Spięcie Morawieckiego i Ziobry ws. "bezkarności+". Minister radził premierowi więcej odwagi

W Sejmie ma dojść do głosowania nad ustawą zakładającą bezkarność dla urzędników państwowych, jeśli łamali prawo walcząc z epidemią koronawirusa. Wedle informacji Gazeta.pl, twardo na ten zapis naciska premier Mateusz Morawiecki, który swoją akceptację dla wyniku negocjacji ws. rekonstrukcji rządu uzależniał od uchwalenia tych zapisów.

Zobacz nagranie. Rekonstrukcja rządu w toku. Komentuje minister środowiska Michał Woś: 

Zobacz wideo

Ten przepis jest jednym z ważnych punktów spornych na linii premier Mateusz Morawiecki - minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

W projekcie ustawy ochrzczonej przez opozycję jako "bezkarność+" pierwotnie zapisano, że "nie popełnia przestępstwa, kto w celu przeciwdziałania COVID-19 narusza przepisy, jeżeli działa w interesie społecznym".

Na tak szeroki zapis nie zgodziły się Solidarna Polska i Porozumienie. Sprzeciw partii Zbigniewa Ziobry był tu jednak najostrzejszy. Zapisy zmieniono, dodając do paragrafu stwierdzenie, że przestępstwo nie jest popełniane, jeśli "dobro poświęcone przedstawia wartość niższą od dobra ratowanego". Na ten moment nie ma w Solidarnej Polsce ostatecznej decyzji, czy poprzeć zapisy o bezkarności nawet w takiej zawężonej formule.

Wedle naszych informacji na spotkaniu w centrali Prawa i Sprawiedliwości, podczas negocjacji nad rekonstrukcją i nową umową koalicyjną, doszło do spięcia Ziobry z Morawieckim. Właśnie o ten konkretny zapis dotyczący bezkarności. Scenę opisują nam osoby zbliżone do tych negocjacji.

- Morawiecki twardo postawił warunek, żeby ten przepis o bezkarności był uchwalony - mówi nam jeden z informatorów. I od tego też premier miał uzależnić to, czy zaakceptuje ostateczny wynik rozmów o kształcie rekonstrukcji rządu.

Zbigniew Ziobro odpowiedział premierowi, że sam miał wiele postępowań, które wynikały z tego, że pełnił w latach 2005-07 funkcję ministra sprawiedliwości i pełni ją także przez ostatnich pięć lat. - Ziobro podkreślał, że trzeba mieć odwagę i się z tym liczyć - słyszymy. Nie zgodził się też na to, aby uchwalenie bezkarności dla urzędników wiązać z negocjacjami ws. rekonstrukcji. Co ważne: zapis o bezkarności służyłby głównie Morawieckiemu, Jackowi Sasinowi i byłemu już kierownictwu Ministerstwa Zdrowia z Łukaszem Szumowskim na czele (Szumowski jest zresztą "człowiekiem Morawieckiego").

- Mi ciągle grożą takie postępowania - miał odparować premierowi Ziobro. Szef Solidarnej Polski argumentował, że - relacjonuje nam osoba znająca kulisy rozmów - skoro Morawiecki jest premierem, to musi brać na siebie ciężary z tym związane, a nie szukać rozwiązań prawnych, by mieć pełny spokój.