Tomczyk: 28 czerwca wszystko to, co robimy obecnie, nie wystarczy. Potrzebny jest ogólnonarodowy zryw

- Potrzebna jest absolutna mobilizacja. 28 czerwca czas na wielki ogólnonarodowy zryw - mówi w rozmowie z Gazeta.pl poseł Cezary Tomczyk, szef sztabu wyborczego Rafała Trzaskowskiego. I dodaje: - Musimy pamiętać, że te wybory to ostatnia szansa, żeby powstrzymać PiS.

Na ostatniej prostej przed pierwszą turą wyborów prezydenckich publikujemy na Gazeta.pl rozmowy z szefami sztabów najważniejszych kandydatów na Prezydenta RP. Będziemy rozmawiać m.in. o kampanijnych strategiach, szansach kandydatów czy roli sztabów wyborczych. W tym odcinku naszego redakcyjnego cyklu - poseł Cezary Tomczyk, szef sztabu wyborczego Rafała Trzaskowskiego.

*****

GAZETA.PL, ŁUKASZ ROGOJSZ: Cezary Tomczyk, szef sztabu wyborczego Rafała Trzaskowskiego. Wreszcie oficjalnie, chociaż publicznej prezentacji w tej roli się pan nie doczekał.

CEZARY TOMCZYK: Tu nigdy nie chodziło o tajemnice, ale o to, że chcemy wzorować się na kampanii warszawskiej z 2018 roku. O sztabie ma być jak najciszej, bo sztab jest od pracy.

Wygodne podejście. Nie mówimy o sztabie, więc w razie porażki nikt nie będzie domagać się rozliczeń.

Odpowiedzialność czujemy wszyscy. A nazwiska już padały - ja, Sławek Nitras, Marcin Kierwiński czy Agnieszka Pomaska. To nie jest tajemnica, ale nie robimy osobnych wydarzeń dotyczących samego sztabu.

Jakim kandydatem jest Rafał Trzaskowski w porównaniu z Małgorzatą Kidawą-Błońską? Lepiej się z nim pracuje?

Jestem pod wrażeniem zarówno pracy Rafała Trzaskowskiego, jak i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.

Tylko efekty są zgoła różne.

Tak, ale wynikają z różnych przyczyn. To, co działo się pod koniec kampanii Małgorzaty Kidawy-Błońskiej było związane z wydarzeniami w Polsce - "wyborami Sasina", bojkotem wyborów przez naszą kandydatkę i walką opozycji o to, żeby 10 maja nie odbyły się niedemokratyczne wybory, które ktoś mógłby "przekręcić".

Ludzie z otoczenia Trzaskowskiego mówią, że jest zupełnie innym kandydatem niż Kidawa-Błońska. Nie daje narzucać sobie pomysłów, sam podejmuje kluczowe decyzje, ma wiele własnych inicjatyw.

Za wszystkie rzeczy na samym końcu odpowiada sam kandydat, więc takie zaangażowanie uważam za atut. On tę kampanię czuje, chce ją wygrać. Dodatkowo napędza nas ogromny entuzjazm, z którym spotykamy się na każdym kroku, w każdym polskim mieście. Jako kandydat albo sztabowiec brałem udział w wielu kampaniach, ale takiego entuzjazmu i mobilizacji, jak w tej kampanii, nigdy nie widziałem.

Samodzielność waszego kandydata nie jest swego rodzaju wotum nieufności wobec Platformy? Woli kierować wszystkim sam niż zostawić to partyjnej centrali, bo w minionych kampaniach partia zawodziła.

Nie, absolutnie. Pracujemy jako zespół. Rafał jest prywatnie moim przyjacielem, a ludzie, z którymi pracujemy w sztabie są osobami, z którymi znamy się od lat i realizowaliśmy wspólnie niejeden duży projekt. Nigdy nie kierowałem tak wspaniałym zespołem jak teraz.

Borys Budka zajmował w tym zespole za dużo miejsca? "Wprost" napisał niedawno, że poprosiliście go o ograniczenie udziału w kampanii Trzaskowskiego, żeby wyborcy nie "sklejali" kandydata jeden do jednego z Platformą.

Czytałem te rewelacje "Wprostu". Niestety "Wprost" od wielu miesięcy bardzo często posługuje się wobec nas nieprawdą. W tym przypadku również. Żałuję, że tak jest. Kiedyś to był wspaniały tygodnik.

Czyli przewodniczący Budka może pokazywać się z Trzaskowskim, kiedy będzie chciał?

Tak. To przecież on zaproponował Rafałowi Trzaskowskiemu start w wyborach. W tej kampanii wszyscy w Platformie działamy razem. Nikt nie patrzy na swoje ambicje, tylko na sukces Rafała Trzaskowskiego. Dzięki temu zbudowaliśmy wokół niego zespół ludzi, który świetnie się rozumie i skutecznie działa. Efekty widać gołym okiem - Rafał zaczynał z poziomu 10 proc. poparcia, a dziś ma ponad 30 proc.

Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

W niedawnym sondażu Kantara dla "Faktów TVN" dobił nawet do 32 proc. Wciąż prowadzi jednak Andrzej Duda.

Jesteśmy dopiero po dwóch tygodniach realnej kampanii, przed nami jeszcze trzy tygodnie. Musimy pamiętać, że 28 czerwca wszystko to, co robimy obecnie nie wystarczy. Potrzebny jest ogólnonarodowy zryw, jeśli chcemy przywrócić w Polsce normalność i zrobić porządek w bardzo wielu kwestiach. Prawo i Sprawiedliwość musi być w naszym kraju nie tylko w nazwie pewnej partii. Tego bardzo dzisiaj brakuje.

Zapytałem o przewodniczącego Budkę, więc zapytam też o Donalda Tuska. Jego obecnością w kampanii Trzaskowskiego gospodarujecie bardzo oszczędnie. Boicie się negatywnego elektoratu?

Jesteśmy dumni z całego dorobku Platformy z minionych lat. Zarówno z pracy w opozycji, jak i z ośmiu lat naszych rządów. Nie zmienia to faktu, że wyciągamy z tych czasów wnioski. Jeśli chodzi o Donalda Tuska, to wszystkim nam bardzo podobało się jego wsparcie przy zbieraniu podpisów, a i słowa Tuska o Trzaskowskim w jednym z programów telewizyjnych były niezwykle krzepiące.

Każde wsparcie się nam przyda. Chcemy pokazać Polakom, że to Rafał Trzaskowski jest politykiem, który łączy i odbudowuje wspólnotę. Chcemy u siebie wszystkich, nie będziemy nikogo wykluczać ze wspólnoty. To dlatego Rafał napisał list do sympatyków Prawa i Sprawiedliwości. On po prostu taki jest. Tak to czuje.

"Nie mam problemu z tym, że postrzegacie mnie jako przeciwnika politycznego. Nie patrzcie proszę jednak na mnie jak na wroga, bo nie jestem Waszym wrogiem. Nie ma we mnie także nienawiści" - pisze w tym liście Trzaskowski. Wcześniej nie próbował pojednać się wyborcami PiS-u, był jednym z czołowych krytyków "dobrej zmiany". Na ostatniej prostej kampanii mają mu uwierzyć?

Jedna rzecz musi wybrzmieć tutaj bardzo wyraźnie. Czym innym jest rząd PiS-u - moim zdaniem jest rządem kryjącym afery, rządem, który stworzył kastę ludzi nieodpowiedzialnych - a czym innym są ludzie, którzy na PiS głosują. To często ludzie oszukani przez polityków PiS-u albo zmanipulowani przez prorządową propagandę. To nie jest wina Polaków, że ktoś nimi manipuluje. To jest wina tych, którzy manipulują. Stąd wziął się list Rafała do sympatyków PiS-u - chcemy budować mosty, a nie mury; przyciągać do siebie ludzi bez względu na to, z której strony sceny politycznej przychodzą, a nie wykluczać jakiekolwiek grupy ze wspólnoty.

W wielką przemianę Platformy i Rafała Trzaskowskiego nie wierzy Władysław Kosiniak-Kamysz. W niedawnym wywiadzie dla Gazeta.pl ocenił, że Trzaskowski to gwarant wojny polsko-polskiej: "15 ostatnich lat pokazuje, że PO i jej kandydat oznaczają wojnę polsko-polską. Nie odbieram dobrych intencji samemu Rafałowi, ale Platforma, która za nim stoi i której jest wiceszefem, żyje z wojny z PiS-em. Tak samo jak PiS żyje z wojny z Platformą".

Bardzo się cieszę, że Władysław Kosiniak-Kamysz przez osiem lat był z nami w koalicji, gdy rządziliśmy Polską. Myślę, że doskonale o tym pamięta. Natomiast do wszystkich kandydatów prodemokratycznych warto powiedzieć dzisiaj jedno: przeciwnikiem są ci, którzy chcą zniszczyć polską demokrację, a z państwa zrobić własną skarbonkę i uwłaszczyć się na jego majątku.

Kandydat na Prezydenta RP Władysław Kosiniak-KamyszKandydat na Prezydenta RP Władysław Kosiniak-Kamysz Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta

Łatwo tak mówić, kiedy jesteście o dwie długości przed resztą opozycyjnej stawki i chcecie pozyskać ich wyborców przed drugą turą. Kiedy to Platforma była pod ścianą, nie miała oporów przed atakowaniem Lewicy czy PSL.

Bodajże trzy tygodnie temu w "Kawie na Ławę", kiedy wyniki sondażowe po stronie opozycji były znacznie bardziej wyrównane, powiedziałem, że jeśli ktokolwiek z kandydatów prodemokratycznych będzie w drugiej turze, to ja na niego zagłosuję. Uważam, że to absolutnie naturalne.

Dzisiaj to was faworyzują sondaże, więc chcecie, żeby inni opozycyjni kandydaci obiecali wam swoje poparcie w drugiej turze. Mówił o tym Marcin Kierwiński w "Sygnałach dnia" Polskiego Radia.

Po pierwsze, mówiła o tym znacznie wcześniej także Małgorzata Kidawa-Błońska. Mówiła o tym zarówno, gdy prowadziła w sondażach wśród kandydatów opozycyjnych, jak i wówczas, gdy te sondaże wyglądały dla niej nieco gorzej. Mówiłem o tym także ja, kiedy zaczynaliśmy kampanię Rafała Trzaskowskiego. Nie mam z tym problemu, bo nic się w tej sprawie nie zmieniło. Uważam, że dzisiaj jest wyjątkowa szansa, żeby zrobić w Polsce porządek i przywrócić normalność. Bo wszystkie rządy w III RP popełniały błędy - od nepotyzmu i kolesiostwa, po próbę całkowitej prywatyzacji państwa - ale PiS zrobiło z patologii swój sposób na życie.

Pod koniec maja w Poznaniu Trzaskowski złożył autokrytykę za podważanie zasadności programu "500 plus". Komplementował też Lecha Kaczyńskiego. To wasz sposób na przejęcie umiarkowanych wyborców PiS-u?

Nigdy nie patrzę na politykę w ten sposób, przez pryzmat elektoratów. Polityka musi się opierać na wartościach i pewnej idei, którą chce się zbudować, pokazać i wdrożyć. Gdy mówimy o wspólnocie, to dlatego, że jej chcemy.

Za co jeszcze przeprosicie, żeby zbudować swoją wiarygodność? Rzeczy, o które Polacy mają żal do Platformy trochę jest: podwyższenie wieku emerytalnego, rozbicie OFE, "śmieciówki".

W tej sprawie ze strony Rafała Trzaskowskiego padną jasne i proste deklaracje. Nie będę uprzedzał faktów. To Polacy w ostatnich wyborach zdecydowali o odpowiedzi na poszczególne pytania. Co do tzw. śmieciówek, to jeśli dobrze pamiętam prezydent Duda obiecał ich likwidację lub ograniczenie. Zawiódł. Jest słabym prezydentem ze słabą pozycją w swoim obozie politycznym.

Polacy wam w ten rachunek sumienia uwierzą? Przecież wiedzą, że w kampanii wyborczej polityk powie i obieca wszystko.

Rzeczy, które robi się w kampanii, muszą być naprawdę. Ludzie bardzo jasno wyczuwają, że coś jest nieprawdziwe. Musimy zdać sobie sprawę, że "500 plus" zostało dobrze przyjęte i zaakceptowane przez ludzi. Nie można z tym dyskutować. Ta sprawa jest zamknięta i należało to wreszcie przeciąć. W przypadku Lecha Kaczyńskiego muszę przyznać, że co prawda nigdy na niego nie głosowałem, ale nie mogę odmówić mu samodzielności, której prezydentowi Dudzie dramatycznie brakuje. Nie mogę też odmówić żonie prezydenta Kaczyńskiego, że była osobą samodzielnie myślącą, która jasno artykułowała swoje poglądy i nigdy nie miała z tym problemu. Dzisiaj takiej prezydentury w Polsce strasznie brakuje i trzeba o tym głośno powiedzieć.

Brakuje wam prezydentury Lecha Kaczyńskiego?

Był lepszym prezydentem niż Andrzej Duda. Z pewnością. Prezydent Duda złożył wiele obietnic - dotyczyły "frankowiczów", emerytury bez podatku czy wyższej kwoty wolnej od podatku - których nie zrealizował. Ale to nie jest tak, że on nie chciał ich zrealizować. On po prostu jest zbyt słaby w swoim obozie politycznym, żeby je zrealizować. Jego własny obóz polityczny nie pozwolił mu na to. Tak samo będzie teraz. To jest po prostu słaby prezydent. Lech Kaczyński miał w swoim obozie politycznym nieporównywalnie silniejszą pozycję i autorytet.

Rafał Trzaskowski, oczywiście, będzie silnym prezydentem i co obieca, to zrealizuje?

Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.

Z PiS-owskim rządem?

Prezydent jest częścią władzy wykonawczej. Bez niego nie da się skutecznie rządzić. Taka sytuacja wymaga współpracy albo uległości prezydenta. Prezydent Duda wybrał uległość. To bardzo groteskowa sytuacja, kiedy Prezydent RP ma zwierzchnika. To absolutnie niedopuszczalne. Prezydent może mieć tylko jednego szefa - suwerena.

Zobacz wideo Cezary Tomczyk uważa, że jako prezydent Rafał Trzaskowski miałby realny wpływ na politykę rządu PiS

Dużo mówicie o tym, że Trzaskowski będzie silnym prezydentem. A jeśli okaże się zbyt silny i zupełnie "urwie się" Platformie? Znowu będziecie mieć problem w Pałacu Prezydenckim.

Rafał Trzaskowski słucha Polaków i wyciąga wnioski. Chce być prezydentem ponad ciągłym politycznym sporem. Nie będzie prezydentem jednej partii, wliczając w to Platformę. To oczywiste. Dzisiaj tylko silny i niezależny polityk ma dziś szansę pokonać Andrzeja Dudę. Polityk, który będzie działać na rzecz zmniejszenia podziałów między Polakami. Ktoś nas podzielił, ktoś nas poróżnił, ktoś zbudował między nami mury. Czas powiedzieć: stop.

Nie "ktoś", panie pośle. Platforma ma w tym swój wymierny udział. Wystarczy wspomnieć, co mówiliście przez lata o katastrofie smoleńskiej albo polityce socjalnej PiS-u. Wystarczy przypomnieć agresywne i obraźliwe wypowiedzi albo tweety osób z waszego środowiska. Teraz udajecie, że to nie wy? Może na początek należałoby przeprosić za błędy?

Osobiście stałem na warcie przy trumnach pary prezydenckiej. Jeśli chodzi o Smoleńsk, to wina Macierewicza za podziały społeczne jest bezsprzeczna. Co do różnych wypowiedzi, jest dokładnie tak, jak mówi prezydent Trzaskowski - zmiany trzeba zacząć od siebie.

Rozmawialiśmy o liście Trzaskowskiego do członków PiS-u, więc pomówmy też o liście Jarosława Kaczyńskiego do członków swojej partii. Waszego kandydata nazywa w nim "przedstawicielem skrajnej lewicy", który "przedstawia się jako katolika, kontynuatora 'Solidarności', a nawet osobę nawiązującą do tradycji prezydenta Lecha Kaczyńskiego". Komu uwierzy umiarkowany wyborca PiS-u: Kaczyńskiemu czy Trzaskowskiemu?

Bardzo wiele osób zastanawia się dzisiaj, co zrobić 28 czerwca czy później 12 lipca. Dobrze, że wspomniał pan list prezesa Kaczyńskiego, bo mamy do czynienia ze zderzeniem dwóch światów. Rafał Trzaskowski pisze o wspólnocie, potrzebie jednoczenia i wzmocnieniu Polski, a prezes Kaczyński w panice mobilizacyjnej partyjną nowomową wypisuje jakieś obrzydliwe rzeczy pod adresem swoich przeciwników politycznych. To jednak gigantyczna różnica.

Rafał TrzaskowskiRafał Trzaskowski Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta

O liście waszego kandydata osoby z drugiej strony powiedzą z kolei, że chce smakować wszystkim jak ta zupa pomidorowa - lewicy, chadekom, liberałom, a nawet wyborcom PiS-u, o których wcześniej nie pamiętał. Byle tylko nie narazić się nikomu.

Na pewno ważne jest, żeby smakować większości. To większość decyduje i to większość ma prawo wybrać swojego prezydenta. Prezydent Duda został wybrany przez większość, a potem ją zdradził dla swojej partii. We wszystkich sondażach, w których pyta się Polaków o najlepszego prezydenta po 1989 roku, wskazują oni Aleksandra Kwaśniewskiego. Dlaczego? Bo był osobą, która łączyła różne środowiska. Potrafił współpracować zarówno z rządem Jerzego Buzka, jak i Leszka Millera, chociaż żaden z tych rządów nie miał z nim łatwego życia. Bo Kwaśniewski był prezydentem silnym i samodzielnym, który miał swoją wizję prezydentury i ją realizował. Potrzebujemy dziś takiego prezydenta. Prezydent nie może być prezydentem wojennym, musi być prezydentem budującym wspólnotę, ale też takim, który patrzy władzy na ręce.

Dlatego Trzaskowski podczas każdego swojego wystąpienia mówi o wartościach: nowej solidarności, odbudowie wspólnoty, zmianie, dialogu? Brzmi jak słynna "polityka miłości" Donalda Tuska z 2007 roku. Teraz czas na "politykę miłości 2.0" Trzaskowskiego?

Myślę, że mamy politykę wspólnoty Rafała Trzaskowskiego. Politykę, która wykracza poza takie normalne pojęcie partii politycznych i elektoratów. Prezydent musi być dostępny dla wszystkich, bez względu na opcję polityczną, z której się wywodzą albo z którą sympatyzują. Prezydent Duda zawiódł bardzo wiele osób, które postawiły na niego w 2015 roku. Wielu Polaków się na nim przejechało.

Chcecie wywołać taką falę społecznej zmiany, jaką w 2015 roku wywołało PiS? Dzięki niej w 2015 roku dwukrotnie rozbiło Platformę.

Na pewno potrzebna jest fala zmian. Mówiliśmy o tym od początku kampanii Trzaskowskiego. Zmiana jest najsilniejszym motorem. 28 czerwca potrzeba nam wielkiego zrywu. Ku zmianom!

Wasz kandydat, bardzo mocno kojarzony z duopolem PO-PiS i utrzymaniem partyjnego status quo, ma być apostołem zmiany? Polacy to "kupią"?

Zarówno w badaniach, jak i na ulicach dowiadujemy się, że ludzie postrzegają Rafała Trzaskowskiego przede wszystkim jako kogoś, kto wykracza poza samą Koalicję Obywatelską. Dla Polaków jest przede wszystkim prezydentem Warszawy, a to w Polsce funkcja absolutnie wyjątkowa. Poza tym ludzie postrzegają Rafała Trzaskowskiego właśnie przez pryzmat samorządu, a nie tej czy innej partii politycznej. Widzą w nim prezydenta Warszawy, który w 2018 roku zmierzył się w stolicy z PiS-em na ubitej ziemi i w bezpośredniej walce odniósł wielkie zwycięstwo.

Ludzie mają głębokie poczucie, że w wielu sprawach zostali zostawieni sami sobie, że dzisiaj, gdy rząd powinien pomagać ludziom, mówi: przykro nam, ale już wydaliśmy pieniądze. Jeśli prezydent Duda proponuje dzisiaj dodatek solidarnościowy w wysokości tysiąca złotych dla ludzi, którzy tracą pracę, to my mówimy, że to jest propozycja dalece niewystarczająca. Jeżeli prezydent Duda mówi, że dzisiaj jest czas, żeby pomóc ludziom, to ja tej pomocy PiS-u dla ludzi nie widzę.

Nie widzi pan czterech "Tarcz Antykryzysowych", dziesiątek miliardów złotych wpompowanych w polską gospodarkę? Można krytykować poszczególne rozwiązania, ale pomoc jest i nawet zagraniczna prasa pisała o niej pochlebnie.

W Polsce jest już ponad milion bezrobotnych, a może być nawet 1,5 mln. Pomoc państwa jest niewystarczająca. To właśnie dziś szeroki strumień pieniędzy powinien płynąć do polskich obywateli. Tu i teraz.

Oczekujecie konkretów od PiS-u, ale wasz kandydat sam o konkretach mówi niewiele. Padają wielkie słowa o wartościach i niesprecyzowane zapowiedzi "inwestycji za rogiem". Wszystko to bardzo ciężko będzie rozliczyć, co dla was jest sytuacją idealną.

Konkrety są. Jeśli mówimy o inwestycjach lokalnych, to mówimy o konkretnych inwestycjach w konkretnych miastach. Mówiliśmy bardzo jasno, że chcemy takich inwestycji w każdym mieście powiatowym i chcemy, żeby ich wartość wynosiła łącznie ok. 20-30 mln zł na każde miasto. Mówimy o tym, że każda polska rodzina otrzyma 10 tys. zł na ekologiczny remont - czy to wymianę pieca, czy okien.

Gdzie są projekty, założenia?

Są i będziemy je pokazywać właśnie po to, żeby każdy wiedział, że to są konkretne rozwiązania. Lokalny burmistrz czy prezydent z dostępnych dwunastu modułów będzie mógł wybrać to, co w jego mieście jest najbardziej potrzebne. To jest propozycja inwestycyjna warta co najmniej 12 mld zł. Drugą propozycją, która jest odpowiedzialną odpowiedzią na "500 plus" z 2015 roku, jest wspomniane 10 tys. zł dla każdej rodziny na ekologiczny remont. Dziś Polacy chcą wymieniać stare piece i okna, chcą, żeby ich budynki były termomodernizowane i potrzebują na to pieniędzy. Taki program został zrealizowany w Warszawie i chcemy go przeprowadzić także w skali całego kraju. To jest ogromy projekt wart ponad 100 mld zł, na który mamy pieniądze z Unii Europejskiej. Trzecia sprawa to kwestia społeczna - darmowe przedszkola i żłobki w całym kraju. To oczko w głowie Rafała Trzaskowskiego. W Warszawie udało mu się to zrealizować i chce, żeby to był standard ogólnopolski.

Szymon Hołownia podczas kampanii prezydenckiejSzymon Hołownia podczas kampanii prezydenckiej Fot. Adrianna Bochenek / Agencja Gazeta

Wyborcy Szymona Hołowni poprą Trzaskowskiego, jeśli to on wejdzie do drugiej tury? Z badań wychodzi wam podobno, że wcale nie jest to takie pewne. Tak przynajmniej mówią politycy Platformy, z którymi rozmawiałem.

Będzie nam na pewno zależeć, żeby wyborcy, którzy dzisiaj chcą głosować na Hołownię byli z nami, jeśli to Rafał Trzaskowski zmierzy się z Andrzejem Dudą w drugiej turze. To samo dotyczy wyborców Lewicy, PSL czy nawet Konfederacji. Różnimy się w wielu sprawach, z niektórymi partiami w większości spraw, ale nikt nie może akceptować kłamstwa, obłudy i elementarnego braku szacunku do innych. I to nas łączy.

Będziecie walczyć z Andrzejem Dudą o wyborców Krzysztofa Bosaka?

Może się pan zdziwi, ale w wielu sprawach wyborcy Konfederacji mają z nami bardzo zbieżne poglądy, zwłaszcza w kwestiach wolnorynkowych. Oczywiście w wielu sprawach, zwłaszcza światopoglądowych, radykalnie się różnimy, ale łączy nas to, że chcemy uczciwego podejścia państwa do obywatela.

Do wyborców Konfederacji znacznie bliżej konserwatywnemu PiS-owi.

PiS nie ma nic wspólnego z konserwatyzmem, zniszczyło i ośmieszyło ideę, jaką jest konserwatyzm. Konserwatyzm to nie jest nieprzestrzeganie konstytucji, ciągłe kłamstwa czy niszczenie najsłabszych.

Jacek Cichocki, szef sztabu Hołowni, powiedział mi, że wedle ich badań aktualnie tylko Hołownia pokonuje Dudę w drugiej turze i jest to różnica 2,5-5 pkt proc. Wy też robicie podobne badania. Wychodzi wam, że Trzaskowski w drugiej turze pokonuje Dudę?

Badania pokazują, że wszyscy kandydaci są w tej chwili w drugiej turze na bardzo zbliżonym poziomie i że największą zdolność do mobilizacji nowych zwolenników ma Rafał Trzaskowski. To nasz klucz do zwycięstwa.

Czyli nie pokazują, ze Trzaskowski pokonuje Dudę.

Na dziś jest remis. Dlatego potrzebna jest absolutna mobilizacja. 28 czerwca czas na wielki ogólnonarodowy zryw. Musimy pamiętać, że te wybory to ostatnia szansa, żeby powstrzymać PiS.

Więcej o: