Grodzki zmienił zdanie, Witek grzmi, wróciły problemy z wyborami. "Niemądre, skrócą Trzaskowskiemu kalendarz"

Chaos powrócił do sprawy ustawy o wyborach prezydenckich. Trudno ocenić, kto na tym straci, ale dziennikarze i politycy PiS wskazują, że działania Senatu skrócą terminy na zbieranie podpisów Rafałowi Trzaskowskiemu. Z kolei opozycja twierdzi, że przyjętym przez Sejm przepisom należy poważnie się przyjrzeć.

We wtorek - choć nic tego nie zapowiadało - znowu zagmatwała się sprawa wyborów prezydenckich, zresztą nie pierwszy raz. Ustawa, która wprowadzi wybory hybrydowe (korespondencyjne i klasyczne, w komisjach), jest aktualnie w Senacie. Wcześniej przyjął ją w ekspresowym tempie Sejm.

Jak wynikało z początkowych deklaracji marszałka Senatu i przedstawicieli opozycji, która ma większość w izbie wyższej, ustawa miała być procedowana szybciej niż poprzednia, także traktująca o wyborach prezydenckich (ostatecznie nic z niej nie wyszło).

Grodzki zmienia zdanie, Witek mówi, że została oszukana

Tomasz Grodzki, marszałek Senatu, ogłosił jednak, że zajmie się ustawą dopiero w przyszłym tygodniu, a trafi ona pod obrady 1 czerwca. Grodzki nie ukrywał też, że zaczął mieć coraz więcej wątpliwości, czy ta ustawa jest zgodna z Konstytucją. Jest też nowa narracja, że w zasadzie, by Konstytucji nie łamać, trzeba poczekać do 6 sierpnia, gdy kończy się prezydenta Andrzeja Dudy i wtedy dopiero można rozpisać nowe wybory.

Czytaj więcej: Ustawa ws. wyborów prezydenckich w Senacie. "Z godziny na godzinę więcej wątpliwości konstytucyjnych"

W efekcie sprawę zaczęli komentować przedstawiciele władzy, w tym marszałkini Sejmu Elżbieta Witek. W swoim wtorkowym wystąpieniu dla mediów zarzuciła Senatowi obstrukcję, mówiła też:

Po raz kolejny zostałam oszukana. Myślałam, że rozmawiam z marszałkiem Senatu na poważnie, bo sprawa jest naprawdę poważna i nie można zmieniać terminów wyborów prezydenckich tylko dlatego, że opozycji się wciąż coś nie podoba.

Zmiana terminu wyborów, których nie ma

Nie wiadomo jednak w tej chwili, w co grają zarówno jedna, jak i druga strona. Marszałkini Witek mówiła o "zmienianiu terminów wyborów prezydenckich", ale takiego terminu po prostu nie ma. Uchwała Państwowej Komisji Wyborczej z 10 maja o tym, że w wyborach rozpisanych na ten dzień był "brak głosowania na kandydatów", nie została nawet opublikowana w Dzienniku Ustaw.

Zgodnie z tą uchwałą Witek ma 14 dni na wyznaczenie terminu wyborów, ale po prostu: nie opublikowano jej w Dzienniku Ustaw. Marszałkini zapewniła jedynie, że jak ustawa zostanie opublikowana, to nie będzie czekać z ogłoszeniem wyborów, a zrobi to "jak najszybciej".

Jedyny termin, który przewija się obecnie, to wybory prezydenckie 28 czerwca (choć Witek zapewniała, że rozpatruje kilka terminów). Jednak jest to tylko zapowiedź, ponieważ: ustawa o wyborach nie weszła w życie, a więc marszałkini Sejmu nie ma uprawnień do rozpisania nowych wyborów.

Wybory 28 czerwca niemożliwe do przeprowadzenia? Opozycja zmienia zdanie

W wydaniu opozycji zaczęło się zresztą przeciąganie liny, po dwóch tygodniach względnej zgody (przyjmowanie ustawy o wyborach prezydenckich w Sejmie obyło się bez większych sporów), przedstawiciele np. KO zaczęli podważać sensowność czerwcowego terminu. Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak tweetował:

Wybory 28 czerwca są niemożliwe do przeprowadzenia. To czas matur i egzaminów ósmoklasistów w szkołach, w których zlokalizowanych jest przecież większość komisji obwodowych. Jako samorządowcy nie weźmiemy odpowiedzialności za organizację wyborów w tym terminie.

Co z podpisami Trzaskowskiego?

Do tej układanki dochodzi jeszcze wątek kalendarza wyborczego, jeśli ustawa zostanie przyjęta. Dotychczasowi kandydaci w wyborach prezydenckich mają mieć "prawa nabyte", czyli nie będą musieli ponownie zbierać podpisów pod swoimi kandydaturami. Problem pojawia się przy Rafale Trzaskowskim, który dopiero musi zebrać 100 tys. podpisów.

Tymczasem według ustawy, na co uwagę zwracała już kilka dni temu "Gazeta Wyborcza":

Z kolei kalendarz wyborczy, czyli datę wyborów i to, ile dni otrzyma Trzaskowski na zbiórkę podpisów, ustali samodzielnie marszałek Sejmu. Mogą to być teoretycznie dwa lub trzy dni, ponieważ ustawa dała marszałek Witek możliwość skrócenia wszystkich kodeksowych terminów wyborczych.

Wojciech Szacki, dziennikarz "Polityki" podsumował to tak: "Działania opozycji w Senacie są niemądre. Skrócą kalendarz Trzaskowskiemu, zmobilizują wyborców PAD i nie skończą się przełożeniem wyborów".

Zresztą w podobnym tonie zaczęli się wypowiadać też politycy PiS, podnosząc, że na takich zagrywkach stracić może też Trzaskowski. Tak w Polskim Radio 24 opisywał to Waldemar Buda z PiS: - Ustawa będzie pewnie przetrzymywania ponad 20 dni. Termin 28 czerwca może być zagrożony. Poradzimy sobie z tym, ale kalendarz wyborczy będzie skrócony, także ze stratą dla Rafała Trzaskowskiego

Więcej o: