Pierwszy dzień szczytu UE bez przełomu. Morawiecki mówi o "grupie skąpców"

Pierwszy dzień unijnego szczytu ws. przyszłego budżetu wspólnoty oraz funduszu odbudowy nie przyniósł przełomu. Sprzeciw wobec kompromisowych propozycji wyraziły bowiem Holandia i Austria. Przebieg pierwszej tury negocjacji skomentował premier Mateusz Morawiecki. "Jest grupa państw, którą my nazywamy grupą skąpców (oni nazywają się oszczędnymi), które chcą mniejszego wkładu do tego budżetu odbudowy Europy. My opowiadamy się oczywiście za tym, żeby ten budżet był jak najbardziej szczodry" - powiedział szef polskiego rządu.

Brak porozumienia na europejskim szczycie w Brukseli w sprawie finansów Unii. Chodzi o unijny budżet na lata 2021-2027 opiewający na ponad bilion euro i fundusz odbudowy po pandemii w wysokości 750 miliardów euro. Rozmowy zostały przerwane i będą wznowione dziś o 11. Na kompromisowe rozwiązania nie zgodziła się m.in. Holandia.

Zobacz wideo "TVN bye bye". Władza chce repolonizacji mediów. Co to znaczy?

Szczyt UE bez porozumienia. Weto postawiły Holandia i Austria

14 godzin trwały próby doprowadzenia do zbliżenia stanowisk, ale premier Holandii odrzucił kompromisowe propozycje. "Holandia jest trochę osamotniona w sprzeciwie, część krajów jest poirytowana, ale wszyscy tutaj walczą w obronie swoich stanowisk" - mówił po zakończeniu pierwszego dnia szczytu Mark Rutte.

Holandia chce, by programy reform, finansowane z funduszu odbudowy, były zatwierdzane jednomyślnie, by mieć nad nimi kontrolę. To stanowczo odrzucają kraje Południa, które będą czerpać najwięcej pieniędzy z funduszu odbudowy po pandemii. Szef Rady Europejskiej Charles Michel, chcąc przełamać impas, zaproponował, by na poziomie ministerialnym decyzje były podejmowane większością głosów. Jednak jeśli któryś kraj złożyłby wniosek o przeniesienie decyzji na poziom przywódców, wtedy obowiązywałaby jednomyślność. Jednak te propozycje odrzuciła Holandia.

Kolejną sporną kwestią jest wielkość funduszu. Tu sprzeciw zgłosiła Austria, która nie zgadza się też na proponowaną pulę bezzwrotnych grantów. Zgodnie z propozycją szefa Rady ma ich być pół biliona euro, a 250 miliardów euro miałyby wynosić pożyczki. Władze w Wiedniu chcą odwrócenia tych proporcji.

Morawiecki: Jest grupa państw, którą my nazywamy grupą skąpców

"Postęp" w negocjacjach podczas pierwszego dnia unijnego szczytu skomentował premier Mateusz Morawiecki. "Jest grupa państw, którą my nazywamy grupą skąpców (oni nazywają się oszczędnymi), które chcą mniejszego wkładu do tego budżetu odbudowy Europy. My opowiadamy się oczywiście za tym, żeby ten budżet był jak najbardziej szczodry" - powiedział Morawiecki, potwierdzając, że nie ma konsensusu między południem Europy a północą. W skład grupy szeroko rozumianej północy wchodzą oprócz Holandii i Austrii także Szwecja, Dania i Finlandia. Południe reprezentują Hiszpania, Portugalia i Włochy. "Z dużą dozą prawdopodobieństwa nie dojdzie dziś ani jutro jeszcze do ostatecznych uzgodnień" - skomentował szef polskiego rządu. Nie wykluczył, że negocjacje będą trwały jeszcze miesiącami.

W piątek Morawiecki spotkał się m.in. z kanclerz Niemiec Angelą Merkel i prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Szef polskiego rządu prowadził też rozmowy z premierami Grupy Wyszehradzkiej.

Polska może otrzymać z budżetu UE i funduszu odbudowy ponad 150 mld euro. Problemem kwestia praworządności

Dla Polski obecnie przewidziane jest prawie 64 mld euro z funduszu oraz 94 mld euro z budżetu Unii, czyli, ok. 700 mld zł. Właśnie o takiej kwocie, która w najbliższych latach miałaby popłynąć do naszego kraju, jeszcze w czerwcu mówił premier Mateusz Morawiecki. Wysokość tej kwoty może się jednak zmienić, ponieważ wiele państw członkowskich może chcieć powiązać dostęp do unijnych środków z zasadą warunkowości, w tym z zasadą praworządności (w tym kontekście unijne organy - m.in. Komisja - mają wobec Polski wiele zarzutów). 

>>>700 mld złotych z UE dla Polski? Ekspert: "Na stole będzie mniej". Problemem praworządność

Wiadomo też, że nawet ok. 8 mld euro z Unii Europejskiej Polska mogłaby otrzymać na transformację energetyczną. Problem w tym, że warunkiem dostępu do tych pieniędzy może okazać się zgoda na neutralność klimatyczną Unii w 2050 roku. Polska wciąż nie zadeklarowała gotowości do realizacji tego celu.

Więcej o: