Kosiniak-Kamysz: Tusk wspierał Kidawę-Błońską i nic to nie dało. Przypadek Trzaskowskiego może być podobny

Jacek Gądek
- Wcześniej Donald Tusk wspierał Małgorzatę Kidawę-Błońską. Nic to wsparcie nie dało. Przypadek Rafała Trzaskowskiego może być podobny - mówi Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes PSL, kandydat na prezydenta.

Zobacz nagranie. Magdalena Sobkowiak o kampanii prezydenckiej:

Zobacz wideo

Jacek Gądek: 2020.

Władysław Kosiniak-Kamysz: - Będzie szczęśliwy, bo będę miał drugą córeczkę. Już więc jestem zwycięzcą.

Gratuluję. A w polityce?

W polityce jest niezwykły, bo już od roku jestem w kampanii. A w codzienności trudny przez koronawirusa.

Gdyby wybory prezydenckie odbyły się w maju, to mógł pan być teraz prezydentem elektem. Żal panu?

Nie żałuję. Postawiłem sprawę jasno, że wybory trzeba przełożyć. Nie kalkulowałem.

Ale trzymał pan kciuki, by jednak PiS zorganizowało bezpieczne wybory w maju. Tak?

Ale mamy taką ferajnę z Nowogrodzkiej, że nie potrafili ani przeprowadzić wyborów, ani nie chcieli wprowadzić stanu klęski żywiołowej, co w sposób konstytucyjny przesunęłoby wybory, a jednocześnie usprawniłoby walkę z koronawirusem. Niektórzy podnosili w maju larum, że nie można nawet dotknąć koperty…

"Koperty śmierci".

…a dziś nie mają problemu, choć liczba zachorować jest teraz rekordowa.

Pan jest lekarzem. Dziś nie chciałby pan wrócić do zawodu?

Prawie codziennie udzielam porad medycznych. Dzwonią do mnie zrozpaczeni ludzie, bo nie mogą się dostać do lekarza.

"Władek dobra rada".

Śmiałem się, że, dyżurując w biurze poselskim, najwięcej udzielałem porad medycznych.

Znak? Medycyna jest pana powołaniem.

To znak, ale zapaści ochrony zdrowia.

Ile procent PKB chce pan przeznaczać na służbę zdrowia?

6,8 proc.

Mało. Lewica mówi 7,2 proc. Szymon Hołownia 7 proc.

Każdy kierunek zakładający radykalny wzrost jest dobry.

PiS daje 6 proc., choć liczone wedle PKB sprzed dwóch lat.

I pokaże mi pan teraz tabelki, jak wzrosły wydatki na zdrowie w ostatnich latach?

Nie. PiS to panu nie raz jeszcze pokaże.

Za naszych rządów wydatki NFZ wzrosły o 67 proc. Teraz też rosną, ale PiS nie oddłuża szpitali, nie znosi biurokracji, nie podnosi wynagrodzeń.

Pan wyobraża sobie swój powrót do lekarza?

Wyobrażam sobie.

Gdyby PSL wypadło z Sejmu?

Dużo czynników musiałoby się na to złożyć. Mam 38 lat. Kawał  życia - mam nadzieję - przede mną. Gdy rozmawiam z koleżankami i kolegami ze studiów medycznych, to opowiadają mi o różnych przypadkach pacjentów - wtedy tęsknię za zawodem lekarza. Ale, będąc w polityce, mogę w krótszym czasie pomóc większej liczbie pacjentów. Jako prezydent powołam konsylium ds. służby zdrowia. Zaproponuję reformę i wezmę za nią odpowiedzialność.

"Związek zmienności genu kodującego…

…cyklohydrolazę GTP l z funkcją śródbłonka naczyniowego u chorych z cukrzycą typu 2".

Cytuje pan tytuł swojej pracy doktorskiej. Pan wolałby zajmować się nauką, a nie wygłaszaniem okrągłych zdań w mediach.

Okrągłych? Mam, jako jedyny z kandydatów, swój całościowy program.

I to jest szpileczka, którą pan wbija Rafałowi Trzaskowskiemu.

Nie ma znaku równości pomiędzy kandydatami opozycji. Chcę pokazać w kampanii co zrobiłem i co proponuję. Pomysłów nie wydrukowała mi żadna sondażownia, tylko przez lata spisywałem je ze współpracownikami. Chcę się też chwalić w kampanii. Mam za sobą dokonania.

Patrzę na media publiczne i wiem jakie: podwyższył pan wiek emerytalny do 67 lat. Jasne, że to propaganda, ale ludzie faktycznie to panu pamiętają.

A roczny urlop macierzyński? Po rządach PiS odziedziczyliśmy tylko 18-tygodniowy, a gdy odchodziłem, to już były 52 tygodnie. 1000 zł miesięcznie "kosiniakowego" na dziecko przez rok. 2,5 tys. żłobków i klubów dziecięcych. Karta Dużej Rodziny. Program opieki nad seniorami. Jednocyfrowe bezrobocie.

Z dzisiejszej perspektywy dochodzi pan do wniosku, że był pan za miękki firmując podwyżkę wieku emerytalnego?

To był początek mojej kariery politycznej na poziomie krajowym. Byłem ministrem. Nie byłem szefem rządu. Nie byłem szefem partii.

To był pana błąd młodości?

Zdiagnozowaliśmy problem: społeczeństwo się starzeje, jest mniej pracowników, więcej emerytów. Jak rozwiązać problem? Wdrożyliśmy to, co robiono w innych krajach. Ale podwyżka wieku nie została społecznie zaakceptowana. Jestem jednak - o to mnie zaczepił ostatnio Donald Tusk - dumny z tych 8 lat.

Tak. Lubicie wbijać sobie z Donaldem szpile.

Odpowiedziałem mu. Jestem dumny z dokonań 8 lat. Z polityki rodzinnej. Z wyrwaniu pieniędzy z Funduszu Pracy dla bezrobotnych, co nie było łatwe przy ministrze Jacku Rostowskim.

Pan ma dziś w programie to, co obiecywał Andrzej Duda: emerytury stażowe. Czyli kobiety mogłyby przechodzić na emeryturę po 25 latach składowych, a mężczyźni po 30. Pan obiecuje obniżkę wieku, a ludzie panu pamiętają, że go pan podwyższał.

W "Wiadomościach" TVP jest to codziennie przypominane.

Ogląda pan?

Ostatnio widziałem, gdy występowałem w "Gościu Wiadomości". Nie jestem stałym widzem TVP, ale włączyłem przed wejściem na antenę, by obejrzeć. Trudno wytrzymać te pół godziny. To nie jest łatwy do oglądania program, bo jest w nim sama propaganda.

"Nie jest łatwy". Okrągle pan mówi.

Propaganda. I dlatego powiedziałem to na antenie: propaganda już była, to teraz porozmawiajmy na poważnie.

Lubi pan tak wbijać szpile. Ale jak człowiek na ulicy ma panu uwierzyć, że pan mu obniży wiek emerytalny, skoro wcześniej go mu pan podniósł?

Emerytura stażowa to nie jest obniżka wieku emerytalnego.

De facto kobieta już w wieku 55 lat mogłaby przejść na emeryturę, a mężczyzna w wieku 60, jeśliby od 20. roku życia płacili składki emerytalne. W pewnym uproszczeniu, to jest obniżka wieku emerytalnego. Ludzie panu wierzą?

Wyciągnąłem wnioski. Tym się różnię od Platformy.

Donald Tusk wspiera Rafała Trzaskowskiego, a nie pana. Żal?

Nie. Wcześniej Tusk wspierał Małgorzatę Kidawę-Błońską. Nic to wsparcie nie dało. Przypadek Rafała Trzaskowskiego może być podobny.

Tusk wzywał do trwałego sojuszu PO i PSL. Nie kwapi się pan?

Idziemy swoją drogą. Wielu chciałoby widzieć Polskę tylko białą, a inni tylko czerwoną. A ja wolę biało-czerwoną. Tworzymy w Koalicji Polskiej umiarkowane centrum, a PO jest partią liberalno-lewicową.

Patrząc na wyniki wyborów od roku 2005, to wszystkie wybory wygrywała albo Platforma, albo PiS. Może Polacy chcą tej wojny polsko-polskiej?

Jest tak, bo inne formacje nie mają szansy, aby przedstawić inną wizję.

Pan jest ofiarą tej wojny?

W tę wojnę PO i PiS wciągają mnie, nas i wszystkich obywateli. Ale to jest ich wojna.

Jana Śpiewaka by pan ułaskawił?

Tak. Podniósł temat dzikiej reprywatyzacji, który do dziś nie jest zresztą rozstrzygnięty.

2,5 proc. PKB na armię?

Utrzymać. Do 2030 r. powinniśmy dojść do takiego poziomu.

Ustawa o związkach partnerskich?

Politycy tego nie rozstrzygnęli, więc trzeba to zrobić w referendum. Dlatego proponuję dzień referendalny, w którym podobne kwestie można rozsądzić.

Jak zagłosowałby pan w takim referendum?

Gdyby zadać pytania: "czy jesteś za związkami partnerskimi?", "czy jesteś za małżeństwami homoseksualnymi?" i "czy jesteś za prawem do adopcji dzieci przez takie małżeństwa", to Polacy odpowiedzieliby: tak, nie, nie.

Widzę, że czyta pan sondaże w mediach, ale jak pan by zagłosował?

Jeśli chodzi o dziedziczenie czy dostęp do informacji medycznych, to jestem na tak. Co do tego jest już dość szeroka wspólnota prawie wszystkich kandydatów. A w pozostałych kwestiach jestem na "nie".

Zakup F-35?

Negocjowałbym z Amerykanami przesunięcie terminu zakupy tych samolotów o kilka lat. Pewnie bym nie zrywał kontraktu na F-35, ale chciałbym przesunąć ich zakup na czas, gdy wyjdziemy z kryzysu już na prostą.

Sprywatyzować TVP?

Nie. Wprowadzić "Pakt na rzecz mediów publicznych". Oddać ją twórcom, medioznawcom, ekspertom. Uczynić z TVP medium rzetelnych informacji, dobrej kultury i rozrywki.

Dekadę temu z ramienia PSL w zarządzie TVP zasiadał Marian Zalewski. Znacie się osobiście?

Tak.

Wtedy dziennikarze TVP Info, które dziś jest tubą PiS, narzekali na to, że muszą promować PSL. Zalewski był zaufanym człowiekiem Waldemara Pawlaka. Standardy TVP były lepsze niż teraz, ale nie było idealnie.

Jak wprowadzaliśmy roczne urlopy macierzyńskie, to nie mogłem o nich powiedzieć w TVP. Jak był protest, to pierwsza przyjeżdżała kamera TVP Info. Jako minister miałem większą możliwość wypowiadania się w mediach komercyjnych, niż w publicznych. Nie mam żadnego poczucia, że ktokolwiek mnie promował w mediach publicznych. Wręcz przeciwnie.

Nigdy jednak media publiczne nie były apolityczne i to trzeba w końcu zmienić. Ale nigdy też nie były tak skrajnie upartyjnione jak teraz.

Nigdy po 1989 r. TVP nie była tak partyjna, ale przed dekadą też nie było dobrze. Zacytuję panu publikowane wówczas w mediach wypowiedzi pracowników TVP. "Naciski polityczne PSL są takie jak i partia - siermiężne. SLD i PiS promowały swoją ideologię przez dobór gości. A PSL każe wysłać kamerę na dożynki, otwarcie remizy, ludowe zabawy. Polityka w ich wykonaniu jest ludowa. Obsadzają dyrektorskie i kierownicze stanowiska swoimi".

Jak byłem ministrem, to mnie nie promowano. Nie mam sobie nic do zarzucenia.

Czy ten typ kadry zarządzającej jak Marian Zalewski powinien rządzić w mediach publicznych? Patrzę w biogram: pracę doktorską o współpracy młodzieży polskiej i radzieckiej obronił na radzieckiej uczelni, a był też wiceministrem rolnictwa.

Ale proszę prześledzić życiorysy prezesów TVP.

Ministrowie, politycy albo doradcy polityków. Zły standard.

Właśnie, też związani byli wcześniej z polityką. Dziś TVP jest już jednak skrajnie upartyjniona. Czas oddać media publiczne twórcom i ekspertom.

Abonament RTV zlikwidować?

Tak. A jeśli miałyby to być media prawdziwie publiczne, to wprowadzić finansowanie z budżetu: proponuję 700 mln zł rocznie. Część  środków mogłaby trafiać do mediów prywatnych pod warunkiem, że realizują programy misyjne, popularyzujące historię czy tradycję. Dziś tymczasem państwo PiS karze głównie seniorów za to, że nie płacą abonamentu na propagandową telewizję - to barbarzyństwo.

Zaprosiłby pan Władimira Putina do Polski?

Po kłamliwych słowach Putina o roli Polski w II wojnie światowej zaproszenie go do Polski jest niemożliwe. Ale trzeba odmrozić kontakty transgraniczne i odblokować handel z Obwodem Kaliningradzkim. Nie mamy dziś nawet - jako państwo polskie - żadnych kontaktów z rosyjską opozycją, a PiS nie jest tym nawet zainteresowane.

Domagać się do Putina zwrotu wraku Tu-154M?

Nie można machnąć ręką na zwrot wraku. PiS tak naprawdę nic nie zrobiło, by go odzyskać. Powinien być w polskich rękach.

Jak zmienić 500+?

Trzeba utrzymać całą politykę rodzinną, bo ona składa się nie tylko z 500+. To też m.in. roczny urlop macierzyński, żłobki za złotówkę, polityka senioralna. A samo 500+ trzeba waloryzować, bo przy inflacji i podwyżkach cen energii, żywności, wywozu śmieci, to tych 500 zł jest już wartych mniej niż na początku.

Fundusz Kościelny do likwidacji?

Polskie rozwiązania ws. finansowania i obecności religii w szkole są podobne w większości państw UE.

To prawda. Ale czy chciałby pan zlikwidować Fundusz tak jak to chciał zrobić - ale się wycofał - rząd PO-PSL, zastępując go dobrowolnym odpisem 0,5 proc. podatku na rzecz Kościołów?

Wiem, że takiego odpisu bardzo bali się przedstawiciele innych wyznań, protestanci czy prawosławni, bo trudno byłoby im płacić składki na ubezpieczenie społeczne. Część ma takie ubezpieczenie z tytułu bycia katechetą, a pozostali mają je opłacane z Funduszu Kościelnego.

Ale Fundusz do likwidacji, czy ma pozostać?

Dużo ważniejsze jest…

…"wyprowadzenie polityki z Kościoła". Cały czas to pan powtarza, ale pytanie brzmi, czy chce pan zmiany finansowania Kościoła?

Nie mam w programie likwidacji Funduszu Kościelnego.

A w poglądach?

Mogę o tym rozmawiać, ale powinniśmy taką rozmowę zacząć od zastanowienia się, czy te mniej liczne wyznania dadzą sobie wtedy radę. W Polsce przecież dużą wartością jest - zwłaszcza na Podlasiu czy Śląsku Cieszyńskim - różnorodność, są więc też duchowni innych Kościołów niż katolicki. Chciałbym, aby i oni mieli poczucie, że państwo o nich dba.

Po filmie braci Tomasza i Marka Sekielskich jest pytanie: czy biskupi, kryjący pedofilów, powinni zostać odwołani? Pan, jako katolik, jest za?

To boli. Zamykanie oczu na problem pedofilii szkodzi wszystkim - Kościołowi też. Tu potrzebne są radykalne decyzje, a więc i odwoływanie biskupów.

Pana sztandarowa obietnica?

Wiele osób oczekuje na emeryturę bez podatku. To mój projekt - walczę o niego od trzech lat. Zebrałem pod nim ponad 100 tys. podpisów.

Wchodzę w skórę PiS: może i pan zebrał 100 tys., ale wcześniej zmielił pan 2 miliony podpisów za referendum ws. podwyżki wieku emerytalnego.

Nie byłem wtedy posłem i nie głosowałem. Ale nie będę uciekał od odpowiedzialności, bo moja formacja polityczna wówczas współrządziła. PiS z kolei zmieniło milion podpisów ws. reformy oświaty. Wyciągam z tego wszystkiego wnioski: nie mielmy podpisów, ale zróbmy obligatoryjny dzień referendalny.

Karta Nauczyciela do likwidacji?

Nie. Ale do zmiany w porozumieniu między samorządami a związkami zawodowymi nauczycieli.

O to zawsze jest spór: ile przy tablicy pracuje w Polsce nauczyciel. Wedle danych OECD w Polsce nauczyciele przy tablicy pracują najkrócej. Coś pan z tym chce zrobić?

Badania są różne.

To, że jest problem z wysokością płac nauczycieli, nie budzi wątpliwości. Ale czy w Polsce nauczyciel powinien dłużej prowadzić lekcje?

Jest problem z jakością pracy nauczycieli. I z szacunkiem do nauczycieli. Jest problem z rozplanowaniem czasu pracy, bo - dam przykład - nauczyciel w małej szkole musi jechać do kolejnej i traci na to czas.

Ale wydłużyć czas pracy przy tablicy czy nie?

Nie. Zwiększyć trzeba jednak wydajność pracy. Dziś już rzadko kiedy pisze się kredą po tablicy, częściej są to tablice interaktywne.

Rząd PO-PSL zapowiadał lata temu "laptopa dla każdego ucznia". Nie wyszło.

Mogę brać odpowiedzialność za rząd, ale proszę pamiętać, ilu mieliśmy posłów i ilu ministrów. Dziś się twierdzi, że PSL nieomal było hegemonem w koalicji z Platformą.

Największa odpowiedzialność ciąży na premierze. Pan chciałby nim być?

Dzisiaj startuję w wyborach prezydenckich…

…i musi pan dziś mówić, że chce pan wygrać wybory prezydenckie.

O to walczę.

Ale nie jest pan faworytem.

Nigdy nim nie byłem.

Teraz po raz pierwszy - bo ma już pan skończone 35 lat - może pan startować na prezydenta. Czekał pan z utęsknieniem?

20 lat temu roznosiłem ulotki Jarosława Kalinowskiego i nie przypuszczałem, że sam będę kiedyś kandydował.

Żona chciałaby się przeprowadzić do Pałacu Prezydenckiego?

Najbardziej by chciała, abyśmy mieszkali na wsi, w Podolanach, bo tam się czuje najlepiej. Bardzo mnie wspiera. Ma swój program Pierwszej Damy. Rozpoczęła dyskusję o roli żony prezydenta. Wywołała Andrzeja Dudę do dyskusji o tym, co z leczeniem dzieciaków chorych na choroby rzadkie. Pokazała pomysł na Polską Fundację Zdrowia, na który Duda odpowiedział niezrealizowaną zapowiedzią Funduszu Medycznego.

Ile pieniędzy przewidujecie w Fundacji?

To mają być pieniądze, które dziś są marnotrawione przez Polską Fundację Narodową. 200 mln zł rocznie.

Duda mówi: A ja chcę 3 miliardów zł.

Nie będziemy się z nim licytowali na kwoty. Można sprowadzać wszystko do obiecanek, ale faktem jest, że moja żona jako pierwsza powiedziała o pomyśle wsparcia dla dzieci chorych na choroby rzadkie. Duda dopiero wtedy - po 5 latach - zauważył, że problem istnieje.

Mówię razem z żoną: 200 mln zł ma być ze spółek Skarbu Państwa, a ile dołoży do tego budżet państwa? Oby jak najwięcej. Jak doprowadzimy do tego, że 6,8 proc. PKB trafi na służbę zdrowia, to starczy i na leczenie chorób rzadkich.

Dziś pan konkuruje z Andrzejem Dudą czy z Rafałem Trzaskowskim?

Rywalizuję ze wszystkimi. Rafał Trzaskowski nie jest moim wrogiem. Andrzej Duda jest w tych wyborach faworytem, więc jest pod względem wagi najcięższym przeciwnikiem.

Z pan wypowiedzi wynika, że Trzaskowski to gwarant kontynuowania wojny polsko-polskiej.

Tak. 15 ostatnich lat pokazuje, że PO i jej kandydat oznaczają wojnę polsko-polską. Nie odbieram dobrych intencji samemu Rafałowi, ale Platforma, która za nim stoi i której jest wiceszefem, żyje z wojny z PiS-em. Tak samo jak PiS żyje z wojny z Platformą.

Pan stawia tezę, że Trzaskowski to marionetka partii?

Uważam, że PiS i PO są w tak silnym uścisku nienawiści, że już się z niego nie wyzwolą.

Osobiście się dobrze znacie?

Tak. Byliśmy ministrami w jednym rządzie.

Rafał. Władek. Jesteście po imieniu…

…oczywiście.

A dziś pan mówi, że pana kolega Rafał to wojna.

Nie twierdzę, że on sam ma złe intencje. Ale częściej w działaniach PO widzę dorzynanie watahy, a nie braterstwo.

Pan należy do pokolenia JPII?

To pytanie, czy coś z niego jeszcze pozostało po 15 latach od śmierci Ojca Świętego. Ale tak - wychowałem się na jego nauczaniu.

Po pana minie nie dostrzegam entuzjazmu wobec samego terminu.

Jestem katolikiem. Religia jest dla mnie niezwykle ważna. Dzięki religii przetrwałem wiele trudnych chwil w swoim życiu. Mogę mówić o swojej wierze. Mieliśmy właśnie rocznicę kanonizacji Królowej Jadwigi, którą Jan Paweł II wynosił na ołtarz w czasie mszy na krakowskich Błoniach w 1997 r. Jako licealista byłem wtedy na tej mszy. Było wspaniale. Uczestniczyłem też w kolejnych pielgrzymach Ojca Świętego do Polski.

Jestem częścią pokolenia JPII i jestem zmartwiony tym, że wybudowaliśmy tyle pomników z brązu i marmuru, a zapomnieliśmy o słowach Jana Pawła II. A jak już słyszę Andrzeja Dudę, który mówi, że papież pewnie by powiedział nie tylko "nie lękajcie się", ale także "damy radę", to mnie to boli. Poprawianie papieża nie przystoi i jest nieprzyzwoite.

Pana największy autorytet w życiu?

Życiowo? Mój dziadek, choć nie skończył wielu klas. Był prostym chłopem. Po nim mam imię. Był żołnierzem 13. Pułku Ułanów Wileńskich, Batalionów Chłopskich. Wspaniale wychował dzieci, utrzymywał rodzinę w trudnych czasach, mając małe gospodarstwo w Małopolsce. Zmarł w 2003 r., więc dobrze go pamiętam. Uczył mnie prostych rzeczy: szacunku, radości z tego co się ma, dobroci. Prostolinijny, kochający.

A w polityce?

Wincenty Witos. A bardziej współcześnie Władysław Bartoszewski.

"Dyplomatołki". W PiS pamiętają mu to doskonale.

Widać trafił w punkt.

Więcej o: