Rada Etyki Mediów alarmuje: Debata w TVP może nie być bezstronna. "Jeden uczestnik może znać pytania"

Istnieje uzasadnione przypuszczenie, że debata w TVP nie będzie bezstronna, jeden uczestnik może znać jej pytania - zaalarmowała Rada Etyki Mediów. Członkowie Rady wskazują, że z jej regulaminu niezwłocznie powinna zostać wykreślona możliwość swobodnego i wielokrotnego przerywania wypowiedzi przez prowadzącego. TVP takiej możliwości wprowadzić nie chce - dowiedział się portal Wirtualne Media.

Debata prezydencka w Telewizji Polskiej ma się odbyć w środę 17 czerwca o godzinie 21 i potrwa 80 minut. Uczestnicy odpowiedzą na pytania z pięciu zakresów: polityka zagraniczna, wewnętrzna, społeczna, gospodarcza oraz "świat wartości". Prowadzącym będzie dziennikarz TVP i prowadzący "Wiadomości" Michał Adamczyk. Udział w debacie zapowiedziało wszystkich 11 kandydatów. 

Zobacz wideo Rafał Trzaskowski odpowiada na pytanie reportera TVP

Debata w TVP. Rada Mediów Narodowych ostrzega

Już wcześniej wokół regulaminu debaty pojawiły się kontrowersje - znajduje się w nim zapis, że prowadzący Michał Adamczyk będzie mógł swobodnie i wielokrotnie przerywać odpowiadającym politykom, jeśli uzna, że odpowiedzi są "nie na temat". Teraz w sprawie debaty TVP stanowisko zajęła Rada Etyki Mediów - jej członkowie odpowiedzieli na list, którego autorem jest jeden z kandydatów, Paweł Tanajno. Domaga się on usunięcia z regulaminu debaty zasady o przerywaniu odpowiadającym.

Rada Etyki Mediów przychyla się do opinii, że zasada dowolnego przerywania wypowiedzi przez prowadzącego powinna zostać wykreślona z regulaminu, a "prowadzący ją dziennikarz ma gwarantować bezstronność debaty zgodnie z rozporządzeniem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji". W stanowisku REM czytamy też, że "istnieje uzasadnione przypuszczenie, iż debata "nie będzie bezstronna". 

Zawartość dzienników TVP i programu TVP Info uzasadnia przypuszczenie, że debata nie będzie bezstronna. TVP wbrew artykułowi 21 ustawy o radiofonii i telewizji wspiera jednego kandydata i walczy z pozostałymi, szczególnie z tymi, którzy mają największe poparcia. Prowadzący "Wiadomości" mający podczas debaty korzystać z możliwości przerywania kandydatom nie są bezstronnymi dziennikarzami
Debata kandydatów do urzędów publicznych jest utrwalonym, demokratycznym przedstawienia się przez nich wyborcom. Zasady takiej debaty muszą zapewniać jej uczestnikom równość udziału i swobodę wypowiedzi. Równy czas wypowiedzi kandydatów w debatach nakazuje rozporządzenie KRRiT w tej sprawie z 2011 roku. Ocena wypowiedzi kandydatów należy do odbiorców debaty, a nie do jej organizatora

- czytamy w oświadczeniu. Rada Etyki Mediów alarmuje również, że jeden z kandydatów (urzędujący prezydent Andrzej Duda) może być w uprzywilejowanej pozycji i znać pytania wcześniej.

"Można zatem się spodziewać, że debata będzie nierówna - jeden uczestnik prawdopodobnie będzie znał jej pytania i odpowiadał na nie swobodnie, podczas gdy pozostali mogą być zaskakiwani pytaniami i zagłuszani przez prowadzącego. Ponadto, tak jak w maju b.r., bezpośrednio po debacie TVP zadba o komentatorów sprzyjających jednemu kandydatowi" - stwierdza Rada Etyki Mediów.

Kandydat Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski dopiero we wtorek potwierdził, że się na niej stawi. "Trudno zakładać, że wybieramy się tam na równe starcie kandydatów w wyborach prezydenckich. Ale to być może niepowtarzalna okazja, by mieć 6 minut możliwości wypowiedzi w TVP na żywo. Obiecuję, że wykorzystam każdą sekundę. Bądźcie ze mną" - napisał.