Rosyjscy komicy nie byli pierwsi. Andrzeja Dudę próbowali wcześniej nabrać fałszywy Macron i Zełenski

Próby rozmowy z Andrzejem Dudą przez osoby, które podszywały się pod przywódców innych państw, miały miejsce jeszcze przed rozmową telefoniczną prezydenta Polski z rosyjskimi komikami. Fałszywych Emmanuela Macrona i Wołodymyra Zełenskiego udało się jednak zawczasu zdemaskować.

Zgodnie z ustaleniami dziennikarki "Rzeczpospolitej" próby podstawienia prezydentowi Andrzejowi Dudzie fałszywych rozmówców miały już miejsce w przeszłości. Wtedy jednak oszuści nie przeszli weryfikacji prowadzonej przez kancelarię. 

"Rzeczpospolita": Z Andrzejem Dudą wcześniej chcieli rozmawiać fałszywi Macron i Zełenski

Do prezydenta Polski raz miała zadzwonić osoba podszywająca się pod prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Kolejnym razem do Andrzeja Dudy próbował dodzwonić się fałszywy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Oszustów udało się jednak zdemaskować dzięki krzyżowemu sprawdzeniu dzwoniących w sekretariatach obu polityków oraz ambasadach w Polsce.

Jak zauważa "Rp" w Polsce nie ma przedstawicielstwa sekretarza ONZ, dlatego nie udało się przeprowadzić podwójnej weryfikacji przy telefonie od fałszywego sekretarza generalnego Antonio Guterresa. Pracownik przedstawicielstwa Polski przy ONZ w Nowym Jorku miał popełnić dwa błędy - nie sprawdził telefonu rzekomego asystenta polityka oraz nie zweryfikował, czy taka osoba w ogóle istnieje.

Zobacz wideo "Tusk mnie nie lubi". Rosyjscy youtuberzy wkręcili Andrzeja Dudę

- Wiemy, kto zawiódł. To osoba w przedstawicielstwie Polski w ONZ. To ona potwierdziła, że to wiarygodny telefon. Będą wyciągnięte konsekwencje - zapewnił koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński, mówiąc, że to służby dyplomatyczne, a nie kancelaria są winne temu, że głowa naszego państwa została przez rosyjskich youtuberów.

Rozmowa Andrzeja Dudy z rosyjskimi komikami, którzy podszyli się pod Antoniego Guterresa, odbyła się w poniedziałek 13 lipca. Władimir Kuzniecow podszył się pod nieistniejącego pracownika, który miał być asystentem sekretarza generalnego ONZ. Już po trzech godzinach komicy zostali umówieni na rozmowę z polskim prezydentem. Pranksterzy dwukrotnie zostali sprawdzeni telefonami z kancelarii, a następnie otrzymali numer do biura prezydenta. Komicy podali też adres e-mail, który pochodził z ogólnodostępnej domeny i którego autentyczność również miała zostać potwierdzona przez pracownika przedstawicielstwa RP przy ONZ w Nowym Jorku.

Więcej o: