Posłanki tłumaczą, dlaczego poparły podwyżki. "Firmy mogą sobie kupić posła za 2 tys. zł miesięcznie"

Izabela Leszczyna na blogu wymieniła sześć powodów, dla których poparła podwyżki dla posłów i urzędników wysokiego szczebla. Swoje tłumaczenie zamieściła też Barbara Nowacka. "Kraj, w którym wiceminister finansów zarabia 7 tys. zł, a firmy mogą sobie kupić dowolnego posła czy radnego za 2 tys. zł miesięcznie, to kraj galopujący w stronę korupcji" - napisała.

Posłanka PO i była wiceminister finansów przedstawiła swój punkt widzenia na portalu natemat.pl. Izabela Leszczyna wymienia sześć powodów. Zwraca między innymi uwagę na fakt, że zarobki w wysokości 5,6 tys. zł netto sprawiają, że do Sejmu niechętnie startują "osoby z dorobkiem zawodowym i kompetencjami, które gwarantują merytoryczną pracę". "Wiem, bo w ub. roku zachęcałam do startu pracowników uczelni, prawników, lekarzy, bez skutku, choć byli zwolennikami PO i rozumieli, że trzeba zrobić wszystko, by odsunąć" - pisze posłanka.

Podwyżki dla posłów. Izabela Leszczyna o "mętnej wodzie"

W drugim punkcie Leszczyna stwierdza, że przez osiem lat rządów PO zarobki posłów w ogóle nie wzrosły, a członkowie rządu nie dostawali nagród. To, jak twierdzi posłanka, powodowało "sztuczne tworzenie dodatkowych stanowisk poza rządem, żeby pensją choć trochę konkurować z wynagrodzeniem na rynku". PiS z kolei - wywodzi Leszczyna - "wymyślił nagrody pod stołem". "Taka mętna woda nie sprzyja transparentności, która jest warunkiem dobrego rządzenia państwem, alternatywą jest albo dalsza pauperyzacja klasy rządzącej, albo podniesienie wynagrodzeń w drodze ustawy" - pisze.

Zobacz wideo Premier Morawiecki z mównicy sejmowej opowiadał o nieistniejących służbach

Barbara Nowacka: Kraj galopujący w stronę korupcji

Posłanka zwraca też uwagę na chyba najbardziej kontrowersyjny aspekt całej sprawy z podwyżkami, czyli moment, w którym posłowie zdecydowali sobie je przyznać. "Tak, czas wprowadzenia tych rozwiązań jest najgorszy z możliwych, właściwie nie do przyjęcia z moralnego i racjonalnego punktu widzenia. To prawda. Tylko jeśli nie przeprowadzimy tej ustawy przez sejm teraz, to w tej kadencji już w ogóle" - stwierdza Leszczyna. 

Swoje powody podała też Barbara Nowacka. "Poparliśmy podwyżki, gdyż uważamy, że zmiany systemowe w wynagradzaniu osób sprawujących funkcje publiczne są niezbędne. Kraj, w którym wiceminister finansów zarabia 7 tys. zł, a firmy mogą sobie kupić dowolnego posła czy radnego za 2 tys. zł miesięcznie, to kraj galopujący w stronę korupcji" - napisała na Facebooku. Posłanka przyznała, że posłowie w związku z głosowaniem otrzymują wyzwiska i groźby.

"Kapitał polityczny na tej sytuacji zbijają zaś populiści. My nie jesteśmy populistami. Uważamy, że sprawne państwo to państwo z transparentnym finansowaniem partii i zarobkami powiązanymi wskaźnikowo. Jego elementem jest przejrzysty system wynagrodzeń urzędników państwowych i osób sprawujących funkcje publiczne. I to jest właśnie wprowadzane" - przekonuje.