"W tajnym głosowaniu ustawa Kaczyńskiego o zwierzętach by w PiS przepadła". Za kulisami jest sprzeciw

Jacek Gądek
W PiS nie ma miłości do zwierząt futerkowych i innych hodowanych w rolnictwie. Jest chłodna kalkulacja, że choć nie warto się narażać tej branży i ojcu Tadeuszowi Rydzykowi, który broni futrzarzy, to jednak będzie trzeba, bo chce tego Jarosław Kaczyński. Politycy obozu rządzącego są przekonani, że gdyby głosowanie nad ustawą było tajne, to większość klubu PiS byłaby przeciw prezesowi.
Zobacz wideo Zobacz nagranie. Adam Bielan o projekcie Jarosława Kaczyńskiego dot. ochrony praw zwierząt:

- A ja jeszcze nie wiem, jak zagłosuję w sprawie ustawy o ochronie zwierząt - mówi jeden z posłów PiS. Im bliżej do takiego głosowania, tym szybciej takie wątpliwości będą znikać. Mówi inny polityk z klubu PiS: - Gdyby głosowanie nad ustawą o ochronie zwierząt było tajne, to wtedy większość posłów w klubie PiS byłaby przeciw niej.

"Piątka dla zwierząt", jak tę ustawę ochrzciło PiS, przewiduje zakaz hodowli zwierząt na futra, ale także wzmocnienie społecznej kontroli warunków, w jakich zwierzęta są przetrzymywane. Ponadto zapisano zakaz wykorzystywania zwierząt w celach rozrywkowych i widowiskowych, zakaz stałego trzymania zwierząt na uwięzi i określenie minimalnych wymiarów kojców oraz ograniczenie możliwości uboju rytualnego.

Ustawa została zgłoszona, bo osobiście chciał tego Jarosław Kaczyński. Jednak już promowanie projektu scedował na młodzieżówkę PiS, a zwłaszcza Michała Moskala (dyrektora Biura Prezydialnego PiS i przewodniczącego Forum Młodych PiS).

- Ta ustawa to żadna walka o głosy młodych. To głębokie przekonanie prezesa, że trzeba uchwalić taką ustawę - mówi nam jeden z polityków PiS. Od miesięcy Kaczyński mówił swoim współpracownikom, że gdy tylko skończy się seria wyborów, spośród których prezydenckie były ostatnimi, to będzie trzeba załatwić sprawę nowej ustawy o zwierzętach. I to mimo chłodnego stosunku do niej koalicjantów: Solidarnej Polski i Porozumienia. W toku prac należy się zatem spodziewać, że SP lub Porozumienie zgłoszą poprawki, które będą zakładać np. długie vacatio legis, a nie zaledwie roczne.

Poszerzanie praw zwierząt nikogo oprócz Jarosława Kaczyńskiego i kilku polityków jego partii tak naprawdę nie interesuje. Widać to choćby po zaangażowaniu parlamentarzystów obozu rządzącego w prace zespołów ds. zwierząt. A takie są trzy.

W bardzo licznym parlamentarnym Zespole Przyjaciół Zwierząt (faktycznie działa on na rzecz polepszenia losu zwierząt) zasiadają z PiS jedynie: Marek Suski (prywatnie jest wielkim miłośnikiem przyrody i artystyczną duszą), Michał Woś (minister środowiska, Solidarna Polska), Kacper Płażyński (młody poseł z Gdańska) i Jarosław Kaczyński (prezes PiS). Do Zespołu Przyjaciół Zwierząt Kaczyński zapisał się na prośbę posłanki KO Katarzyny Piekarskiej, ale nawet taki przykład nie sprawił, że koleżanki i koledzy prezesa PiS poszli licznie w jego ślady.

Drugi zespół - na rzecz Ochrony Zwierząt Hodowlanych - jest zdominowany przez Lewicę i nie ma tu ani jednego posła PiS.

Ale jest i trzeci, który jest wyraźnie nastawiony na obronę interesów branży, a nie ochronę praw zwierząt - to Parlamentarny Zespół ds. Ochrony Zwierząt, Praw Właścicieli Zwierząt oraz Rozwoju Polskiego Rolnictwa. Tu aż 17 na 27 członków to parlamentarzyści PiS. Szefem tego zespołu jest gorący zwolennik hodowania futerkowców - poseł Jarosław Sachajko (PSL Kukiz’5). To właśnie Sachajce PiS składało ofertę objęcia Ministerstwa Rolnictwa w zamian za przeciągnięcia kilku posłów PSL na stronę PiS.

Posłowie PiS, którzy nie są blisko centrali partii, byli zaskoczeni momentem ogłoszenia projektu ustawy o ochronie zwierząt. W czasie tej konferencji prezes PiS mówił: - Liczymy na poparcie ponadpartyjne. To nie jest kwestia polityczna, to jest kwestia związana z tym wszystkim, co określa się jako humanitaryzm i z tym wszystkim, co odnosi się do ludzkiej dobroci, ludzkiej uczciwości, do tego, żeby po prostu człowiek był dobry. To jest ustawa, którą poprą w Polsce wszyscy dobrzy ludzie.

Poseł z klubu PiS:

Prezes powiedział, że dobrzy ludzie wesprą tę ustawę. Wszyscy będą więc teraz udawać, że są dobrymi ludźmi.

Inny poseł PiS: - Gdyby głosowanie było tajne, to jestem przekonany, że nie skończyłoby się poparciem większości klubu PiS dla tej ustawy. Ta ustawa by u nas po prostu przepadła i jestem o tym absolutnie przekonany. W Sejmie mogłaby przejść, ale głównie głosami opozycji. Skoro jednak nasz prezes powiedział, że trzeba ją poprzeć, to teraz wszyscy nasi posłowie będą wychwalali tę ustawę.

Prawie wszyscy. Największym przeciwnikiem ustawy jest minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski, który jest już jednak na wylocie z rządu. Już wchodząc do rządu Mateusza Morawieckiego, mówił prezesowi PiS, że nigdy nie poprze likwidacji branży futerkowej i zdania tu nie zmienił. - Ardanowski jest znienawidzony na Nowogrodzkiej. Nagrabił sobie. Odejdzie w rekonstrukcji, ale nie tylko z powodu futerek, bo powodów dymisji jest sporo. Jest bardzo konfliktowy - słyszymy od polityka obozu rządzącego.

O ile Ardanowski mówi "nie" głośno, to inni politycy PiS jedynie za kulisami. - Zapisywałem się do PiS, a nie do Animalsów - to jedna z takich wypowiedzi.

Parlamentarzysta PiS: - Znęcanie się nad zwierzętami jest nieludzkie, ale niektóre przepisy w tej ustawie są idiotyczne.