"Trudno teraz przegrać te wybory". PiS łapie Trzaskowskiego za słowa, szuka głosów emerytów i na wschodzie

Jacek Gądek
Andrzej Duda będzie szukał dodatkowych głosów wśród emerytów i na wschodzie, bo tu frekwencja była niska. By uderzyć w Rafała Trzaskowskiego, kolejną debatę chce zorganizować TVP. Delikatniej niż poprzednio, ale odgrzewany jest temat LGBT - tu celem jest przyklejenie prezydentowi Warszawy łatki "bardzo lewicowego". W PiS dominuje przekonanie, zwycięstwo Dudy jest na wyciągnięcie ręki. Polityk z szeregów tego obozu: - Trudno teraz przegrać te wybory.

Zobacz nagranie. Rafał Trzaskowski wzywa Andrzeja Dudę do debaty:

Zobacz wideo

- Trzeba ciułać głosy w elektoracie każdego z kandydatów - dodaje inny polityk PiS bliski kampanii.

Wynik? "Zgodnie z oczekiwaniami"

43,5 proc. dla Andrzeja Dudy i 30,46 proc. dla Rafała Trzaskowskiego.

- Zgodnie z naszymi oczekiwaniami - mówi jedna z osób zajmujących się kampanią Andrzeja Dudy. Ale w PiS podbijano czasami te oczekiwania przed I turą, podkreślając, że jest szansa na ponad 50-procentowy rezultat, a wówczas dogrywka nie byłaby konieczna.

Nonszalancja Trzaskowskiego ws. debat

Prezydent Warszawy rzucił w wieczór wyborczy rękawicę Andrzejowi Dudzie. - Panie prezydencie, niech pan wybierze miejsce [na debatę]. Niech pan wybiera odpowiedni dzień, odpowiednie miejsce i wreszcie porozmawiajmy o prawdziwych problemach - mówił Trzaskowski. Tłum skandował "debata, debata!".

Obóz PiS wykorzystał tę deklarację, by zaszachować go debatą na własnych warunkach. W sztabie PiS padł pomysł, by zorganizować debatę w formie Town Hall - formatu znanego z USA. Ta formuła zakłada obecność dużej widowni, która zadaje pytania kandydatom. - Jacek Kurski to podchwycił - słyszymy od polityka PiS. TVP wydała w dzień po I turze komunikat, że zorganizuje debatę 6 lipca w miejscowości Końskie.

- Trzaskowski chciał debaty, no to ma - śmieje się sztabowiec z obozu Dudy. Gospodarzem spotkania miałby być Michał Adamczyk z usłużnych wobec PiS "Wiadomości" TVP1. A dlaczego Końskie? Bo - jak mówił kiedyś Grzegorz Schetyna - "wybory wygrywa się w Końskich, a nie w Wilanowie". Tym sposobem sztab PiS w razie odmowy Trzaskowskiego ma gotową narrację, że kandydat PO stchórzył przed ludźmi. A jak Trzaskowski się stawi, to widownia będzie odpowiednio dobrana, by pytania były szpilami wbijanymi kandydatowi PO. - Jak Trzaskowski chce tak bardzo rozmawiać z ludźmi, to niech ludzie zadają mu pytania - dodaje polityk PiS.

Tu kadr z historii: w 2015 r. Paweł Kukiz po cichu sympatyzujący z Andrzejem Dudą wezwał do debaty Andrzej Duda vs. Bronisław Komorowski - to ważne - na pełnym stadionie w Lubinie, ale nie doszła ona do skutku. Wybieg sztabu PiS i TVP nie jest więc czymś nowym.

Jak słyszymy od polityka prawicy, Dudzie debaty nie są teraz specjalnie potrzebne. Prezydent nie pali się z przyjmowaniem zaproszeń od mediów na konfrontacje. Zaproszenie na czwartek do Dudy i Trzaskowskiego wystosowały TVN, WP i Onet. Kandydat PO deklaruje, że weźmie w niej udział i zaapelował do Dudy: "Panie Prezydencie, proszę się nie bać debaty poza TVP". Duda jednak zaproszenie nie przyjął - rzecznik jego sztabu Adam Bielan stwierdził, że "nie będą przystawać na żaden dyktat medialny przystawać".

60+ i wschód

Obóz prezydenta skupia się na mobilizowania swoich wyborców i demobilizowania elektoratu Trzaskowskiego. - Mobilizacja wyborców 60+ była zbyt mała i tu jest jeszcze dużo głosów do pozyskania. Podobnie też na wschodzie Polski mamy jeszcze duże rezerwy - mówi polityk PiS.

Frekwencja w skali Polski wyniosła 64,51 proc. Poniżej średniej była - a to regiony, które bardzo sprzyjają Dudzie - na Podlasiu (zaledwie 60,35 proc.), Podkarpaciu, w woj. świętokrzyskim i lubelskim.

Z kolei frekwencja wśród osób 60+ wyniosła - wedle sondażu late poll pracowni Ipsos - zaledwie 55,9 proc., choć Duda jak mantrę powtarzał, że dał emerytom "trzynastkę", a da też i "czternastkę".

"Trudno teraz przegrać te wybory"

W PiS jest względny spokój co do wyników II tury i przekonanie, że tylko jakaś spektakularna porażka w debatach telewizyjnych czy też splot wielu niekorzystnych czynników mógłby odebrać Dudzie wygraną. - Trudno teraz przegrać te wybory - mówi polityk bliski kampanii Dudy. Zwłaszcza, że Trzaskowski jest dość łatwym celem dla Dudy i aparatu propagandowego władzy. Najbardziej niewygodne są dla kandydata PO dwa tematy: wiek emerytalny i prawa osób LGBT.

W pierwszej kwestii Trzaskowski - jeszcze przed I turą - myląc się co do tego, czy był posłem i czy było w 2016 r. głosowanie nad obniżeniem wieku emerytalnego, wręczył PiS-owi do rąk ostrą amunicję.

Ożywianie tematu LGBT

Z kolei temat LGBT jest odgrzewany przez prezydenta, ale już w sposób bardziej subtelny niż przed I turą, a propagandową robotę bierze na siebie bardziej TVP niż sam prezydent. Przywoływanie tematu LGBT wywołuje - kalkulowane przez sztab PiS - reakcje środowisk lewicowych, które podejmując temat LGBT, stawiają w kłopotliwej sytuacji Trzaskowskiego, który w naturalny sposób powinien stawać w obronie środowiska osób LGBT. Kandydat PO stara się jednak konsekwentnie unikać tego tematu, nie używa nawet tego akronimu.

Temat LGBT będzie obecny w kampanii. Mówi polityk z obozu PiS: - Temat LGBT mobilizuje naszych wyborców, a demobilizuje tych, którzy mogliby być nowymi wyborcami Trzaskowskiego w II turze. Lewicowość Trzaskowskiego odstrasza mu wyborców.

Obyczajowy temat to sposób na pozyskiwanie przez prezydenta wyborców skrajnie prawicowych. Na antenie Polskiego Radia Andrzej Duda w monologu sam nawiązał do karty LGBT+. Przekonywał, że "to do mnie jest [wyborcom Krzysztofa Bosaka] zdecydowanie bliżej niż do jednak bardzo lewicowego kandydata, jakim jest Rafał Trzaskowski". - Chociaż [Trzaskowski] ostatnio udaje, że nie [jest lewicowy] i unika tematów, w których dawniej świetnie się czuł i brylował, a teraz ucieka przed nimi. Ale ludzie nie mają aż tak krótkiej pamięci i wszyscy wiemy, że podpisał kartę LGBT, w związku z powyższym mamy jasność, jakie są jego poglądy - ciągnął prezydent.

Łatka "bardzo lewicowego kandydata"

W praktyce ochrzczenie Trzaskowskiego "bardzo lewicowym kandydatem" ma zniechęcić dotychczasowych - konserwatywny przecież - wyborców Władysława Kosiniaka-Kamysza do przerzucenie głosów na Trzaskowskiego. A ultrakonserwatywnych wyborców Krzysztofa Bosaka zachęcić do poparcia w II turze Dudy. Można się zatem spodziewać - te słowa miał na myśli cytowany wyżej Duda - wypominania kandydatowi PO deklaracji sprzed kilku lat, że "bardzo by chciał być pierwszym prezydentem Warszawy, który mógłby udzielić ślubu parze homoseksualnej".

Dalej w Polskim Radiu prezydent - już dopytywany - podkreślał, że małżeństwa homoseksualne z prawem do adopcji to "obce rozwiązania", "ludzie sobie ich nie wyobrażają" i to "kompletnie nie jest nasz model kulturowy". Widać zatem, że prezydent chce, aby temat LGBT nie zniknął. Nie towarzyszą temu jednak prymitywne wypowiedzi jak posła Przemysława Czarnka ("Skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka, czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym").

Polityk PiS bliski kampanii: - Połowę głosów Krzysztofa Bosaka na pewno dostaniemy.

Jak słyszymy w PiS, można się spodziewać ukłonów w kierunku drobnych przedsiębiorców, bo to również jest elektorat Bosaka. - Staramy się to robić to już od miesięcy. I będziemy dalej - mówi jeden z polityków PiS zbliżony do kampanii.

Potknięcia Trzaskowskiego

Sztabowcy PiS czyhają na błędy Trzaskowskiego. Zdziwienie wywołało w obozie rządzącym to, jak wyglądał wieczór wyborczy kandydata PO i start jego kampanii przed II turą. Rafał Trzaskowski miał wieczór w modnym miejscu w Warszawie - na placu przed Elektrownią Powiśle. Dało to pożywkę dla narracji o tym, że jest kandydatem elit. Andrzej Duda wolał pojechać w teren - był wieczorem w Łowiczu, 100 kilometrów od stolicy.

Obok Trzaskowskiego na scenie zgromadziła się partyjna wierchuszka. Tymczasem Duda zapewnił sobie tło w postaci młodzieży i dzieci. Trzaskowski na wstępie dziękował Małgorzacie Kidawie-Błońskiej, która jest utożsamiana z sondażową porażką PO w nieodbytych majowych wyborach. Tłum skandował "Kidawa, Kidawa!" jakby wieczór miał być sesją terapeutyczną dla byłej kandydatki, a nie walką o wynik Trzaskowskiego.

Ponadto Trzaskowski bił w Dudę, który "nie szanuje nawet swojego podpisu". - Przecieraliśmy oczy ze zdumienia, jak Trzaskowski nas atakował, bo przecież tak się nie robi podczas wieczoru wyborczego - mówi polityk PiS. Jednocześnie Trzaskowski zwracał się do wyborców Dudy, że "wszystkich ich szanuje" i "ze wszystkimi chce rozmawiać", ale następnego dnia nie zjawił się w Bodzanowie, choć miał tam zaplanowane spotkanie z wyborcami - szybko nagłośniło to TVP Info.

Więcej o: