Kim jest mąż Jadwigi Emilewicz? Newsweek: "Nieznany politolog ma posadę w Orlenie". Wicepremierka odpowiada

Mąż wicepremierki i ministry rozwoju Jadwigi Emilewicz, który jako nieznany politolog "trafił do funduszu PZU z dziesiątkami milionów złotych, teraz ma posadę w Orlenie" - pisze poniedziałkowy "Newsweek". Polityczka odpowiedziała na te doniesienia, publikując oświadczenie.

W poniedziałkowym "Newsweeku" ukazał się tekst o tym "jak mąż wicepremier Emilewicz podbija państwowe spółki". Z artykułu wynika, że w czerwcu 2016 roku wicepremier Jarosław Gowin ogłosił powstanie funduszu inwestycyjnego Witelo, który miał inwestować w światowe fundusze, aby te wkładały pieniądze w polskie startupy. Zapowiadano, że na start funduszu zostanie przeznaczone pół miliarda złotych, z tego 200 milionów z PZU.

"O inwestycjach Witelo decydować ma sześcioosobowy komitet selekcyjny. Są w nim m.in. Paweł Surówka, członek zarządu PZU, Marek Dietl, dziś prezes Giełdy Papierów Wartościowych, oraz Marcin Emilewicz - mąż ówczesnej wiceminister rozwoju, jedyny z tej szóstki bez doświadczenia w finansach i inwestycjach. Jest magistrem politologii" - pisze "Newsweek".

Na łamach tygodnika czytamy, że "dla Emilewicza projekt był przepustką do kolejnych kontaktów z PZU". Jego spółka miała m.in. wygrać konkurs na projekt Centrum Edukacyjno-Prewencyjnego PZU, otrzymując za to 30 tysięcy złotych nagrody i zaproszenie do dalszej współpracy. 

"Na czele PZU stał już wtedy Paweł Surówka, znajomy Emilewicza z Witelo. Emilewicz pytany, czy nie było tu konfliktu interesów, twierdzi, że nie miał nic wspólnego z konkursem, bo ogłoszenie o konkursie znalazła jego wspólniczka, a on nie miał pojęcia, iż złożyła ofertę" - pisze "Newsweek".

Zobacz wideo Jadwiga Emilewicz wyjaśnia plany rządu co do bonu turystycznego

Jadwiga Emilewicz: Zapewniam, że nie mamy nic do ukrycia

Do informacji tygodnika Jadwiga Emilewicz odniosła się na Facebooku, publikując obszerne oświadczenie. 

"Od kilku dni Tomasz Lis zapowiada na Twitterze atak na mnie i moją rodzinę w tygodniku Newsweek. Nie po raz pierwszy redaktor Lis w brzydki sposób uderza w rodziny osób pełniących wysokie funkcje publiczne. Dobrze pamiętamy jego atak na córkę prezydenta Andrzeja Dudy" - napisała wicepremierka, twierdząc, że dziennikarz próbuje przedstawić jej rodzinę "w krzywym zwierciadle".

"Nie mam problemu, z tym że moja działalność polityczna jest przedmiotem krytyki. Takie są reguły tej gry. Jednak kiedy ktoś - z braku innych zarzutów - próbuje poniżać najbliższych mi ludzi, burzy się we mnie wszystko i nie mogę tego zostawić bez odpowiedzi" - czytamy w oświadczeniu

Jadwiga Emilewicz napisała, że bolesne jest dla niej to, że jej mąż, "który znakomicie radził sobie zawodowo, zanim prawica doszła w Polsce do władzy", ma ograniczone możliwości dlatego, że może zostać oskarżony o korzystanie z jej pozycji politycznej.

"Mamy świadomość tego, że zaangażowanie w życie publiczne wiąże się z wieloma ograniczeniami nie tylko dla polityka, ale przede wszystkim dla jego najbliższych. Bycie partnerem aktywnego polityka znacząco zawęża też przestrzeń aktywności zawodowej. Współmałżonek polityka ciągle jest na cenzurowanym – niemal każda jego aktywność może budzić zastrzeżenia. Praca w spółce skarbu państwa rodzi podejrzenia, że otrzymano ją 'po znajomości', a nie dzięki kompetencjom, własna firma – na pewno żeruje na rządowych zamówieniach i z pewnością omijają ją kontrole. Praca w zagranicznym koncernie może prowokować zarzuty o konflikt interesów, a praca naukowa - podejrzenie o korzystanie z państwowych grantów" - napisała Emilewicz, zaznaczając, że jej mąż odmówił kilku prywatnym podmiotom, które zaoferowały mu pracę, żeby nie budzić tego rodzaju podejrzeń. 

"Przyjmujemy tę sytuację z pokorą i zrozumieniem, ale nie mogę milczeć, kiedy posługując się insynuacjami, próbuje się zmistyfikować rzeczywistość, odbierając dobre imię moim bliskim. Nie mamy sobie nic do zarzucenia i nic do ukrycia, dlatego spotkaliśmy się z autorami tekstu i odpowiedzieliśmy na wszystkie ich pytania. Niestety – trudno jest uniknąć wrażenia - że tekst miał z góry założoną tezę, a podane przez nas fakty nie miały dla wymowy artykułu żadnego znaczenia" - napisała w oświadczeniu wicepremierka.

Jadwiga Emilewicz podkreśliła także, że "dziennikarze mają prawo zadawać pytania politykom, a wszelkie obszary aktywności życia polityków powinny być transparentne", z kolei ona i jej mąż kierują się uczciwością i dbają o transparentność swojego życia zawodowego.

"Stan naszego majątku jest powszechnie znany, gdyż ze względu na to, że nie mamy rozdzielność majątkową, jest on publikowany w ogólnie dostępnym oświadczeniu. Mamy swoją historię zawodową, która zaczęła się przed zwycięstwem Zjednoczonej Prawicy w 2015 r. Marcin Emilewicz zaczął pracę w spółce skarbu państwa na ponad dwa lata przed zwycięstwem prawicy nie dlatego, że jest czyimś mężem czy znajomym, ale dlatego, że jest dobrym fachowcem" - napisała Emilewicz.

Kim jest Marcin Emilewicz? Wydano oświadczenie o jego życiu zawodowym

Do oświadczenia Jadwigi Emilewicz dołączono także oświadczenie jej męża. Wynika z niego, że Marcin Emilewicz w swoim życiorysie zawodowym ma m.in. współpracę z Grupą Azoty w marcu 2013, a więc przed tym, jak Zjednoczona Prawica doszła do władzy. Pełnił tam funkcję doradcy ds. europejskich, a później specjalisty w departamencie strategii i rozwoju. Z dokumentu wynika także, że odszedł z Azotów w 2017 roku po przejściu spółki pod nadzór Ministra Rozwoju, w którym wiceministrem była Jadwiga Emilewicz. Od marca 2017 do maja 2018 r. Marcin Emilewicz zasiadał w Komitecie Selekcyjnym Funduszu Witelo w Grupie PZU. Za tę pracę otrzymywał 4 tys. zł brutto miesięcznie. Oświadczenie mówi również, że od grudnia 2017 Marcin Emilewicz związany jest zawodowo z PKN ORLEN. Pracę eksperta w biurze zarządzania ryzykiem regulacyjnym miał uzyskać w wyniku kilkuetapowej rekrutacji. 

Z dokumentu, który opublikowała Jadwiga Emilewicz, wynika, że jej mąż jest wspólnikiem spółki Koza Nostra Studio, jednak od połowy 2017 nie angażuje się w jej działalność, a od końca ubiegłego roku jego wspólnicy uzgadniają warunki zbycia lub umorzenia jego udziałów. Spółka ta, która zajmuje się kompleksowym projektowaniem wystaw muzealnych, w ciągu swojej działalności miała zrealizować tylko jedno zlecenie dla placówki podległej wyłącznie Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Chodzi o projekt wystawy czasowej "Dama z gronostajem" dla Muzeum Narodowego w Krakowie, z której całkowity przychód wyniósł 8943,08 zł + VAT. 

W piśmie odniesiono się także do informacji o konkursie na projekt Centrum Edukacyjno-Prewencyjnego PZU, o którym pisał "Newsweek". Z oświadczenia Marcina Emilewicza wynika, że konkurs ten wygrały dwa podmioty.

"Nagroda w konkursie wyniosła 30 tys. zł. Taką samą nagrodę otrzymała firma ART.FM. Koszt przygotowania pracy na dwuetapowy konkurs przewyższył wartość nagrody. Spółka nie odnotowała z tego żadnego zysku i nie kontynuowała współpracy przy tym projekcie, w związku z czym nie pobierała od PZU żadnego wynagrodzenia" - czytamy w oświadczeniu.

Więcej o: