Kurski: "Chcieliśmy wziąć ślub w świątyni, która nie jest przypadkowa". O krytykach: Jęk zawiści

Jacek Kurski, który 7 sierpnia zostanie p.o. prezesa TVP, w udzielonym tygodnikowi "Sieci" wywiadzie opowiedział o ślubie, który wziął ze swoją drugą żoną. - Bardzo chcieliśmy wziąć ślub w świątyni, która nie jest przypadkowa. I takie są Łagiewniki. Bo już trzy lata temu odkryliśmy dla siebie fenomen koronki do Miłosierdzia Bożego - mówi. Pytany o kampanię stwierdza z kolei, że "to były ostatnie wybory, w których telewizja mogła zabezpieczyć wolny wybór Polaków".

Jacek Kurski w wywiadzie dla tygodnika "Sieci" opowiedział m.in. o swoim niedawnym ślubie, który wziął w Łagiewnikach. Na ceremonii pojawiło się wielu polityków PiS na czele z Jarosławem Kaczyńskim, a krytycy zwracali uwagę, że przed wzięciem hucznego ślubu kościelnego Kurski musiał wcześniej postarać się o unieważnienie poprzedniego małżeństwa, w którym był ponad 20 lat. 

Czytaj też: Isakowicz-Zaleski o ślubie Jacka Kurskiego: Zgorszenie. "Problem na własne życzenie"

Kurski o ceremonii w Łagiewnikach: Chcieliśmy wziąć ślub w świątyni, która nie jest przypadkowa

Jacek Kurski stwierdził, że procedury zmierzające do unieważnienia małżeństwa nie były łatwe, a krytyczne komentarze na ten temat to "jęk zawiści". - Ludzie, którzy hejtują mój ślub w mediach społecznościowych i nie tylko tam, zachowują się tak, jakby nie mieli swojego własnego życia. (...) Po prostu zazdroszczą. To jęk zawiści - dodał. Jak stwierdził, wybór świątyni w Łagiewnikach nie był przypadkowy. 

Bardzo chcieliśmy wziąć ślub w świątyni, która nie jest przypadkowa. I takie są Łagiewniki. Bo już trzy lata temu odkryliśmy dla siebie fenomen koronki do Miłosierdzia Bożego, od wielu miesięcy staramy się odmawiać wspólnie tę modlitwę w ciągu dnia

- podkreślił w wywiadzie dla "Sieci".

Polityk skomentował też rolę TVP w kampanii prezydenckiej.

TVP uratowała możliwość podjęcia decyzji przez Polaków, możliwość prawdziwego wyboru. Przy telewizji typowej dla III RP - obłej, tchórzliwej, biernej - Trzaskowski wygrałby miażdżąco. Dlaczego? Bo prezydent Andrzej Duda nie miałby możliwości rzetelnego zaprezentowania swoich racji

- powiedział. Jak dodał, dzięki temu, że Telewizja Polska nie ustąpiła w kwestii organizowania własnej debaty, "prezydent mógł uniknąć pułapki". - Telewizja Polska swoje zadanie obrony pluralizmu wykonała nie w 100, ale w 120 procentach - powiedział. Zaznaczył też, że jego zdaniem były to ostatnie wybory, w których TVP mogła zabezpieczyć "wolny wybór Polaków, nie poprzez wspieranie prezydenta, a poprzez budowę boiska, na którym może toczyć się mecz". W przyszłości - jak stwierdził - konieczne może być "rozszerzenie zdolności w budowaniu przekazu" i "skuteczności w docieraniu do Polaków".

Czytaj też: OBWE krytykuje TVP za wybory. "Narzędzie kampanii dla prezydenta ubiegającego się o reelekcję"

Zobacz wideo Tomasz Zimoch (KO) o starym-nowym prezesie TVP
Więcej o: