Białoruś. Do protestujących strzelano amunicją "made in Poland"? MON: Stanowczo dementujemy

Ministerstwo Obrony Narodowej oświadczyło, że nie sprzedawało Białorusi broni ani uzbrojenia. Resort skomentował w ten sposób medialne doniesienia o tym, jakoby białoruscy funkcjonariusze mieli strzelali do protestującyc z wykorzystaniem amunicji wyprodukowanej w Polsce.

O użyciu amunicji z napisem "Made in Poland" wobec protestujących na Białorusi pisał we wtorek 11 sierpnia dziennikarz "Krytyki Politycznej" Sławomir Sierakowski.

W nocy łusek na podwórku mogliśmy znaleźć dowolną liczbę, rano próbowano je posprzątać, mimo to kilka znalazłem. [...] Nie umiem dziś powiedzieć, czy pochodzą z gumowych nabojów, czy hukowych, znalazłem ich kilka rodzajów, wiem natomiast, że na białych łuskach jest napisane Made in Poland. Nie wiem, jak to jest możliwe, że dyktator rządzący krajem brutalnie od 26 lat, że reżim, na który nakładamy sankcje, strzela do własnego społeczeństwa amunicją pochodzącą z Polski. Białorusinów, ale także zagranicznych dziennikarzy, trafiano pociskami wyprodukowanymi między innymi w naszym kraju

- informował dziennikarz w relacji prowadzonej z Mińska. Z jego doniesień wynika, że amunicji z napisem "Made in Poland" używali uzbrojeni OMON-owcy, którzy strzelali do protestujących przy stacji metra Puszkinskaja.

Ministerstwo Obrony Narodowej: Nie sprzedawaliśmy Białorusi ani uzbrojenia, ani amunicji

Do sprawy odniosło się Ministerstwo Obrony Narodowej, pisząc lakoniczny komentarz na Twitterze. "Stanowczo dementujemy - MON nie sprzedawał ani uzbrojenia, ani amunicji na Białoruś" - napisał resort kierowany przez Mariusza Błaszczaka.

Od 2011 roku obowiązuje unijne embargo na eksport broni na Białoruś. Teoretycznie naboje, których łuski sfotografował Sierakowski, mogły zostać dostarczone do tego kraju ponad dekadę temu lub trafić do reżimu Alaksandra Łukaszenki z innego kraju.