Złość i niedowierzanie po ułaskawieniu pedofila. Ale z pomocą Andrzejowi Dudzie przyszła TVP i ofiary

Jacek Gądek
W obozie PiS wściekłość na Pawła Muchę, wiceszefa Kancelarii Prezydenta, który - jak słyszymy - przyniósł prezydentowi Andrzejowi Dudzie papiery dotyczące ułaskawienia człowieka skazanego za pedofilię. Z pomocą prezydentowi na finiszu kampanii przyszły jednak TVP, a zwłaszcza dwie kobiety (konkubina i córka mężczyzny), które o łaskę dla skazańca prosiły.

Zobacz nagranie. Andrzej Duda: Chcę, żeby była kontynuowana polityka odważnych inwestycji i dbania o człowieka, a nie polityka dziadostwa i dbania tylko o elitę, nie polityka tzw. warszawki

Zobacz wideo

- Nikomu przy ułaskawieniu nie zapaliła się czerwona lampka, więc teraz pozostaje gaszenie pożaru - mówi polityk z obozu PiS. Pożar jest faktem, ale w obozie PiS dominuje przekonanie, że sprawa nie wpłynie istotnie na wynik wyborów prezydenckich.

Historia ułaskawionego skazanego za pedofilię

Historia w największym uproszczeniu jest taka: mężczyznę w 2012 r. skazano za zgwałcenie córki i znęcanie się nad rodziną. Wyrok: cztery lata więzienia i sześć lat zakazu zbliżania się do swojej córki i jej matki. Po odsiadce wrócił do lokalu, w którym mieszkała konkubina wraz z córką, czym złamał zakaz zbliżania się do nich. Wrócił do więzienia. Kobieta i jej córka 4 czerwca 2018 r. zwróciły się do prezydenta o ułaskawienie mężczyzny. O łaskę wystąpił też sam skazaniec. Prośby te zostały pozytywnie zaopiniowane przez sądy. Sprzeciwu nie wyraził kurator sądowy, uznając, że wspólne życie przynosi wszystkim pozytywne skutki. Za był też prokurator generalny. Po prawie dwóch latach, bo dopiero 14 marca 2020 r., prezydent ułaskawił mężczyznę, ale tylko częściowo: zniósł zakaz zbliżania się do konkubiny i córki. Skazaniec nadal widnieje w "rejestrze pedofilów".

Złość i niedowierzanie

W obozie rządzącym po ujawnieniu historii ułaskawienia miesza się niedowierzanie ze złością.

Osoba z Kancelarii Prezydenta: - Nie jestem w stanie pojąć, dlaczego komuś się nie zapaliła lampka ostrzegawcza. No, ale już się stało - załamuje ręce.

Kolejna osoba: - Wkurzenie? Tak.

I kolejna: - Jest wku**, bo dlaczego taka decyzja została podjęta w marcu? Nawet jeśli nic nie można zarzucić tej decyzji od strony merytorycznej, bo przecież wszystkie opinie [w akcie łaski] były pozytywne, to przy jej podejmowaniu powinna zacząć wyć syrena alarmowa, że nie robi się takich rzeczy w kampanii.

I czwarta osoba z obozu PiS: - Szefostwo KP powinno rozumieć, że oprócz merytoryki jest też aspekt polityczny. Są źli na Pawła Muchę. Bardzo. Mucha przyniósł papiery prezydentowi i powiedział, że to przypadek wart ułaskawienia.

Dziwne ułaskawienie

To ułaskawienie jest tym dziwniejsze, bo Andrzej Duda bardzo rzadko korzysta z prawa łaski. Rozmówca z Pałacu: - Andrzej Duda ułaskawia z oporami.

Liczby nie kłamią: Andrzej Duda tylko 93 razy skorzystał z prawa łaski, a 509 razy odrzucał wnioski. Komorowski ułaskawiał 360 razy, a Lech Kaczyński 201. Aleksander Kwaśniewski w 10 lat aż 4302.

Gdy "Rzeczpospolita" napisała, że Duda ułaskawił mężczyznę skazanego za czyny pedofilskie, wybuchł pożar. - Początkowo w Pałacu stali na stanowisku, że są dokumenty na to ułaskawienie i na tym koniec. Ale tu przecież ważne są emocje, a nie jakieś papiery - mówi nasz rozmówca.

Pałac ma kłopot

Pałac nie był wylewny w tłumaczeniach. Sam Andrzej Duda tylko dolał oliwy do ognia. Na Twitterze napisał: "Sprawa dotyczyła jedynie zakazu zbliżania się. Inne kary były dawno wykonane (nie było gwałtu). Dorosła już od lat pokrzywdzona z matką prosiły o uchylenie zakazu zbliżania się, bo w praktyce mieszkają ze skazanym w jednym domu. To sprawa rodzinna. Wniosek popierały sądy i PG (Prokuratura Generalna - red.)".

Kłopot w tym, że samego pojęcia "gwałtu" nie ma w Kodeksie karnym. Skazany został - tak to ujmuje Kodeks karny - z paragrafu mówiącego o "zgwałceniu" córki, co jest kategorią szerszą niż potoczne rozumienie "gwałtu". Tłumaczenie tych prawniczych kwestii, a już tym bardziej opisywanie, różnic pomiędzy potocznym "gwałtem" a kodeksowym "zgwałceniem" poprzez doprowadzenie do innych czynności seksualnych, jest dla Dudy szkodliwe.

Duda stroni więc od tłumaczeń. - Chce się zachować w porządku wobec wszystkich stron - słyszymy.

Kto się tłumaczy z ułaskawienia

Ciężar obrony decyzji Dudy wzięli na siebie współpracownicy prezydenta i politycy PiS - w szczególności wiceszef KP Paweł Mucha. - Nieprzypadkowo to właśnie on broni publicznie tego ułaskawienia - mówi polityk PiS. Ale przede wszystkim TVP wykonuje tu kampanijną robotę, ale robią to też media sprzyjające obozowi rządzącemu.

- Tłumaczenia na konferencjach nic tu już nie dadzą. Najważniejsze są apele samych pokrzywdzonych, które chcą, żeby je zostawić w spokoju i dziękują prezydentowi. Prawdziwi ludzie nawet ze zmienionymi głosami i zamazanymi twarzami dają zupełnie inny efekt niż papiery - słyszymy. TVP zdobyła wypowiedzi kobiet, podobnie też serwis wPolityce.pl. Z najostrzejszą krytyką wystąpił z kolei dziennik "Fakt".

Pokrzywdzone kobiety dziękują Dudzie

W TVP konkubina ułaskawionego skazańca mówi: - Chcemy żyć spokojnie. To był apel do prezydenta o ułaskawienie z zakazu zbliżania się, żadnego innego. Tylko to wyłącznie, o nic innego nie prosiliśmy: żeby zniósł zakaz zbliżania się, żebyśmy mogli być rodziną. O to prosiliśmy i pan prezydent to spełnił, dostaliśmy to.

Kobieta zaznaczała też, że ma pełne zaufanie do partnera. - W 100 procentach. Jakbym mu nie ufała, nie byłoby tego. Każdy popełnia błędy. Zmienił się, udowodnił to. Trochę czasu to trwało, by odbudować zaufanie i odbudowaliśmy zaufanie, ufamy sobie. Żyjemy jak normalna rodzina i chcemy żyć jak normalna rodzina - oznajmiła.

Podobnie zaufanie do skazańca deklaruje jego córka - ofiara molestowania seksualnego z jego strony.

Straty są, ale zminimalizowane

W obozie PiS dominuje teraz przekonanie, że choć sprawa bije w Andrzeja Dudę, to jednak nie wpłynie istotnie na wynik wyborów. - W 100 proc. to nie, ale udało się jednak zminimalizować straty - słyszymy.

Inny polityk z obozu PiS bliski kampanii: - To jest kluczowe: oświadczenia tych kobiet. Straty nie są aż tak wielkie, jakby mogły być.

Inny: - Wypowiedzi tych kobiet zmieniły sytuację. Pierwsze emocje mówiły, że prezydent ułaskawił pedofila, a teraz emocje są wokół tego, że kobiety proszą, aby dać im żyć i dziękują prezydentowi. To jest teraz kluczowe.

Dlaczego Duda ułaskawił?

Dlaczego Duda podpisał akt łaski? Tu można usłyszeć różne wersje.

- Prezydent jest bardzo zajęty. Nie sądzę, aby szczegółowo czytał akta tej sprawy. Ktoś bardzo wiarygodny musiał wspierać to ułaskawienie. A prezydent podpisuje całą masę papierów - mówi rozmówca z Kancelarii Prezydenta.

Inny stwierdza, że Andrzej Duda zawsze zapoznaje się z aktami spraw i nie podpisuje aktów łaski bez ich przeanalizowania. A tu miał wszystkie opinie - w tym sądowe - przemawiające za łaską.

Moment, kiedy podpisywał akt łaski, był jednak szczególny. Połowa marca to początek epidemii koronawirusa w Polsce i kampania prezydencka, gorączkowe parcie do przeprowadzenia elekcji 10 maja.

Finał? Rozmówca z PiS: - Prezydent sam się podłożył, ale pożar wydaje się już opanowany.