Zadał Trzaskowskiemu pytanie po angielsku. Teraz wyjaśnia: Nie mam treningu przed kamerami

- Fala hejtu pod moim adresem bardzo mnie smuci, pokazuje to niski poziom kultury politycznej w Polsce. Poziom naszej debaty jest naprawdę bardzo niski, apeluję, żebyśmy ten poziom podwyższyli, żebyśmy nie zwariowali przed wyborami - mówi w nagraniu na Twitterze mężczyzna, który w niedzielę na Podlasiu zwrócił się w j. angielskim do Rafała Trzaskowskiego, kandydata KO na prezydenta. Całe oświadczenie mężczyzna wygłosił płynnie w języku polskim.

Podczas wizyty Rafała Trzaskowskiego w Supraślu k. Białegostoku do kandydata na prezydenta podszedł mężczyzna, który powiedział, że pochodzi z USA i stwierdził po angielsku, że polityk ma "więcej kwalifikacji", aby nie zostać głową państwa. Trzaskowski zauważył, że akcent mężczyzny nie wskazuje na to, by był Amerykaninem.

"Obcokrajowiec" został szybko zidentyfikowany przez użytkowników Twittera jako pochodzący z Białegostoku zwolennik Andrzeja Dudy oraz rządu Prawa i Sprawiedliwości. W sieci podpisuje się jako Luke Marcinkiewicz. Niektórzy sugerowali też, że jego rozmowa z Trzaskowskim to prowokacja ze strony Telewizji Polskiej.

Luke Marcinkiewicz: Nie ma znaczenia, jaki posiada się paszport

Mężczyzna w poniedziałek wieczorem umieścił na swoim profilu na Twitterze oświadczenie w formie nagrania wideo. Stwierdza w nim, że pod jego adresem wylało się "morze hejtu". Zaprzeczył, by był "opłacanym prowokatorem z TVP" i podkreślił, że jest "polskim patriotą" i obywatelem USA.

- Byłem wczoraj na spotkaniu z kandydatem na prezydenta panem Trzaskowskim. Zadałem mu pytanie bardzo kulturalnie w języku angielskim na temat jego podejścia do języków obcych. Na to pytanie nie dostałem merytorycznej odpowiedzi, a jedynie hejt pod moim adresem. Zostałem zaatakowany ustnie za mój akcent, za to, jak mówię, jakim językiem mówię, skąd jestem - powiedział.

Dodał, że "nie jest zawodowym politykiem, nie ma treningu przed kamerami i przed rozmowami z osobami publicznymi". - Każdy z nas ma prawo się zająkać - wyjaśnił.

- Jestem krytykowany, skąd jestem, czy jestem stąd, czy jestem stamtąd. Nie ma znaczenia, jaki się paszport posiada, znaczenie ma to, jakie wartości ma się w sercu i co się reprezentuje. Czy znamy podstawowe postaci historyczne z naszego kraju, w którym jesteśmy, czy wiemy, kto to był generał Lee, czy wiemy, czego nauczał Jan Paweł II - zaznaczył. Jednocześnie pokazał dwa paszporty - polski i amerykański.

- Fala hejtu pod moim adresem bardzo mnie smuci, pokazuje to niski poziom kultury politycznej w Polsce. Poziom naszej debaty jest naprawdę bardzo niski, apeluję, żebyśmy ten poziom podwyższyli, żebyśmy nie zwariowali przed wyborami - wskazał.

- Każdy atak na kogokolwiek, kto mówi z innym akcentem, w innym języku, kto wygląda inaczej niż my, to po prostu rasizm - podkreślił.

Zobacz wideo Prezydent spotka się z Trumpem. Siemoniak: Duda ryzykuje bardzo dużo z polskiego interesu
Więcej o: