MSZ zapowiada działania dyplomatyczne na rzecz konwencji rodziny, która nie istnieje. Ale jest projekt Ordo Iuris

Wiktoria Beczek
Po tym, jak premier zapowiedział wniosek do Trybunału Konstytucyjnego ws. konwencji stambulskiej, MSZ poinformował, że rozpoczyna "działania dyplomatyczne" na rzecz przyjęcia konwencji praw rodziny. Taka umowa międzynarodowa nie istnieje, ale jej gotowy projekt podsuwa rządowi Ordo Iuris.

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział w czwartek skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego wniosku w sprawie konwencji stambulskiej. Trybunał ma zbadać zgodność konwencji z Konstytucją. Szef rządu wyjaśnił, że w przestrzeni publicznej pojawiły się wątpliwości co do treści dokumentu, które, jego zdaniem, mogą zawierać warstwę ideologiczną. Wypowiedzenia dokumentu szczególnie mocno domaga się koalicjant PiS Solidarna Polska ze Zbigniewem Ziobrą na czele. 

Krótko po konferencji Morawieckiego wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński poinformował, że w resorcie zgodnie z dyspozycją premiera rozpoczęto "działania dyplomatyczne na rzecz przyjęcia międzynarodowej umowy - konwencji chroniącej prawa rodzin". "To jedno z podstawowych praw człowieka, które zasługuje na pełną ochronę, także w prawie międzynarodowym" - napisał Jabłoński.

Sęk w tym, że międzynarodowa konwencja praw rodziny nie istnieje. Miałaby dopiero powstać, a następnie być konwalidowana przez inne kraje, zakładając, że w ogóle by chciały. Tu z odsieczą rządowi przybywają skrajnie konserwatywne środowiska (m.in. Ordo Iuris i Chrześcijański Kongres Społeczny Marka Jurka), skupione wokół inicjatywy "Tak dla rodziny, nie dla gender", które przypomniały, że od dawna mają gotowy projekt takiej konwencji.

Próba zablokowania związków jednopłciowych

Kierunek dokumentu wskazuje już pierwszy punkt pierwszego artykułu, który głosi, że "małżeństwo to dobrowolny i trwały związek kobiety i mężczyzny, który podlega szczególnej ochronie prawa krajowego". O małżeństwie "rozumianym jako związek jednej kobiety i jednego mężczyzny" przeczytamy też w preambule. Znalazło się tam też "zaniepokojenie próbami podważania naturalnego znaczenia rodziny, małżeństwa, płci oraz rodzicielstwa".

Uwagę zwraca też art. 9.:

  1. Państwa-Strony nie uznają skutków prawnych związków jednopłciowych, poligamicznych i kazirodczych zawartych w jakiejkolwiek formie w kraju lub za granicą.
  2. Nie można żądać od Państwa-Strony jakichkolwiek czynności umożliwiających zawarcie związku jednopłciowego, poligamicznego lub kazirodczego za granicą.

W ten sposób za pomocą konwencji środowiska skrajne chciałyby zablokować wprowadzenie w przyszłości choćby związków partnerskich, ale też np. orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, przed którym obecnie toczy się kilkanaście spraw przeciwko Polsce.

Zobacz wideo Politycy PiS uderzają w osoby LGBT. Rzecznik Praw Obywatelskich reaguje

Jak pisałam na początku miesiąca, Europejski Trybunał Praw Człowieka poinformował polski rząd o skargach, jakie przez lata składały pary osób tej samej płci, którym krajowe prawo uniemożliwia sformalizowanie swojego związku. Skarżący liczą na to, że uda się powtórzyć scenariusz włoski, kiedy ETPC stwierdził, że Włochy - nie rozpoznając związków jednopłciowych - naruszają artykuł 8. Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który mówi o prawie do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego.

Niemal równo rok po wydaniu orzeczenia pierwsza włoska para jednopłciowa zawarła związek partnerski.

Dostęp skrajnych konserwatystów do KPRM

Na inny aspekt sprawy zwraca uwagę Agata Czarnacka na łamach "Polityki".

Projekt zawiera dość zaskakujące zapisy o utworzeniu "zespołu doradczego przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów", który miałby dostać trzy lata na opracowanie projektu alternatywnej międzynarodowej konwencji praw rodziny. (...) Takie projekty skądinąd już istnieją. (...) Po co im kolejne trzy lata na dublowanie wykonanej już pracy, w dodatku, zgodnie z literą projektu, nieodpłatnie? Nie wiadomo, można się tylko domyślać, że ma to związek z dostępem do KPRM

- pisze Czarnacka. Publicysta dodaje, że Ordo Iuris, kongres Marka Jurka i związane z nimi mniejsze organizacje "starają się na naszych oczach podporządkować prawa indywidualne instytucji rodziny" i nazywa projekt konwencji "koniem trojańskim dla systemu praw człowieka". System ten opiera się na przekonaniu, że każdy człowiek ma przyrodzoną godność, a w tym przypadku część praw miałaby zostać - jak nazywa to Czarnacka - "przetransferowana" na instytucję rodziny.