"Efekt Rafała" może nie wystarczyć. Trzaskowski musi dorzucić coś więcej, żeby pokonać Dudę w drugiej turze [WYKRES DNIA]

Rafał Trzaskowski w dwa tygodnie odrobił straty z kampanii Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i zrównał się poparciem z Koalicją Obywatelską. To dobry początek, ale kluczowe pytanie brzmi: czy będzie potrafił pozyskać nowych wyborców. Zwłaszcza, że w drugiej turze wciąż, choć minimalnie, przegrywa z Andrzejem Dudą.

O "efekcie Rafała" mówi już cała Platforma. Nie chodzi tylko o to, że prezydent Warszawy w raptem dwa tygodnie odrobił kolosalne straty, które Koalicja Obywatelska miała do Andrzeja Dudy po kampanii marszałek Kidawy-Błońskiej. Czołowi politycy Platformy podkreślają, że w partii jest teraz zupełnie nowa energia i, po raz pierwszy od wielu miesięcy, silna wiara w to, że można pokonać PiS w jakichś wyborach.

Trzaskowski przejął inicjatywę w kampanii, to on narzuca nowe tematy i wywołuje emocje w stawce walczącej o Pałac Prezydencki.

Wreszcie narzucamy narrację, wreszcie to my jesteśmy w ofensywie i to PiS musi się do nas odnosić. Teraz to my uciekamy, a PiS goni. Tego strasznie brakowało w kampanii Kidawy-Błońskiej

- mówił mi przed weekendem jeden z polityków PO, pytany o wystąpienie Trzaskowskiego na Placu Wolności w Poznaniu. Wejście do gry Trzaskowskiego zmobilizowało zarówno działaczy, jak i polityków czy wyborców Koalicji Obywatelskiej.

Chociaż w szeregach KO zachwytom nad Trzaskowskim nie ma końca, ten medal ma też drugą stronę, która dla największej formacji opozycyjnej nie jest już tak łaskawa. Jeśli spojrzeć na sprawę chłodno, to prezydent stolicy na razie zrobił to, co do niego należało - wyprowadził kampanię prezydencką Koalicji Obywatelskiej na prostą. Ale do końcowego sukcesu droga wciąż daleka, bo jak dotąd Trzaskowski w żadnym sondażu nie pokonuje urzędującego prezydenta w drugiej turze*.

Plan minimum wykonany

Na razie w Platformie wyczuwalny jest optymizm, poczucie sukcesu i wiara w zwycięstwo. Nastrajają do tego badania opinii publicznej z ostatnich dwóch tygodni. Zwłaszcza zaś te najnowsze. Trzy ostatnie sondaże prezydenckie - IBRiS dla "Rzeczpospolitej" (publikacja 26 maja), Pollster dla "Super Expressu" (27 maja) i Social Changes dla wPolityce.pl (28 maja) - dają Trzaskowskiemu odpowiednio: 26,7, 26,6 oraz 27 proc. poparcia. W każdym z tych przypadków to pewne drugie miejsce w stawce z wyraźną (od 10,19 do 15,7 pkt proc.) przewagą nad trzecim Szymonem Hołownią.

Trzaskowskiego i jego otoczenie mogą cieszyć dwie rzeczy. Po pierwsze, udało im się umocnić na drugim miejscu w stawce, które jest dogodnym punktem wyjścia do ataku na pozycję numer jeden, od niepamiętnych czasów zajmowaną przez prezydenta Dudę. Po drugie - na tym etapie kampanii jest to chyba nawet ważniejsze - Trzaskowski zdołał zdystansować Hołownię oraz Władysława Kosiniaka-Kamysza i odzyskać wielu utraconych przed Kidawę-Błonską wyborców.

W Platformie cel jest jasny - Hołowni trzeba odebrać jak największą liczbę wyborców w jak najkrótszym czasie. Dlaczego?

Z Hołownią mamy ten problem, że w drugiej turze jego wyborcy wcale nie muszą poprzeć Rafała. To może być sytuacja, że to, co zabierze nam w pierwszej turze będzie po prostu stracone i wcale nie odzyskamy tego przy okazji starcia z Dudą

- mówił nam przed kilkoma dniami znający kulisy kampanii Trzaskowskiego polityk PO.

Pięć lat temu Kukiz w pierwszej turze zabrał i Dudzie, i Komorowskiemu, ale w drugiej oddał większość Dudzie. Nam z badań wychodzi, że Hołownia zbiera poparcie tylko po stronie opozycji i te głosy w przypadku drugiej tury wcale nie przechodzą na Rafała. Dlatego musimy odzyskać jak najwięcej głosów Hołowni już w pierwszej turze

- podkreślił nasz rozmówca.

Jest jeszcze kwestia sondażowej relacji Trzaskowskiego z Koalicją Obywatelską. W minionych dwóch tygodniach pojawiło się mnóstwo głosów o sukcesie działań Trzaskowskiego, ale na razie kandydat KO po prostu zrównał się poparciem ze swoim obozem politycznym. W najnowszych badaniach nieznacznie go nawet przegonił. Ostatnie trzy sondaże - Kantar Public (publikacja 22 maja), Estymator dla DoRzeczy.pl (24 maja) oraz Pollster dla "Super Expressu" (26 maja) - dają Koalicji Obywatelskiej odpowiednio: 23, 26,1 oraz 24,54 proc.

Poważne problemy w dogrywce

O tym, że korki od szampanów nie powinny jeszcze strzelać ani w siedzibie Platformy, ani w domach zwolenników Trzaskowskiego świadczą badania pokazujące układ sił w ewentualnej drugiej turze wyborów prezydenckich. Jak dotąd, a w chwili pisania tego artykułu było siedem takich sondaży**, prezydent Warszawy ani razu nie pokonał urzędującej głowy państwa. Oznacza to, że prezydent Duda wciąż ma pewien margines błędu. Ten margines szybko się kurczy, ale nadal istnieje.

We wspomnianych siedmiu badaniach Trzaskowski wypadał w bezpośrednim starciu z Dudą bardzo różnie. Były dotkliwe porażki - 40,5 do 49,3 proc. w badaniu United Survey dla "Dziennika Gazety Prawnej" i RMF FM (publikacja 18 maja), 41 do 48 proc. w sondażu Kantara (21 maja) czy 45,8 do 54,2 proc. w badaniu Estymatora dla DoRzeczy.pl (23 maja). Były też porażki minimalne jak ta z sondażu Social Changes dla wPolityce.pl z 29 maja - Trzaskowski ulega w nim Dudzie 45 do 46 proc. Pozostałe trzy badania to przegrane kandydata Koalicji Obywatelskiej o 2,64, 4,9 oraz 6 pkt proc.

Piłka w grze

Jakie wnioski płyną zarówno z sondaży pokazujących układ sił przed pierwszą, jak i przed drugą turą?

Po pierwsze, Trzaskowski błyskawicznie odrobił straty poczynione przez Kidawę-Błońską i obecnie jest na poziomie poparcia swojego obozu politycznego, a nawet nieznacznie go pod tym względem wyprzedza.

Po drugie, prezydent Warszawy skutecznie zdystansował dwóch głównych rywali w walce o głosy tzw. umiarkowanego centrum - Hołownię i Kosiniaka-Kamysza. Utrzymani takiego stanu rzeczy do momentu ogłoszenia wyników pierwszej tury wyborów to dziś jeden z fundamentalnych celów Koalicji Obywatelskiej.

Wreszcie po trzecie, wyniki badań pokazujących układ sił w drugiej turze powinny dać Trzaskowskiemu i jego ludziom do myślenia. Momentu przełomowego, a więc choćby minimalnych zwycięstw prezydenta stolicy nad Dudą w drugiej turze, na razie nie było. Nie wiadomo, czy w ogóle będzie. O ile łatwo zauważyć, że Trzaskowski cieszy się największym poparciem spośród kandydatów opozycyjnych, o tyle w plebiscycie, w którym rywalem jest wyłącznie prezydent Duda, wypada (przynajmniej jak dotąd) znacznie słabiej.

Oznacza to, że przekonanie do siebie wyborców umiarkowanie prawicowych czy po prostu sympatyzujących z urzędującą głową państwa będzie dla sztabowców Koalicji Obywatelskiej najważniejszym zadaniem w najbliższych tygodniach. Żeby pokonać Dudę, Trzaskowski musi wyjść poza domyślny elektorat swojej własnej partii.

Ruchy w tym kierunku widzieliśmy już podczas jego przemówienia na poznańskim Placu Wolności, gdzie chwalił Lecha Kaczyńskiego (figurę absolutnie fundamentalną dla wyborców PiS-u), doceniał program "500 plus" i zapewniał o jego doniosłej roli społecznej (to dla wyborców prawicy również rzecz priorytetowa), a także obiecywał politykę bez kłótni i to, że "nie będzie prezydentem totalnej opozycji" (to z kolei uderza w strategię PiS-u, który przekonuje Polaków, że prezydent Trzaskowski to ciągły konflikt na linii prezydent - rząd, co z kolei doprowadzi do paraliżu państwa w czasie trwającego kryzysu gospodarczego).

Rzecz w tym, czy po pięciu latach w opozycji i na niecałe cztery tygodnie przed wyborami, Trzaskowski zdoła przekonać Polaków, że jest w tym wszystkim wiarygodny. A tutaj na razie widnieje potężny znak zapytania.

*****

* W artykule nie uwzględniamy badania przeprowadzonego przez PBS na zlecenie Centrum Studiów nad Demokracją Uniwersytetu SWPS pod kierunkiem prof. Radosława Markowskiego. Powodem są kwestie metodologiczne - liczebność (n=713) oraz reprezentatywność (wyłącznie internauci powyżej 18. roku życia) próby badawczej.

** W chwili pisania tego artykułu nie były znane wyniki badania IBRiS dla Wirtualnej Polski, które przeprowadzono 29 maja i którego wyniki opublikowano 1 czerwca 2020 roku.

Więcej o: