Czy Trzaskowski mógł wygrać? "Jechaliśmy na najwyższym biegu. Gdybyśmy chcieli wrzucić jeszcze wyższy, zarżnęlibyśmy silnik"

Zwycięstwo było o włos, więc przegrana tym bardziej boli i frustruje. Jednak w Platformie Obywatelskiej wszyscy starają się patrzeć na pozytywy ostatnich tygodni - bardzo dobrą kampanię, olbrzymi mandat społeczny dla Rafała Trzaskowskiego i nadzieję na lepszą polityczną przyszłość.

- Walczyliśmy do końca. To wielki powód do dumy dla tych, którzy się nie poddali - tak do swoich wyborców i sympatyków Trzaskowski zwrócił się w powyborczy poniedziałek. - Będziemy walczyć dalej. To jest tylko kolejny etap w naszej walce. Musimy odzyskać państwo z rąk jednej partii i na pewno to wszyscy zrobimy - obiecał na konferencji prasowej.

Urzędowy optymizm? Kurtuazja? Robienie dobrej miny do złej gry? W pewnej mierze na pewno tak, ale przede wszystkim świadomość, że mimo przegranej Platforma po raz pierwszy od dawna nie ma się czego wstydzić. Co więcej, uzyskany wynik i zbudowany w tej kampanii kapitał - ten polityczny, ale przede wszystkim ten społeczny - pozwalają patrzeć w przyszłość z pewnym optymizmem.

Zobacz wideo Rafał Trzaskowski nie będzie chciał zostać drugim Donaldem Tuskiem

"To nie jest dla nas łatwy czas"

- Jest gorycz przegranej - mówi mi jeden ze sztabowców Trzaskowskiego, gdy pytam go o odczucia po przegranej z Andrzejem Dudą. Okazuje się, że po ogłoszeniu wyników na wieczorze wyborczym wszyscy uważali, że wynik kandydata Zjednoczonej Prawicy jest przeszacowany. Politycy PO otrzymywali wiele sygnałów, że przy okazji drugiej tury Ipsos wolał urzędującego prezydenta przeszacować, niż nie doszacować jak 28 czerwca.

Sądziliśmy, że przewaga Dudy spadnie. Większość z nasz żyła w poczuciu, że rano obudzi się w innej rzeczywistości z innym wynikiem. Nie wyszło

- wspomina nasz rozmówca.

Nasi rozmówcy przyznają, że sam Trzaskowski miał poczucie wielkiej odpowiedzialności za wynik i świadomość wagi tych wyborów. Podkreślają, że spotykani w miastach całej Polski sympatycy i wyborcy bardzo na niego liczyli, wierzyli w wygraną, mieli nadzieję.

To musi się odbić na facecie. Na pewno ma poczucie, że zawiódł tych ludzi, że można było zrobić coś więcej, że można było zrobić coś lepiej. Ale naprawdę nie powinien mieć sobie nic do zarzucenia

- twierdzi jeden z polityków, z którym o tym rozmawialiśmy.

- To nie jest dla nas łatwy czas, bo do końca wierzyliśmy w ten projekt, w coś nowego. Wierzyliśmy, że się uda - mówi Agnieszka Pomaska, posłanka Platformy i członkini sztabu Trzaskowskiego. - Jednak reakcja wyborców jest jednoznacznie pozytywna. Pierwszy raz widzę coś takiego po przegranych wyborach. Mimo tej przegranej w ludziach jest wciąż dużo nadziei - podsumowuje.

Teraz zarówno otoczenie Trzaskowskiego, jak i Platforma czy też cała opozycja musi wrócić do bieżącej polityki i przygotować plan działania na kolejne trzy lata do następnych wyborów. Tu nastroje nie są już tak optymistyczne.

Do końca roku będzie potężne przyspieszenie polityczne, prawdziwy hardkor. PiS ma ponad trzy lata spokoju, więc przez najbliższe półtora roku czeka nas gra na twardo

- przewiduje polityk PO, który również pracował przy kampanii Trzaskowskiego.

Przegrane wybory, ale nie kampania

Na korzyść Platformy przy okazji tych wyborów działa to, że powinno udać się wrócić do bieżącej działalności bez wewnątrzpartyjnego buntu i krwawych rozliczeń. Wygrać co prawda się nie udało (już po raz szósty z rzędu), ale w szeregach największej partii opozycyjnej panuje przekonanie, że kampania była bardzo dobra.

Nie popełniliśmy błędów i ugraliśmy więcej niż to, na co dawano nam szanse. Wiele jest u nas głosów, że to była najlepsza kampania Platformy w historii

- mówi polityk z otoczenia Trzaskowskiego. I dodaje:

Dlatego jest poczucie beznadziei i wkurzenia. Zrobiliśmy 120 proc. normy, a koniec końców PiS i tak wyciągnęło z kieszeni dodatkowy milion wyborców i wygrało.

- Przy tej maszynie, która była wymierzona w Rafała, wynik jest naprawdę świetny - mówi nam polityk PO pracujący przy kampanii. - Można by to teraz przekuć w coś więcej, jakoś pociągnąć, wykorzystać. Na przykład obywatelski Ruch 10 Milionów. Głośno myślę. W każdym razie coś więcej niż sama Platforma i sam Trzaskowski - stwierdza.

Jeden z najczęstszych zarzutów wobec Trzaskowskiego, także ze strony przychylnych mu mediów i środowisk, dotyczył absencji na "debacie" TVP w Końskich. W Platformie nie patrzą na to jednak jak na błąd. W otoczeniu prezydenta Warszawy panuje przekonanie, że biorąc udział w wydarzeniu organizowanym przez skrajnie nieprzychylną mu TVP, mógł on wyłącznie stracić.

Kolejnym z zarzutów, które można usłyszeć po ogłoszeniu wyników, jest to, że kampania Trzaskowskiego była zbyt pokojowa, brakowało w niej emocji, także tych złych, i politycznej agresji, czyli tego, co niezwykle skutecznie mobilizuje wyborców. - Rafał był po prostu sobą w tej kampanii. Agresja nie byłaby czymś, z czego bylibyśmy dumni i co zwiększyłoby nasze szanse na zwycięstwo - uważa posłanka Agnieszka Pomaska.

Pytana o to, co poszło nie tak, skoro nie udało się wygrać z kandydatem Zjednoczonej Prawicy, odpowiada:

Nie wiem, czy mogliśmy zrobić coś więcej. Sama zastanawiam się, czy było coś takiego, ale ciężko mi doszukać się takich działań, pomysłów, wydarzeń. Mamy poczucie, że zrobiliśmy maksa. Pracowałam przy każdej kampanii Platformy od 2001 roku i nie przeżyłam nigdy czegoś takiego, jeśli chodzi o reakcje ludzi i pozytywne emocje. Przegraliśmy te wybory, ale nie przegraliśmy kampanii.

Sztabowiec Trzaskowskiego:

Jechaliśmy na najwyższym biegu. Gdybyśmy chcieli wrzucić jeszcze wyższy i pojechać jeszcze szybciej, zarżnęlibyśmy silnik i skończyli na drzewie.

Projekt: Trzaskowski

W tym tygodniu Platforma chce się jeszcze skoncentrować na kampanii i wyborach. Przede wszystkim na protestach wyborczych. W partii panuje przekonanie, że skala nieprawidłowości 12 lipca była duża i mogła mieć poważny wpływ na końcowy wynik. Zwłaszcza że Trzaskowskiego i Dudę dzieliło nieco ponad 422 tys. głosów.

- Jako komitet wyborczy przygotowujemy protest wyborczy do Sądu Najwyższego - powiedział na konferencji prasowej poseł Cezary Tomczyk, szef sztabu Trzaskowskiego. - Nasz protest wyborczy jest poważny, pokazuje nadużycia systemowe - dodała towarzysząca mu posłanka Barbara Nowacka. - Z całej Polski płyną do nas sygnały, że w wielu miejscach wyborcy zostali odprawieni z kwitkiem z komisji wyborczych. W wielu miejscach na kartach nie było pieczęci. Największy problem jest za granicą. Kilkaset tysięcy wyborców zostało pozbawionych prawa do głosowania - argumentował Tomczyk.

Chociaż padają tu wielkie słowa, w zakulisowych rozmowach politycy Koalicji Obywatelskiej nie kryją, jaki jest prawdziwy cel akcji protestacyjnej. - Kiedy przewaga jednego kandydata nad drugim wynosi ponad dwa punkty procentowe, ciężko oprotestować wynik wyborów. Kiedy masz różnicę 0,4 punktu procentowego, to we wszelkie nieprawidłowości możesz walić jak w bęben. Dlatego to taka walka dla walki, żeby pokazać, że jesteśmy, że się nie poddajemy, że nadal mamy powera - mówi jeden z naszych rozmówców.

O ile protesty wyborcze to strategia wybitnie krótkoterminowa, o tyle nad planami na dalszą przyszłość Platforma też już myśli. Oczywiste jest, że są one nierozerwalnie związane z Rafałem Trzaskowskim. W najbliższych dniach władze PO będą zastanawiać się, jaką formułę działań przyjąć, żeby w najlepszy możliwy sposób zdyskontować 10 mln głosów zdobytych 12 lipca.

Nie jest to proste zadanie, bo - jak słyszymy - kluczową kwestią jest utrzymanie ponadpartyjności, którą Trzaskowski wielokrotnie deklarował w kampanii. Z drugiej strony, opracowana koncepcja musi uwzględniać, że przez ponad trzy najbliższe lata nie będzie żadnych wyborów, więc opozycję czeka ciężka praca u podstaw, a nie efektowny kampanijny sprint.

Wszystkie partie polityczne, a zwłaszcza moja, muszą się otwierać na nowych ludzi, nowe idee

- zarzekał się w powyborczy poniedziałek sam Trzaskowski. - Ta energia wytworzona przez ostatnie miesiące nie może zostać zmarnowana. Gwarantuję, że nadzieja, która powstała przez ostatnie miesiące, zostanie podtrzymana - obiecał swoim sympatykom.

W nieoficjalnych rozmowach z politykami PO można usłyszeć, że rozważane jest powołanie do życia ruchu obywatelskiego bądź społecznego - politycznego bytu wykraczającego daleko poza samą Platformę. Chodzi o to, żeby Trzaskowskiego nie upartyjnić i nie obarczyć negatywnym elektoratem samej PO, który w dopiero co zakończonej kampanii był jego największym balastem.

Rafał jest przede wszystkim prezydentem Warszawy, ale ma też poczucie, że po tych wyborach jest kimś więcej niż tylko prezydentem Warszawy

- tłumaczy posłanka Agnieszka Pomaska. - Na razie zależy nam przede wszystkim, żeby te osoby, które uwierzyły, że aktywność obywatelska ma sens, nie wrócili do domów, nie stracili nadziei - podkreśla.

Inny z polityków Platformy dodaje:

Rafał uratował Platformę, ściągnął nas znad przepaści. Każdy ma tego świadomość. Najgorsze jest to, że teraz nawet nie mamy tak naprawdę jak mu się odwdzięczyć.