Nowy termin wyborów oznacza druk milionów nowych kart do głosowania. PiS już wie, kto powinien zapłacić

Rezygnacja Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z kandydowania w wyborach prezydenckich będzie oznaczała, że ponad 30 mln kart wyborczych powinno zostać wydrukowane jeszcze raz. PKW szacuje, że to koszt ładnych kilku milionów złotych. Wiceminister infrastruktury Marcin Horała uważa, że "odpowiedzialność za poniesione koszty" powinny ponieść Senat i samorządy, ponieważ "torpedowały" termin 10 maja.

Jak podaje Onet, Państwowa Komisja Wyborcza szacuje, że koszt wydruku kart do głosowania to około 9 mln złotych, a nawet więcej ze względu na krótki czas realizacji.

Przypomnijmy, że Prawo i Sprawiedliwość dążyło do tego, aby wybory prezydenckie, mimo trwającej epidemii, odbyły się 10 maja. Bez stosownej ustawy zaczęto przygotowania do nich, w tym wydrukowano karty wyborcze. Oficjalnego kosztu takiej operacji nie chce ujawniać Jacek Sasin. Minister aktywów państwowych najpierw mówił, że zna kwotę, ale powiedzieć nie może, a następnie, że nie posiada takiej wiedzy, ponieważ "nie uczestniczył w tym procesie".

Wybory prezydenckie 2020. "Część samorządowców, nie dopełniając swoich obowiązków, te wybory storpedowała"

Data wyborów wciąż nie jest znana (poprawioną ustawą zajmie się teraz Senat). Członkowie Prawa i Sprawiedliwości mają pretensje do opozycji, że głosowanie nie odbyło się 10 maja - oskarżają Senat z marszałkiem Tomaszem Grodzkim na czele (za rzekome przedłużanie prac nad poprzednią wersją nowego prawa) i samorządy (część z nich nie chciała - w związku z brakiem odpowiednich przepisów - wydać Poczcie Polskiej spisu wyborców).

Uważam, że odpowiedzialność za to, że wybory się nie odbyły i wszystkie związane z tym konsekwencje powinni ponieść ci, którzy dołożyli wszelkich starań, żeby tak się stało, a nie ci, którzy dołożyli wszelkich starań, żeby się odbyły

- powiedział Marcin Horała w rozmowie z Wirtualną Polską. Wiceminister infrastruktury dodał, że "osoby odpowiedzialne za inne fragmenty procesu wyborczego" złośliwie go torpedowały i nie wypełniały swoich obowiązków.

Trzeba było zrobić wszystko, żeby wybory odbyły się w konstytucyjnym terminie. Niestety Senat formalnie i zgodnie z prawem, choć moralnie i politycznie oceniam to bardzo negatywnie, poprzez obstrukcję, a część samorządowców, w mojej opinii, niezgodnie z prawem i nie dopełniając swoich obowiązków, te wybory storpedowała. To na tych podmiotach ciąży odpowiedzialność, że się one nie odbyły ze wszystkimi tego konsekwencjami

- dodał polityk Prawa i Sprawiedliwości. Horała zapytany o to, czy to właśnie Senat, opozycja i część samorządów powinny zapłacić za te karty podkreślił, że to te podmioty powinny "ponieść odpowiedzialność za poniesione koszty".

Zobacz wideo Czy wybory prezydenckie w formie mieszanej pod koniec czerwca są możliwe?
Więcej o: