Borowczak opowiada o strajku w Stoczni Gdańskiej: Wałęsa mówił, że środa nie pasuje, bo Danka go zabije

- W ulotkach żądaliśmy przywrócenia Ani Walentynowicz do pracy, ani słowa o strajku. Gdybyśmy o tym napisali, a protest by się nie udał, ponieślibyśmy konsekwencje, z kilkumiesięczną odsiadką włącznie - powiedział w rozmowie z Interią Jerzy Borowczak, inicjator strajku w Stoczni Gdańskiej. Podkreślił, że gdyby Lech Wałęsa wówczas nie dotarł na czas, strajk by się załamał.

Jerzy Borowczak, inicjator strajku w Stoczni Gdańskiej, w wywiadzie z Interią powiedział, że protest miał się zacząć w środę 13 sierpni. Ostatecznie zaczął się dzień później, bo środa "Wałęsie nie pasowała".

Urodziła mu się córka Ania i musiał ją zarejestrować. Lutek Prądzyński pojechał do Lecha na Stogi, pisze mu, co i jak. Używało się takiego znikającego atramentu, by nie zostawiać śladów. Wałęsa był zajęty, chyba wypełniał totolotka. Pojechałem nazajutrz i mówię mu: - Lechu, jutro widzimy się przed piątą przy drugiej bramie, pamiętasz? A on: - Co? Ja nic nie wiem! - Nie było u ciebie Lutka? - No był, coś pisał. Jutro mi nie pasuje, muszę iść do urzędu, Danka mnie zabije! - A czwartek? - Tak, w czwartek mogę!

- opowiedział Borowczak. Podkreślił, że Wałęsa był dla stoczniowców taki ważny, bo kiedy przemawiał w 1979 roku na rocznicy Grudnia '70, to przyszło "z siedem tysięcy" osób. Dodał, że Wałęsa był "urodzonym przywódcą".

Dziwię się dziś, że byliśmy tak profesjonalnie przygotowani. Mieliśmy dużo ulotek, mapę Stoczni, tu mój wydział, tu [Bogdana] Felskiego, tu trzeba zablokować most, żeby nam go nie otworzyli, bo jak podzielą stocznię na pół, to będzie po herbacie. W ulotkach żądaliśmy przywrócenia Ani Walentynowicz do pracy, ani słowa o strajku. Gdybyśmy o tym napisali, a protest by się nie udał, ponieślibyśmy konsekwencje, z kilkumiesięczną odsiadką włącznie

- powiedział inicjator strajku. Dodał, że gdyby Wałęsa nie dotarł w odpowiednim momencie, protest by się załamał.

Nie wiem nawet, czy byśmy poszli do dyrektora na rozmowy? Ja bym nie poszedł, uciekłbym. O siebie się mało bałem. (...) Bałem się o innych. (...) Wracając do Wałęsy, gdy on przyszedł, z trzech postulatów zrobiło się siedem. Pojawił się pomnik pomordowanych stoczniowców, przywrócenie już nie tylko Ani, ale też Lecha do pracy, już nie tysiąc, a dwa tysiące podwyżki

- podkreślił Jerzy Borowczak.

Czytaj także: Gdańsk. Dulkiewicz: Ich dziesięć milionów i nas dziesięć milionów. Oni i my, od lat świętujemy podzieleni

Borowczak o podpisaniu Porozumień Sierpniowych: Nie odebrałem tego jako zwycięstwa

Działacz NSZZ "Solidarność" został zapytany także o to, kiedy strajkujący wiedzieli już, że zwyciężą.

Kiedy przyjechała delegacja rządowa. Najpierw przyjechał [wicepremier] Tadeusz Pyka, zaproponował rozmowy w Urzędzie Wojewódzkim. My zaprosiliśmy do nas, co będziemy chodzić po komitetach. Po dwóch dniach Pyka wyjechał i przyjechał [wicepremier Mieczysław] Jagielski z całą ekipą. Do końca nie wiedzieliśmy, jaki wariant wybierze strona rządowa. Wiedzieliśmy, że to wymuszamy. Huta Lenina w Krakowie powiedziała, że wygasi piece, straty poszłyby w miliony. Huta Warszawa dołączyła jeden dzień przed zakończeniem strajku, Ursus niewiele wcześniej

- powiedział Borowczak i dodał, że ostatecznie strajkowało sześć milionów ludzi. Jak podkreślił, podpisania Porozumień Sierpniowych nie odebrał jako zwycięstwa.

Z "Borsukiem" [Bogdanem Borusewiczem] do czwartej rano zabieraliśmy ze Stoczni, co się dało. Maszyny, papier, matryce. Szykowaliśmy się do dalszej walki. (...) Władza nie bardzo chciała realizować porozumienia. Ludzie chętnie się przyłączali, gdy organizowaliśmy pogotowia strajkowe. Ale w 1981 roku już się wkurzali, rzucali legitymacjami "Solidarności". Ludzie byli umęczeni, mówili do mnie: - Wy się w politykę nie bawcie, pilnujcie praw pracowniczych!

- opowiedział Jerzy Borowczak.

Czytaj także: 40. rocznica powstania NSZZ "Solidarność" na świecie. Biało-czerwona Niagara i figura Chrystusa w Rio

Zobacz wideo Nauczyciel roku 2018: Nie ukryjemy się przed wirusem pod peleryną niewidką
Więcej o: