Samorządowcy wystawiają rządowi rachunki. Burmistrz Chodzieży: Za chwilę nie będziemy mogli robić dróg

Samorządowcy w ślad za burmistrzem Chodzieży Jackiem Gurszem wystawiają rządowi rachunki. - Akcja się rozlewa i coraz więcej świadomych burmistrzów pokazuje to, ile brakuje w poszczególnych gminach pieniędzy z powodu działań rządu - mówi Gursz w rozmowie Gazeta.pl. Jak dodaje, inspiracją dla akcji jest Mateusz Morawiecki i jego "czeki bez pokrycia".

Od kilku dni Mateusz Morawiecki odwiedza gminy i zachęca samorządowców do udziału w Rządowym Programie Inwestycji Lokalnych. Osobiście lub za pośrednictwem innych polityków obozu rządzącego wręcza wójtom i burmistrzom promesy, czyli obietnice dosypania do samorządowej kasy konkretnej kwoty. We wtorek premier z czekiem na 960 tys. zł odwiedził Chodzież. Burmistrz Jacek Gursz jednak nie przyjął kartonowej planszy, przyniósł za to własną - z rachunkiem na 4 mln 200 tys. zł. Samorządowiec w trakcie wizyty Morawieckiego mówił m.in. o kosztach ponoszonych przez miasto w związku z dodatkowymi zadaniami narzucanymi przez rząd na samorządy. Dotyczyło to m.in. podwyżek dla nauczycieli czy podniesienia cen energii.

Samorządowcy odpowiadają rachunkami na promesy Morawieckiego

Do akcji przyłączył się teraz Elbląg, który wyliczył, że przez władze centralne stracił 100 mln zł. - Z elbląskiego budżetu wyparowało 100 mln złotych na skutek decyzji rządu. Chcą nam zwróć 5,9 mln złotych. Myśmy to przeliczyli na jednego mieszkańca: każdemu zginęło tysiąc złotych, a chcą mu oddać 59 złotych. Wystawiamy rządowi rachunek na 100 mln złotych i chciałbym ogłosić challenge samorządowy: nominujmy prezydent Gdańska Aleksandrę Dulkiewicz, prezydenta Olsztyna Piotra Grzymowicza i prezydenta Gdyni Wojciecha Szczurka, niech wystawią takie rachunki rządowi - powiedział cytowany przez "Dziennik Elbląski" Michał Missan, wiceprezydent miasta.

Z kolei ponad miliard złotych rachunku wystawił rządowi Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego.

Kolejny przykład to gmina Tarnowo Podgórne, gdzie wójt Tadeusz Czajka na propozycję 3,87 mln zł z rządowego programu odpowiedział rachunkiem 14 mln zł.

Jacek Gursz w rozmowie z Gazeta.pl nie ukrywa, że cieszy go taki odzew samorządowców. - Inspiracją jest sam pan premier, który zaczął rozdawać czeki bez pokrycia - mówi nam Gursz. - My dane dotyczące tych liczb mamy zebrane od zeszłego roku - podkreśla. 

Jacek Gursz: Nie możemy robić remontów, inwestycji

Jak wyjaśnia burmistrz Chodzieży, dokładne wyliczenia na temat strat znalazły się w zestawieniu Związku Miast Polskich. - Wynika z niego, że faktycznie ze względu na dobrą koniunkturę gospodarczą wzrosły nam PITy i subwencja oświatowa o 21 mld zł, natomiast pisowskie wrzutki w 2018 i 2019 r. kosztowały samorządy 42 miliardy - przekonuje. - Zaczęliśmy się o to powoli upominać. Pomyślałem, że jeśli pan premier chce mi dać czek bez pokrycia, który jest wręczany przy okazji wyborów, to wykorzystam jego wizytę - mówi. Jak dodaje, rachunek, który chciał wręczyć premierowi, to w rzeczywistości rachunek od mieszkańców Chodzieży.

- Akcja się rozlewa i coraz więcej świadomych burmistrzów pokazuje to, ile brakuje w poszczególnych gminach pieniędzy z powodu działań rządu. My mówimy o stanie na rok 2019, nie pokazujemy na razie tego, co jest związane z epidemią. Dzisiaj rząd mówi: chcemy wam zrekompensować COVID, to ja mówię panu premierowi: "sprawdzam". Bo mi w Chodzieży przez COVID ubyły dwa miliony, a pan mi daje 960 tysięcy - stwierdza Gursz.

Zobacz wideo Gdula: Zadeklarowałem, że nie będę głosował na Dudę i oddam głos ważny

Samorządowiec podkreśla, że niektóre rozwiązania rządu, jak obniżki podatków "są ciekawe". - Natomiast nie może być tak, że to odbywa się kosztem pieniędzy samorządowych. My z tego powodu nie możemy robić remontów, inwestycji, nie możemy rozwijać miast. 4 mln zł dla Chodzieży to ogromne pieniądze - komentuje.

Gursz wylicza, przez które działania rządu z budżetu miejskiej kasy ubyło ponad 4 mln zł. Chodzi m.in. o podwyżki dla nauczycieli, obniżkę PIT, podwyżki cen prądu i podwyżkę płacy minimalnej. - Trzeba obiektywnie powiedzieć, że każdy rząd po 89. roku samorząd trochę skubał. Ale trochę, a nikt nie robił tak bezczelnie, nachalnie i na takim stopniu finansowym jak rząd PiS - twierdzi.

Burmistrz przekonuje, że dzięki akcji z rachunkami samorządowcy mogą naświetlić swoim mieszkańcom sytuację gminnych finansów. - Nie każdy mieszkaniec to rozumie, a za chwilę może być tak, że nie będziemy mogli zrobić drogi, zorganizować zajęć pozalekcyjnych, nie będziemy mieli na utrzymanie szpitala czy żłobka - mówi.

Więcej o: