Sasin o nieudanych wyborach 10 maja: Nie podam się do dymisji. Obniżka pensji? "Jesteśmy skromną władzą"

Na początku kwietnia Jacek Sasin zadeklarował, że może podać się do dymisji, jeśli rządowi nie uda się przeprowadzić wyborów 10 maja. Choć do wyborów rzeczywiście nie doszło, wicepremier i minister aktywów państwowych nie widzi już powodu, by ustąpić ze stanowiska. Na antenie Radia Zet Sasin zaproponował też, by rachunek za wydrukowanie bezużytecznych kart do głosowania "wysłać [Borysowi - red.] Budce i wszystkim, którzy uniemożliwili przeprowadzenie wyborów".

W środę poznamy datę wyborów prezydenckich. Wiele wskazuje na to, że będzie to 28 czerwca. Początkowo głosować mieliśmy 10 maja, wyłącznie w formie korespondencyjnej. W wyniku umowy zawartej między Jarosławem Kaczyńskim i Jarosławem Gowinem, do aktu głosowania nie doszło, choć wybory nie zostały formalnie odwołane. 

Zobacz wideo Kto powinien ponieść odpowiedzialność za koszty majowych wyborów?

Za to, by pakiety wyborcze dotarły przed 10 maja do wyborców, odpowiadał wicepremier Jacek Sasin, który jako minister aktywów państwowych nadzoruje Pocztę Polską. Po odwołaniu wyborów polityk PiS twierdził, że wie, ile kosztowało wydrukowanie kart, jednak nie może tego zdradzić. Później utrzymywał jednak, że nie uczestniczył w tym procesie, a decyzję o druku podjął premier Mateusz Morawiecki

Co więcej, Sasin kilkukrotnie zapewniał, że wybory 10 maja dojdą do skutku. Na początku kwietnia wicepremier został zapytany w TVN24, czy jeśli jednak do nich nie dojdzie, to poda się do dymisji. - Mogę się podać. Jeśli to dzisiaj pani, czy komuś jest potrzebne, to mogę to zadeklarować, ale do takiej sytuacji [nieprzeprowadzenia wyborów - red.] po prostu nie dojdzie - stwierdził wówczas. 

Sasin o wyborach 10 maja: Proponuję, by apel o przeproszenie Polaków wysłać do opozycji

Przed kilkoma dniami posłowie Zjednoczonej Prawicy odrzucili wniosek o wyrażenie wotum nieufności wobec ministra aktywów państwowych. O dymisji - mimo wspomnianej deklaracji z początku kwietnia - nie myśli też sam Sasin, o czym poinformował w poniedziałek w Radiu Zet. 

- Nie widzę powodu, dlaczego miałbym podawać się do dymisji. Gdyby okazało się, że do wyborów nie doszło z mojej winy, to byłoby to oczywiste. Ale wszyscy chyba słyszeli triumfalne wypowiedzi liderów opozycji i Borysa Budki, który chwalił się tym, że nie doszło do wyborów 10 maja - stwierdził w poniedziałek Sasin. Zapytany o koszt wydruku kart wyborczych (wg ustaleń TVN24 miał on wynieść 70 mln złotych) wicepremier zaproponował, by "ten rachunek wysłać [Borysowi - red.] Budce i wszystkim, którzy uniemożliwili przeprowadzenie wyborów".

Wicepremier zakomunikował też, że nie zamierza przepraszać za to, że publiczne pieniądze zostały zmarnowane na druk bezużytecznych kart. - Proponuję, żeby taki apel o przeproszenie Polaków skierowała pani do liderów opozycji, bo to oni nie pozwolili Polakom wybierać prezydenta. Liderzy opozycji uważają chyba, że Polacy nie dorośli dziś do tego, aby wybierać swojego prezydenta, bo nie wybierają kandydata PO. I za to niech przeproszą Polaków - mówił Sasin w Radiu ZET.

Sasin o obniżce pensji ministrów: Jesteśmy skromną władzą

Jeden ze słuchaczy próbował dowiedzieć się od wicepremiera, czy rząd zamierza w najbliższym czasie obniżyć wynagrodzenia ministrów. Przypomnijmy, że w czasie pandemii koronawirusa na taki krok zdecydował się rząd Nowej Zelandii. 

- Nie mam wrażenia, żeby pensje ministrów czy premiera były w Polsce jakoś szczególnie wysokie w stosunku do średniej krajowej i w stosunku do innych krajów. Nie znam takiego kraju, w którym pensje ministrów byłyby niższe niż średnia krajowa - przekonywał Sasin. - Jesteśmy tą władzą, która jest skromna. To z naszej inicjatywy zostały obniżone pensje parlamentarzystów, samorządowców czy prezesów spółek Skarbu Państwa - wyliczał minister aktywów państwowych.

Więcej o: