Być albo nie być Platformy. "'Nowa Solidarność' to dla nas jedyna nadzieja na polityczne odbicie"

"Nowa Solidarność" ma nie tylko pozwolić zagospodarować kapitał Rafała Trzaskowskiego z wyborów prezydenckich. W przyszłości może nawet zastąpić Platformę Obywatelską. Kluczowym wyzwaniem dla nowego ruchu jest jednak to, jak przetrwać trzy lata do najbliższych wyborów.

- Myślę, że jest już dziś liderem - stwierdził niedawno na antenie Polskiego Radia Jarosław Kaczyński, pytany o polityczną przyszłość Rafała Trzaskowskiego. Prezes Prawa i Sprawiedliwości dodał: "Czy jest zdolny do tego, by stworzyć wielki obóz polityczny, to tylko Bóg wie, co będzie. Będę się przyglądał temu z zaciekawieniem".

W ten sposób Kaczyński w symboliczny sposób zastąpił na politycznej szachownicy figurę Donalda Tuska właśnie Trzaskowskim. Ciekawie zbiega się to ze słowami samego prezydenta Warszawy z finiszu kampanii przed drugą turą wyborów prezydenckich.

Nie ma już Donalda Tuska w polskiej polityce. I dzisiaj przyszedł czas, aby w polskiej polityce nie było Jarosława Kaczyńskiego

- tak Trzaskowski odcinał się od Tuska na początku lipca podczas wiecu w Skierniewicach.

"Nowa Solidarność"

Na razie Trzaskowski w myśl słów prezesa PiS-u radzi sobie obiecująco. Mimo, że przegrał arcyważne z punktu widzenia swojego obozu politycznego wybory, to jednak wyszedł z nich wyraźnie wzmocniony. Stał się twarzą nie tyle Platformy, co całej opozycji. Symbolem sprzeciwu wobec polityki "dobrej zmiany". Już po kilku dniach od wyborów, podczas spotkania z wyborcami w Gdyni, Trzaskowski zapowiedział powstanie "Nowej Solidarności" - ponadpartyjnego ruchu obywatelskiego wzorowanego na swojej imienniczce z lat 80.

Naszym wspólnym zadaniem jest to, by kontynuować budowę "Nowej Solidarności", podtrzymać w nas determinację, wiarę i tę niebywałą energię

- zapewnił prezydent stolicy.

Zobacz wideo Rafał Trzaskowski został nowym liderem opozycji, ale nie musi stawać się "drugim Tuskiem"

Powstaniu "Nowej Solidarności" towarzyszą też interesujące ruchy w samej Platformie. Przewodniczący partii Borys Budka oświadczył niedawno, że po wakacjach Platforma zaprezentuje nowy program. To jednak dopiero początek zmian, bo wyborcy mogą doczekać się również nowego logo i nazwy partii. Z kolei aktualnie trwa audyt partyjnych struktur, bo kierownictwo partii chce się "policzyć" w "terenie". Wiejący coraz mocniej wiatr zmian nie powinien dziwić. Już podczas wspomnianego spotkania w Gdyni Budka obiecywał zgromadzonym "nową energię, nową Platformę, 'Nową Solidarność', w której każdy znajdzie miejsce". Sekundował mu w tym Trzaskowski, zapewniając mieszkańców Gdyni, że szef Platformy jest w stanie "wykonać tytaniczną pracę", żeby zmienić PO na lepsze i otworzyć na nowych, zwłaszcza młodych, ludzi.

Na inauguracyjnym spotkaniu Trzaskowski zdradził, że "Nowa Solidarność" ma być miejscem otwartym dla wszystkich zainteresowanych zmienianiem Polski na lepsze. Nie tylko wyborców, partii czy środowisk politycznych, ale również samorządów, ośrodków analitycznych czy organizacji pozarządowych. Jak mówił Trzaskowski, chodzi o to, "by tworzyć podstawy do ochrony społeczeństwa obywatelskiego i wszystkich niezależnych instytucji". - Zróbmy to razem! - nawoływał.

Kalendarz działań na najbliższe tygodnie jest już znany. Pod koniec lipca planowane jest spotkanie, na którym Trzaskowski zdradzi więcej szczegółów nowego ruchu. Kolejne spotkanie odbędzie się w sierpniu w Gdańsku, przy okazji 40. rocznicy powstania "Solidarności".

(…) a już 5 września, spotkamy się wszyscy razem i będziemy budowali ruch, który pozwoli nam się wszystkim odnaleźć w nowej rzeczywistości, który pozwoli wykorzystać olbrzymią energię, którą udało się wytworzyć przez ostatnie miesiące

- obiecał prezydent stolicy.

Między "Nową Solidarnością" a Platformą

Z naszych rozmów z politykami Koalicji Obywatelskiej wynika, że "Nowa Solidarność" to dzisiaj oczko w głowie największej formacji opozycyjnej. Ma być kluczowym tematem rozmów na najbliższym klubie parlamentarnym. Trwają już pierwsze przymiarki w kwestiach organizacyjno-technicznych. - Na razie jest rozmowa o strukturach i liderach regionalnych "Nowej Solidarności" - słyszymy od jednego z polityków Platformy. Nasz rozmówca dodaje, że przynajmniej na początku nowy ruch obywatelski może liczyć na wsparcie PO, jeśli chodzi o struktury, ludzi i finanse.

"Nowa Solidarność" to dla nas jedyna nadzieja na polityczne odbicie. Nie ma innej możliwości, musimy w to zainwestować - ludzi, pieniądze, czas. Nie wrócimy do szyldu Platformy, bo wiemy, że to już nie jest projekt, który będzie wygrywać wybory. Nie bez powodu od 2015 roku w żadnych wyborach nie wystartowaliśmy samodzielnie jako Platforma

- twierdzi jeden ze sztabowców PO. Zaznacza jednak, że w kwestii przyszłości Platformy "klucze do wszystkich decyzji są w rękach Borysa (Budki, przewodniczącego partii - przyp. red.)".

Jaka ma być rola "Nowej Solidarności" w obozie tzw. opozycji demokratycznej? Priorytety są dwa. Pierwszy to utrzymanie obywatelskiego i społecznego zaangażowania w sprawy państwa, które objawiło się w trakcie kampanii prezydenckiej Trzaskowskiego. Drugi to poszerzenie elektoratu opozycji, zwłaszcza Koalicji Obywatelskiej. Sama Koalicja, czy już zwłaszcza Platforma, nie mają na to szans, ponieważ dla wielu Polaków nierozerwalnie wiążą się z mocno negatywnymi emocjami. "Nowa Solidarność" to być może ostatnia szansa na pozbycie się ogromnego bagażu negatywnego elektoratu PO.

To trzymanie się czegoś, co już nie ma marki

- polityk KO nie owija w bawełnę, kiedy pytamy go o przyszłość samej Platformy. Jak twierdzi, Trzaskowski musi wyznaczyć jasną granicę między "Nową Solidarnością" a Platformą, żeby grzechy PO nie spadły na nowy ruch obywatelski, zatapiając go już na starcie.

Jeśli jednoznacznie się nie odetnie, "Nowa Solidarność" będzie nową Platformą, czyli po prostu Platformą. Jakby się to nie nazywało. Koalicja Europejska czy Koalicja Obywatelska też były postrzegane i traktowane jak Platforma, więc w sondażach i wyborach dostawały tyle, ile dostałaby Platforma

- argumentuje nasz rozmówca.

Jak twierdzi, Trzaskowski nie może pojawiać się na spotkaniach nowego ruchu w asyście partyjnych liderów - a tak było 17 lipca w Gdyni - bo wówczas w świadomości Polaków nieuchronnie dojdzie do "sklejenia" nowego ruchu obywatelskiego z Platformą. - Jeśli będzie sam, to jest duża szansa, że ludzie uznają, że tworzy coś swojego, oddolnego i niepowiązanego jednoznacznie z Platformą - tłumaczy polityk KO. Inny z naszych rozmówców, polityk Platformy, dodaje:

Nazwisko Trzaskowski jest dla ludzi znacznie bardziej sexy niż nazwa i logo Platformy. Dlatego trzeba "grać" Rafałem, a nie Platformą

Problem w wyznaczeniu nieprzekraczalnej granicy między "Nową Solidarnością" a Platformą jest jeden, ale za to bardzo poważny. Ruch obywatelski Trzaskowskiego przynajmniej na początku musi opierać się na ludziach i finansach Platformy. Zorganizowanie się i uniezależnienie w tych aspektach zabierze sporo czasu. - Całkowite odseparowanie się o Platformy byłoby fatalnym sygnałem ze strony Rafała do aktywu i wyborców PO. Otrzymaliby bardzo mało zachęcający komunikat: "Śmierdzicie. Nie chcę mieć z wami nic wspólnego". Jak mieliby iść za liderem i pracować dla lidera, który ostentacyjnie mówi im, że są problemem i nie chce się z nimi bawić? - mówi wieloletni polityk Platformy znający Trzaskowskiego.

Izabela Leszczyna, posłanka i członkini zarządu Platformy: - Nie fetyszyzowałabym tego "obciążenia Platformą". PiS przez lata uprawiało ordynarną propagandę, wmawiając Polakom, że jesteśmy bandą złodziei, ale gdy przychodziło co do czego, zostawały same słowa.

Nie widzę w "Nowej Solidarności" zagrożenia dla Platformy. Nie widzę też w Platformie zagrożenia dla "Nowej Solidarności"

- podkreśla Leszczyna. W rozmowie z Gazeta.pl zaznacza, że "jeśli z tego ruchu będzie kiedyś chciała powstać partia obok Platformy, będzie to partia demokratyczna i stanowiąca realną opozycję wobec PiS-u, to jesteśmy na to gotowi. Jeśli będą chcieli stworzyć coś więcej z nami, z Platformą, to również jesteśmy na to gotowi".

Pokoleniowa zmiana warty

Ten scenariusz jest dość prawdopodobny. Potwierdzają go inni nasi rozmówcy z Koalicji Obywatelskiej. Nie wykluczają, że jeśli nowy projekt Trzaskowskiego okaże się sukcesem, to w perspektywie kilku lat może zająć miejsce Platformy i przejąć od niej tych polityków i działaczy, którzy stanowiliby wartość dodaną. Zgrane nazwiska z dużym elektoratem negatywnym musiałyby szukać swojego miejsca gdzie indziej.

Żyję przeświadczeniem i nadzieją, że "Nowa Solidarność" ma zatopić Platformę i stworzyć coś nowego

- mówi nam wprost polityk Koalicji Obywatelskiej zaangażowany w niedawną kampanię Trzaskowskiego. I dodaje:

"Nowa Solidarność" powinna zacząć z boku podtapiać Platformę, ale iść cały czas swoją drogą. Z biegiem czasu naturalne będzie wygaszenie Platformy i polityczne transfery tych jej polityków i działaczy, którzy byliby ważnym wzmocnieniem

Inny z naszych rozmówców podkreśla, że Platformie jest potrzeba zakrojona na szeroką skalę wymiana kadr, zwłaszcza w parlamencie. Dopuszczenie ludzi młodych, nie skażonych błędami PO z przeszłości, mających dużo świeżych pomysłów i nowoczesne podejście do polityki.

Moment na wymianę kadrową będzie przy układaniu list do Sejmu i Senatu za trzy lata. Wtedy będzie można zrobić prawdziwą jakościową i pokoleniową zmianę. Na razie mamy 170-180 parlamentarzystów, z czego 120-130 to ludzie pamiętający nasze ośmioletnie rządy

- przewiduje polityk.

Potwierdza to posłanka Izabela Leszczyna. - Część naszych posłów z pewnością obawia się tego ruchu. Obawiają się tego, że wyprze on ze sceny starych posłów i wieloletnich działaczy Platformy - stwierdza w rozmowie z Gazeta.pl. Nie pozostawia jednak złudzeń:

Jeśli miałoby się tak stać dla dobra sprawy, jeśli przyszliby lepsi ludzie na nasze miejsce, to tak musi być. W polityce mają być najlepsi ludzie. Jeśli ktoś okazuje się słaby, jest karierowiczem albo złodziejem, to nie ma dla niego miejsca i trzeba go zastąpić

Na kursie kolizyjnym z Hołownią

Dla Platformy niewątpliwym atutem "Nowej Solidarności" jest to, że stanowi uderzenie wyprzedzające wobec Szymona Hołowni i jego projektu politycznego - Polska 2050. Nasi rozmówcy z Koalicji Obywatelskiej podkreślają jednak, że marginalizacja Hołowni byłaby tylko mile widzianym efektem ubocznym powstania ruchu Trzaskowskiego, nie zaś jego podstawowym celem.

Hołownia nie jest dzisiaj naszym centralnym problemem i ten ruch nie jest wymierzony w niego. Cel jest pozytywny - budowa nowego wizerunku, odświeżenie Platformy, która potrzebuje dopływu świeżej krwi i świeżych idei

- słyszymy od osoby z otoczenia Trzaskowskiego.

Mówi polityk Platformy: - U Hołowni zaraz skończą się pieniądze, osłabnie zapał, ludzie zaczną się rozłazić, a w "Nowej Solidarności" jest szansa, że przetrwa to przez trzy lata, bo mamy solidniejsze podstawy organizacyjno-finansowe. Nie ma co ukrywać, jednak dzięki Platformie.

Sam Hołownia został już zapytany o nową inicjatywę, która powstaje pod okiem prezydenta Warszawy. Chociaż na antenie RMF FM zadeklarował, że "Nowej Solidarności" przygląda się "z ciekawością i życzliwością", to ocenił ją jako próbę rebrandingu Platformy po przegranych wyborach prezydenckich.

- Proszę jednak pamiętać, że to nie jest tak, że te 10 milionów ludzi, którzy oddali głos na Rafała Trzaskowskiego, nagle magicznie stanie się „ruchem obywatelskim”. Takie ruchy tworzą się oddolnie, nigdy odgórnie - analizował Hołownia.

Opowieści o tym, że teraz „obóz” musi się zjednoczyć tak, jak to widzi Platforma, można włożyć między bajki. Jeżeli chce się ludzi jednoczyć, to trzeba to robić ku czemuś, a nie przeciwko komuś

- zaznaczył.

Hołownia podkreślił, że jest gotów do współpracy zarówno z Platformą, jak i "Nową Solidarnością" przy konkretnych tematach i projektach ustaw, ale o żadnym zinstytucjonalizowanym sojuszu nie ma mowy. W Platformie też na razie nikt nie zamierza Hołowni na siłę wciągać na pokład nowego ruchu.

Kiedy już będzie zjawiskiem "kanapowym" i marginalnym, należy wyciągnąć do niego pomocną dłoń, bo przecież mówi o Polsce podobnym językiem jak my i stoi po tej samej stronie mocy

- tłumaczy nam jedno z naszych źródeł. W międzyczasie oba ruchy obywatelskie będą rywalizować o tych samych wyborców i te same środowiska. I chociaż unicestwienie Polski 2050 nie jest celem Platformy, to w partii można usłyszeć, że "jeśli będzie można połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli przy okazji zamordować ruch Hołowni, to dlaczego nie".

Nie ma ryzyka, nie ma zabawy

Na razie jednak "Nowa Solidarność" ma dokładnie ten sam problem co przedsięwzięcie Hołowni. Musi przetrwać ponad trzy lata do najbliższych wyborów, jednocześnie utrzymując zainteresowanie wyborców i cały czas rozwijając nowy polityczny projekt. Po drodze cała masa trudności - od zapewnienia finansowania, przez budowę struktur regionalnych i codzienną ciężką pracę w "terenie", na organizacji cyklicznych wydarzeń skończywszy.

Właśnie ta żmudna codzienna harówka i przekucie śmiałego pomysłu w sprawnie funkcjonującą organizację nastręcza dzisiaj politykom Koalicji Obywatelskiej najwięcej zmartwień. - Dopóki "Nowa Solidarność" będzie miejscem podtrzymywania zainteresowania ludzi, wymiany myśli, kreowania nowych idei, to super. Ale przekuwania tego w sformalizowaną strukturę organizacyjną sobie nie wyobrażam. Skończy się katastrofą jak w przypadku KOD-u. Nie znaczy to, że mamy się poddać i kompletnie odpuścić, ale trzeba zdawać sobie sprawę z wyzwań stojących przed tym projektem - martwi się polityk związany z Trzaskowskim.

Ale są też głosy znacznie bardziej optymistyczne. Z tego, co słyszymy od naszych rozmówców, kluczem jest utrzymanie zainteresowania "Nową Solidarnością". Nie tylko samych wyborców, ale także mediów. Podejmowanie nowych inicjatyw (m.in. inicjatyw referendalnych), organizowanie regularnych spotkań, objazd kraju przez Trzaskowskiego - to wszystko ma dać wymierny efekt.

- Jeśli zrobić to mądrze, jest szansa przetrzymać te trzy lata - zapewnia nas polityk z otoczenia Trzaskowskiego. Jak mówi:

Nie ma ryzyka, nie ma zabawy. Toczyliśmy wyrównaną grę, stworzyliśmy nowe środowisko, mamy dobrego i wyrazistego lidera. Nie można mieć wszystkiego, zwłaszcza na starcie

W Koalicji Obywatelskiej nikt nie ma złudzeń, że kluczem do powodzenia tej operacji będzie dobra i skuteczna współpraca Budki i Trzaskowskiego. Pierwszy ma zapewnić wsparcie organizacyjno-finansowe ze strony Platformy, a drugi zająć się kwestiami programowymi i pozyskiwaniem nowych wyborców.

- Rafał nie ma ambicji, żeby zostać wielkim partyjnym liderem. Chce być twarzą tego ruchu, symbolem dla ludzi. Pewnie, gdyby miał możliwość zostać przy okazji premierem, wziąłby to, ale kto by sobie odmówił. Rafał to jest inny rodzaj ambicji politycznych niż większość liderów na polskiej scenie. Dlatego jego duet z Borysem ma szanse się spiąć i dobrze działać. Żaden z nich nie jest toksyczny i nie ma obsesji władzy - ocenia polityk PO znający dobrze zarówno Budkę, jak i Trzaskowskiego.