Władze oburzone tęczową flagą na figurze Chrystusa. Nie protestowały, gdy na bazylice wisiał "zakaz ped****ania"

Wiktoria Beczek
Znicz premiera, wieniec prezydenta i powszechne oburzenie władz państwowych i kościelnych - to reakcja na ubiegłotygodniową akcję aktywistek, które na warszawskich pomnikach, w tym na figurze Chrystusa, powiesiły tęczowe flagi. Próżno jednak szukać śladów potępienia wydarzeń z 2016 roku, kiedy tuż obok tej samej figury wisiał transparent "Zakaz ped****ania".

Swoje pierwsze kroki po zaprzysiężeniu na drugą kadencję Andrzej Duda skierował na Krakowskie Przedmieście, by złożyć wieniec pod figurą Chrystusa przed Bazyliką Świętego Krzyża. To kolejny taki gest władz po tym, jak w ubiegłym tygodniu na niektórych warszawskich pomnikach, w tym właśnie na figurze Chrystusa, zawieszono tęczowe flagi.

Aktywistki powiesiły flagi w nocy, a już następnego dnia Mateusz Morawiecki postawił w tym miejscu znicz. Na profilach premiera w mediach społecznościowych napisano m.in.:

Są pewne granice, które zostały wczoraj przekroczone. Zbezczeszczona figura Jezusa z Krakowskiego Przedmieścia to nie tylko symbol religijny, ale świadek dramatycznej historii Stolicy. Tej samej Warszawy, która ucierpiała z rąk ludzi, którzy nie tolerowali innej wizji świata, niż ich własna. 
Nie ma zgody na profanowanie symboli narodowych i religijnych w imię żadnej ideologii. Wartości, które symbolizują, ważne dla milionów Polaków, są dziedzictwem, które podlega szczególnej ochronie. Nie można pod płaszczykiem rzekomej równości stawać się agresorem.

Aktywistki zatrzymane za obrazę uczuć religijnych

Swoje oburzenie wyrazili też inni czołowi politycy PiS i koalicjantów, a metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz wydał oświadczenie, w którym nazwał zawieszenie flagi "profanacją", która "spowodowała ból ludzi wierzących, parafian kościoła Świętego Krzyża oraz wielu mieszkańców stolicy". 

Wzmożenie polityków szło ramię w ramię z działaniami policji. Funkcjonariusze zatrzymali w tej sprawie trzy osoby, jedną z nich przywieziono z Bieszczad. Aktywistek nie przesłuchano, a przetrzymano je w areszcie na noc. W sprawie działań policji nieadekwatnych do zarzucanych czynów (obraza uczuć religijnych) interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich. 

Zobacz wideo Wanda Nowicka podeszła do Dudy po zaprzysiężeniu. Wręczyła mu list

Andrzej Duda wieczorem po zaprzysiężeniu mówił w Polsat News, że figurę Chrystusa przybrano w "barwy, które są związane z ideologią wyznawaną przez ruch LGBT, który ma swoją specyfikę i z którym wiele osób się nie zgadza". Duda stwierdził również, że "nie przypomina sobie, żeby kiedykolwiek figura Chrystusa została przybrana w jakiekolwiek barwy, nawet państwowe".

"Zakaz ped****ania", "Pedofile, pederaści"

Tak prezydent, jak i inni politycy Zjednoczonej Prawicy i kard. Nycz nie protestowali, gdy na wejściu do tej samej świątyni, tuż obok rzeźby wywieszano transparenty skrajnie homofobiczne.  

Zdarzyło się tak w marcu 2016 roku, podczas corocznej Manify. Jednymi z kontrmanifestantów byli działacze Narodowego Odrodzenia Polski. Z podwyższonego wejścia do bazyliki zwiesili oni wówczas płótno z hasłem "zakaz ped****ania" i wulgarnym znakiem. Obok wisiał również transparent "Przeciwko brukselskiej okupacji", a zebrani mężczyźni wymachiwali flagami NOP.

Jak sami chwalili się na swojej stronie, "zajęli strategiczną pozycję na schodach kościoła pw. Świętego Krzyża". Dalej relacjonowali:

Przez megafon poleciały do dziwaków łatwo rozpoznawalne hasła i okrzyki: "Pedofile, pederaści to są unii entuzjaści", "Zakaz ped****ania", "Stop brukselskiej okupacji", "Nie tęczowa, nie różowa, tylko Polska narodowa", czy bardziej konkretne: "Krew i honor, NOP".

Obszerna fotorelacja jest dostępna na stronie organizacji. Poniżej zdjęcie organizatora Manify, Porozumienia Kobiet 8 Marca:

Co może dziwić, o kontrmanifestacji w ogóle nie było zbyt głośno. Większość archiwalnych relacji z Manify 2016 w ogóle nie wspomina o Narodowym Odrodzeniu Polski i ich transparentach. Z uczestnikami kontrmanifestacji rozmawiał portal Vice. Dziennikarze pytali ich o to, dlaczego demonstrowali przeciwko Manifie.

Jaja sobie k***a robisz człowieku? Jaja sobie robisz? Ja też bym chciał sobie pożartować, ale k***a ręce mam twarde. A chcesz, żeby twoja matka miała syna bez zębów? Dentysta jest drogi. Weź, idź sobie.

- usłyszeli jedynie.

Demonstracja siły ONR w białostockiej katedrze

O narodowcach i ich związkach z Kościołem zrobiło się głośno nieco ponad miesiąc później, gdy kilkuset przedstawicieli ONR uczestniczyło w mszy odprawionej w białostockiej katedrze z okazji obchodów 82-lecia powstania organizacji. Kościół był wypełniony flagami z falangą, a mszę odprawił były już ks. Jacek Międlar.

- Zero tolerancji dla ogarniętej nowotworem złośliwym Polski i Polaków. Zero tolerancji dla tego nowotworu. Ten nowotwór wymaga chemioterapii (...) i tą chemioterapią jest bezkompromisowy narodowo-katolicki radykalizm - mówił Międlar.

Po mszy kilkaset osób przeszło ulicami Białegostoku, niosąc sztandary z Falangą i Mieczykiem Chrobrego. Pojawiły się także flagi Forza Nuova - włoskiej partii politycznej o profilu neofaszystowskim (jej lider sam mówi o sobie, że jest faszystą). Na czas obchodów Politechnika Białostocka wystosowała do zagranicznych studentów list z rekomendacją, by w dniu obchodów nie wychodzili z pokojów.