Debata w TVP. Blisko 90 minut polowania na Trzaskowskiego. W PiS-ie musi być duża panika [ANALIZA]

W debacie prezydenckiej TVP nie chodziło o przeegzaminowanie kandydatów z ich programów i wiedzy o sprawach państwa. Chodziło o wypromowanie Andrzeja Dudy i urządzenie publicznego roastu jego głównego kontrkandydata - Rafała Trzaskowskiego.

Wielce prawdopodobne, że była to najbardziej kuriozalna debata wyborcza w historii III RP. Od pierwszego do ostatniego pytania jej cel był jasny - dopaść Trzaskowskiego i zrobić wszystko, żeby wyszedł ze studia TVP na tarczy. Zresztą już sam zestaw pytań nie pozostawia złudzeń.

W debacie było sześć rund pytań, przy czym ostatnią były swobodne wypowiedzi kandydatów, którzy mogli zaprezentować się widzom i zaapelować o poparcie wyborców 28 czerwca. Jednak z pozostałych pięciu rund aż cztery były wymierzone w Trzaskowskiego i Platformę Obywatelską.

Zobacz wideo Jak TVP pokazuje swoim widzom Rafała Trzaskowskiego. To nie pozostawia złudzeń

Cztery rundy polowania

Pytanie pierwsze dotyczyło przymusowej relokacji uchodźców w ramach Unii Europejskiej. TVP od pięciu lat oskarża rząd PO-PSL o to, że ten chciał sprowadzić do Polski hordy uchodźców, które zdewastowałyby nasz kraj. Wiceszefem MSZ był wówczas właśnie Trzaskowski.

Pytanie drugie: "Czy jest pan za umożliwieniem dzieciom przygotowania do pierwszej komunii świętej na lekcjach religii w szkole?". Pozornie niegroźne, abstrahując od tego, że kompletnie marginalne w kontekście obecnych problemów i wyzwań stojących przed Polską? Teoretycznie tak, ale żeby zrozumieć sens zadania tego pytania, musimy cofnąć się do końcówki maja i konferencji prasowej Trzaskowskiego w Nowym Tomyślu. "Dlaczego pan wraz z żoną wycofał dzieci z przygotowań do pierwszej komunii świętej? Dlaczego córka poszła, a syn nie?" - pytał wówczas kandydata Koalicji Obywatelskiej reporter TVP Info. Później prorządowe media wyciągnęły jeszcze wypowiedź Trzaskowskiego z jednego z wywiadów, w którym mówi, że "wierzy w Boga Spinozy". "Nie" dla komunii świętej dziecka? Bóg Spinozy? Rządowa propaganda szybko zaczęła robić z prezydenta Warszawy bezbożnika, który zagraża polskiej tradycji, rodzinie i religii.

Pytanie trzecie nawet w swojej treści nawiązywało do Trzaskowskiego i jego zastępcy w stołecznym Ratuszu Pawła Rabieja. Prezydentowi Warszawy wypomniano deklarację z przeszłości, że chciałby udzielić w Ratuszu pierwszego homoseksualnego ślubu w Polsce. Rabiejowi z kolei prowadzący debatę Michał Adamczyk przypisał chęć "etapowania", a więc najpierw wprowadzenia związków partnerskich, następnie małżeństw jednopłciowych, a wreszcie adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Kandydaci odpowiadali, czy jako Prezydent RP zgodziliby się na zmianę stosownych ustaw i konstytucji. Przekaz był jednak jasny - Trzaskowski i jego ludzie dybią na polską rodzinę, polskie dzieci i polską tradycję. W duchu przetaczającej się właśnie przez Polskę dyskusji o prawach osób LGBT Trzaskowski pełnił w tej rundzie rolę tarczy do rzutek dla kandydatów konserwatywnych, zwłaszcza zaś urzędującego prezydenta, który dopiero co porównał "ideologię LGBT" do neobolszewizmu.

Pytanie czwarte było, przynajmniej na pierwszy rzut oka, najmniej szkodliwe dla Trzaskowskiego. Dotyczyło ewentualnego przyjęcia euro przez Polskę. Nie od dziś wiadomo, że PiS jest kategorycznie przeciwne wprowadzeniu unijnej waluty nad Wisłą, z czego zresztą uczyniło wyborczy oręż w kampanii europejskiej wiosną 2019 roku. Przedstawiało sprawę jako obronę polskiej suwerenności i interesów ekonomicznych Polaków, a także próbę podporządkowania sobie Polski przez Unię. Znów: łatwe pytanie dla urzędującego prezydenta i stworzenie szansy do ataku na Trzaskowskiego za kluczenie Platformy w temacie euro na przestrzeni lat.

Wyborcze igrzyska śmierci

Rzecz w tym, że cztery z pięciu pytań (piąte dotyczyło przyszłego zakupu szczepionki na koronawirusa i obowiązkowości szczepień przeciwko COVID-19) były poświęcone tematom, które w aktualnej sytuacji polityczno-gospodarczej Polski są tematami całkowicie zastępczymi.

Skoro to bez sensu, więc po co urządzono te siermiężne telewizyjno-polityczne igrzyska śmierci? Cele do osiągnięcia były trzy. Pierwszy - zastawienie pułapki na Trzaskowskiego w nadziei, że wpadnie w sidła, dając pożywkę na kolejne dni do propagandowego ataku i osłabienia go w sondażach. Trzaskowski w zasadzkę co prawda nie wpadł, ale w debacie zaprezentował się przeciętnie - był zmęczony, nie odpowiadał na pytania, przekraczał czas. Powiedzieć jednak, że grał na wrogim terenie, to nic nie powiedzieć. Stawienie czoła machinie TVP i tak należy zapisać mu na plus, bo do stracenia miał wszystko.

Drugi cel to stworzenie prezydentowi Dudzie okoliczności, w których będzie mógł swobodnie i bez ryzyka pochwalić się osiągnięciami i "osiągnięciami" obecnej ekipy rządzącej, a przy okazji zaatakować głównego kontrkandydata, "sklejając" go z Platformą i propagandowym przekazem na jej temat. O ile pierwsza część wyszła Dudzie dobrze, o tyle pogrążyć Trzaskowskiego i PO mu się nie udało. Prawdę mówiąc, nawet niespecjalnie próbował. Starał się zaprezentować koncyliacyjnie i odzyskać utracone wypowiedziami o LGBT głosy umiarkowanych wyborców.

Wreszcie powód trzeci, czyli odbudowanie i wzmocnienie konfrontacji dwóch wielkich bloków - rewitalizacja duopolu PO-PiS-u. Zrobienie gruntu pod prawdopodobne starcie w drugiej turze i przeciąganie na stronę urzędującego prezydenta wyborców PSL i Konfederacji.

Tyle że Konfederacja była tego świadoma. Jej kandydat Krzysztof Bosak w kilkunastosekundowej wypowiedzi rozbroił chytry plan Nowogrodzkiej i TVP, wbijając szpilę nie tylko obu spiskowcom, lecz także prezydentowi Dudzie i radykalnemu skrzydłu "dobrej zmiany". - To pytanie, które ma pogrążyć Rafała Trzaskowskiego - bezceremonialnie stwierdził Bosak. - To zagrywka dla osób mniej inteligentnych - dodał.

Zwłaszcza w tym ostatnim nie sposób się z Bosakiem nie zgodzić. Debata prezydencka w TVP przypominała bowiem wzmożone wydanie "Wiadomości" albo serwis informacyjny TVP Info z ostatnich dwóch tygodni. Boleśnie obnażyła, że polskie telewizje nie potrafią robić nowoczesnych debat wyborczych. Dobrze bawił się w jej trakcie chyba tylko prowadzący, redaktor Adamczyk. A przecież nie o to w tym wszystkim chodzi.