społeczeństwo będzie się składać z seniorów w aż 43,1 proc. (dzisiaj to 23,2 proc.). Nieco bardziej optymistyczne dane podawały Eurostat (odpowiednio 39,2 oraz 22,4 proc.) i ONZ (37,7 oraz 22,3 proc.).

Skoro czeka nas nieuchronne starzenie społeczeństwa i wzrost politycznego znaczenia najstarszych Polaków, to dlaczego partie przejmują się kilkoma rocznikami najmłodszych wyborców? Powody są dwa. Pierwszy jest zasadniczy - nasze partie polityczne nie myślą długofalowo, strategicznie; liczy się perspektywa krótkoterminowa i najbliższe wybory. W tym kontekście trzy lata, to i tak wieczność. Drugi powód to polaryzacja polskiej sceny politycznej i dość wyraźne zagospodarowanie elektoratów przez dwóch największych graczy - Zjednoczoną Prawicę i Koalicję Obywatelską. Patrząc na wyniki drugiej tury wyborów prezydenckich, widzimy, że pierwsi dominują w grupie wiekowej 50+, a drudzy wśród elektoratu z grupy wiekowej 30-49.

W tym kontekście grupa wiekowa 18-29 lat, która do tej pory w swojej większości omijała wybory, jest wielką szansą na zdobycie przewagi nad głównym rywalem. Przypomnijmy: w wyborach prezydenckich różnica wynosiła nieco pond 400 tys. głosów, a w kontekście wyborów parlamentarnych w 2023 roku gra toczy się o nawet 1,5 mln głosów.

Fałszywe stereotypy

Młodzi Polacy to dotychczas najmniej aktywna grupa wyborcza, a co a tym idzie - najsłabiej zidentyfikowana przez speców od politycznego marketingu i strategii. Czy oznacza to, że nie wiemy o nich nic? Bynajmniej. Oczekiwania, poglądy i priorytety młodych Polaków są całkiem nieźle rozpoznane, chociaż - to charakterystyczna cecha młodzieży na całym świecie - szybko ewoluują. Niemniej, w ostatnich latach wokół najmłodszych wyborców narosło wiele mitów. Gdy zestawić je z badaniami ilościowymi i jakościowymi, okazuje się, że w większości nieprawdziwych albo przynajmniej mocno podkoloryzowanych.

Zupełnie inny, za to poparty konkretnymi danymi, obraz wyborców z grupy wiekowej 18-29 lat pokazuje badanie Centrum Badań Marketingowych INDICATOR na zlecenie Fundacji Konrada Adenauera. Obala większość funkcjonujących w przestrzeni publicznej mitów o młodych wyborcach. Wynik wspomnianego badania opisaliśmy na Gazeta.pl jesienią zeszłego roku, tuż przed wyborami parlamentarnymi.

Przede wszystkim, młodzi nie są konserwatywni. Wręcz przeciwnie. Są bardzo wolnościowi, wręcz libertariańscy. Co prawda, niemal dwie trzecie z nich (60,1 proc.) nie potrafi sprecyzować swoich poglądów politycznych, to jednak pytani o konkretne kwestie i problemy do rozwiązania, młodzi sytuują się daleko od prawego skrzydła. Co więcej, 60,3 proc. młodych deklaruje, że wolność obyczajowa i wolność gospodarcza są dla nich równie ważne.

Pytani o to, co jest dla nich ważne, młodzi Polacy wskazują kolejno równouprawnienie płci (70,3 proc.), neutralne światopoglądowo państwo (49,3) oraz powszechny i bezpłatny dostępu do edukacji przedszkolnej (37,8). Dużą wagę przywiązują również do: rejestracji związków partnerskich (34,1), finansowania antykoncepcji oraz in vitro z budżetu państwa (21,8), legalizacji aborcji i eutanazji na życzenie (20,1), legalizacji "miękkich" narkotyków (10,8) oraz poprawy stanu służby zdrowia (9,8).

W tematach gospodarczych też mają sprecyzowane priorytety. Chcą wyższych wynagrodzeń, utrzymania świadczeń socjalnych państwa i łatwiejszego dostępu do własnego M. Patrząc po konkretach, wygląda to następująco: podniesienie płacy minimalnej (76,3 proc.), utrzymanie "500 plus" (54,8) i wprowadzenia zerowej stawki VAT na wybrane produkty (40,8). Dalej mamy stworzenie programu mieszkaniowego (38,8), ustanowienie wyższej kwoty wolnej od podatku (31,3), likwidację podatku PIT (24,3) oraz zniesienie zakazu handlu w niedziele (23).

Patrząc na powyższy zestaw priorytetów (zwłaszcza gospodarczych), ktoś mógłby dojść do wniosku, że młodzi są odklejeni od rzeczywistości i roszczeniowi. Ale to tylko pozór, bo ich odpowiedzi są bezpośrednim efektem ich codziennej rzeczywistości - tej z rynku pracy, tej związanej ze służbą zdrowia czy tej dotyczącej rynku mieszkaniowego.

33,1 proc. uczestników badania deklaruje, że "żyje oszczędnie i dzięki temu wystarcza na wszystko", 31,6 mówi, że "pieniędzy nie wystarcza nawet na najtańsze jedzenie", a 16,4 przyznaje, że "żyje bardzo oszczędnie, aby odłożyć na poważniejsze zakupy".

Idźmy dalej i zerknijmy na sytuację mieszkaniową młodych, która przedstawia się równie ponuro jak tak finansowa. 27,7 proc. badanych wciąż mieszka z rodzicami, 19,9 w akademiku, a 19,1 wynajmuje mieszkanie wraz ze współlokatorami. Na samodzielny wynajem mieszkania stać zaledwie 12 proc. osób z grupy 18-30, na własne M jeszcze mniej - 7,9.

Kolejna obiegowa opinia o młodych głosi, że nie przejmują się sprawami kraju, tylko wolą stać obok i zrzucić z siebie odpowiedzialność. Czy aby na pewno? Nie do końca. Młodzi ewidentnie dystansują się od polityki i polityków - 63,5 proc. negatywnie (raczej i zdecydowanie) ocenia działania polskich polityków, zaś aż 74,1 uważa, że politycy nie działają w zgodzie z ich oczekiwaniami - ale ich świadomość społeczna i obywatelska jest znacznie większa, niż powszechnie się sądzi.

Na pewno budującym jest fakt, że aż 85,5 proc. młodych Polaków uważa głosowanie za obowiązek każdego obywatela (55,4 proc. raczej, a 30,1 zdecydowanie). Podobnie wysoki (82,9 proc.) jest odsetek tych, którzy podpisują się pod stwierdzeniem, że "trzeba chodzić na wybory, bo każdy wyborca, choć w niewielkim stopniu, wpływa na sytuację w kraju". Młode pokolenie nie ma też najmniejszego problemu z poczuciem politycznej sprawczości, bowiem aż 83 proc. z nich przyznaje, że ich głos ma znaczenie (54,1 proc. raczej, a 28,9 zdecydowanie).

Jeśli już młodzi decydują się omijać urnę wyborczą, to jako przyczyny najczęściej wskazują następujące kwestie: nigdy nie głosują (95,5 proc.), nie ufają polityce i politykom (87,5), czują się znudzeni polityką i układami politycznymi (87), krytycznie oceniają polityków (82,5), uważają, że politycy myślą o własnych potrzebach, a nie o ludziach (82).

Dla partii politycznych młody wyborca jest nieuchwytnym celem. Łatwo wyczuwa podstęp (zwłaszcza w naturalnym dla siebie cyfrowym środowisku) i nie daje szantażować się emocjonalnie koniecznością wyboru "mniejszego zła". Zamiast na "mniejsze zło" młodzi wolą głosować na partię, którą rzeczywiście popierają (86,5 proc.). Znacznie częściej decyzję o tym, na kogo oddadzą głos, podejmują samodzielnie (83,7 proc.), niż posiłkując się radami rodziny, przyjaciół czy znajomych (16,2).

Recepty na młodych

To, kim są młodzi wyborcy, jakie przejawiają postawy i co jest dla nich priorytetem - dobrze wiadomo. Dlaczego więc partie polityczne przez lata nie mogły skutecznie dotrzeć do tej grupy elektoratu? Przede wszystkim dlatego, że zazwyczaj działają reakcyjnie, a nie strategicznie i z myślą o dłuższej perspektywie czasowej. Jeśli w przestrzeni publicznej dochodzi do sytuacji związanej z konkretną grupą społeczną albo zawodową, to w jej następstwie często możemy doczekać się dedykowanych właśnie wobec takiej grupy ofert, programów albo obietnic działania. Rzecz w tym, że to działanie punktowe i ad hoc, które nie potrafi "przywiązać" takiej grupy z partią polityczną na dłuższy czas.

A taka oferta jest niezbędna. Nie tylko w odniesieniu do młodych, ale do nich zwłaszcza. Należy bowiem pamiętać, że polskie młode pokolenie jest wyjątkowo krytyczne wobec partii politycznych i wyjątkowo się z nimi nie utożsamia (nawet, jeśli ma zbieżne poglądy z jakąś formacją). W European Social Survey z 2018 roku tylko 34 proc. naszych rodaków przyznało, że jest jakaś partia polityczna, z którą czują się związani i z którą identyfikują się bardziej niż z innymi formacjami. W grupie wiekowej 18-29 wynik ten był jeszcze gorszy i wyniósł 21 proc. To pokazuje, jak złe zdanie mamy o polityce i politykach, a także jak bardzo dystansujemy się od tej sfery życia. Dlatego tym bardziej potrzebna jest kompleksowa i przekonująca oferta programowa, zwłaszcza dla młodych wyborców. Tymczasem rodzime partie polityczne na taką ofertę na razie nie mają pomysłu.

Prawo i Sprawiedliwość uważa, że po latach mocno konserwatywnej i nierównościowej polityki oraz stygmatyzowania wielu mniejszości zdoła pozyskać progresywnych młodych wyborców, obiecując im walkę o prawa zwierząt (głośno komentowana ustawa zwana roboczo "Piątką dla zwierząt"), zajęcie się ekologią (na razie bez konkretów) czy równouprawnieniem płacowym kobiet i mężczyzn (dzisiaj postulują to niemal wszystkie partie, zaś dla młodych jest to coś absolutnie oczywistego, a nie elektryzująca ich oferta programowa).

Platforma nad swoim nowym programem i deklaracją ideową wciąż pracuje i ma je zaprezentować na 20-lecie partii - na początku 2021 roku. Na razie swoją więź z młodymi opiera na postaci Rafała Trzaskowskiego, który pozyskał głosy tej grupy w wyborach prezydenckich. Sztabowcy Platformy i Trzaskowskiego są pod wrażeniem tego, jak szybko i skutecznie prezydent Warszawy dotarł do elektoratu, który partia straciła niemal dekadę temu. Tyle że na samym Trzaskowskim Koalicja Obywatelska daleko nie zajedzie, zwłaszcza, że jego szumnie zapowiadana "Nowa Solidarność" przypomina dziś żywego trupa. Jeśli nie będzie dobrych propozycji dla młodych, odejdą od Trzaskowskiego i PO tak samo, jak zrobili to wcześniej w przypadku Tuska i jego Platformy.

Szymon Hołownia i jego Polska 2050 czarują młodych aurą apartyjności, antysystemowości i nowej jakości w życiu publicznym. Melodia dobrze znana w ostatniej dekadzie, bo w minionych latach grali ją młodym już Janusz Palikot, Janusz Korwin-Mikke, Paweł Kukiz, Ryszard Petru i Robert Biedroń. Koniec końców, wszyscy z marnym skutkiem. Hołownia i jego ludzie stawiają też na ekologię i ochronę środowiska, czyli tematy bardzo nośne i modne wśród młodych. Rzecz w tym, że dopóki Polska 2050 nie pokaże swojego programu - ten jest jeszcze wypracowywany - nie dowiemy się niczego więcej poza pięknymi hasłami.

Na hasłach opiera się też Konfederacja, która mimo dostania się do Sejmu stara się wciąż utrzymać wizerunek ugrupowania antyestablishmentowego, a więc bliskiego sercom buntowniczej młodzieży. O ile z jednej strony proste odpowiedzi na skomplikowane kwestie (m.in. likwidacja PIT-u, dobrowolny ZUS czy paliwo po 3 zł za litr) wielu młodym przypadają do gustu, o tyle konfederaci coraz większy problem będą mieć z mizoginicznym językiem jednego ze swoich liderów - Janusz Korwin-Mikkego. Popularny JKM dał popis swoich możliwości w tym tygodniu, publikując na Twitterze skandaliczną wypowiedź na temat ofiar gwałtów. Konfederaci mogą więc uwodzić młodych, ile chcą, ale jeśli wreszcie nie odetną się od Korwin-Mikkego, to prędzej czy później młodych stracą.

Spójnej i kompleksowej oferty dla młodych nie ma również PSL. W kampanii prezydenckiej próbowało zjednać sobie najmłodszych wyborców obietnicą finansowania przez państwo 50 tys. zł wkładu własnego dla młodych rodzin, żeby te mogły wziąć kredyt na zakup swojego pierwszego mieszkania. Po wyborach, w nowym sezonie politycznym, żadnej propozycji dla młodych ludowcy nie złożyli.

Jest jeszcze Lewica, która przynajmniej w teorii powinna mieć do obecnego młodego pokolenia względnie blisko. Raz, że obu stronom blisko do siebie światopoglądowo. Dwa, że obu leżą na sercu kwestie ekologii, ochrony środowiska i kryzysu klimatycznego. Wreszcie trzy, że i jednym, i drugim zależy na sprawnych usługach publicznych i przyjaznym państwie.

Rzecz w tym, że lewica na razie musi bronić się przed PiS-em, żeby nie stracić na rzecz konserwatystów kolejnych po kwestiach socjalnych lewicowych pozycji. Dlatego planuje ruszyć z jesienną ofensywą legislacyjną. Ta w dużej mierze będzie uszyta właśnie pod młodych. - To będą konkretne rozwiązania: praca, bezpieczeństwo socjalne, zdrowie, ochrona środowiska - mówi w rozmowie z Krytyką Polityczną Adrian Zandberg, jeden z liderów Lewicy. Pozostaje pytanie, czy Lewica wyrobi się ze swoją ofensywą, zanim Zjednoczona Prawica przeprowadzi swoją. Jeśli nie, może skończyć się na ambitnych planach.

Więcej o: