Terlecki i Braun starli się w Sejmie. Marszałek: Teraz to pan sobie może zgłaszać sprzeciw

Po wznowieniu obrad w Sejmie doszło do spięcia między marszałkiem Sejmu Ryszardem Terleckim z PiS a Grzegorzem Braunem. Polityk Konfederacji upominał się o poddanie pod głosowanie zgłoszonego przez niego wniosku o brak limitu czasu wystąpień. - Sprzeciw! Sprzeciw! - krzyczał Braun. - Teraz to sobie pan może zgłaszać sprzeciw - zgasił go Terlecki.

We wtorek Sejm obraduje nad ustawą PiS o wyborach prezydenckich 2020 - z projektu wynika, że miałyby się one odbyć w formie mieszanej - lokale wyborcze byłyby otwarte, ale chętni mogliby również głosować korespondencyjnie. Wiele wskazuje na to, że PiS chce "wyborczego ekspresu" i przegłosowania ustawy jeszcze we wtorek. Poprawki do projektu partii rządzącej złożył minister zdrowia, Łukasz Szumowski.

Czytaj też: Szumowski na bocznym torze. PiS chce wyborczego ekspresu - to zwiększy szanse Dudy, a PO przybliża do klęski

Terlecki i Braun starli się w Sejmie. "Cieszę się, że pan działa legalnie"

Po wznowieniu obrad po godzinie 17 doszło do spięcia między marszałkiem Sejmu Ryszardem Terleckim a posłem Konfederacji, Grzegorzem Braunem. Marszałek zaproponował, by Sejm wysłuchał trzyminutowych oświadczeń w imieniu klubów i kół. - Jak nie usłyszę sprzeciwu, będę uważał, że.... - zaczął Terlecki.

- Sprzeciw! - krzyknął wówczas Braun, który wyszedł na mównicę z wnioskiem formalnym, by zniesiono limit czasu przemówień i liczby zadawanych pytań. - Uzasadniam mój sprzeciw. Reglamentacja czasu dyskusji nad sprawą tak kluczową i istotną, jaką jest obowiązujące prawo wyborcze, próba procedowania tego prawa tradycyjnie już w tej kadencji na rympał, próba redukowania roli Sejmu do roli fasady, dekoracji, to zły pomysł. Proszę się wycofać z tych złych, szkodliwych rozwiązań i nie reglamentować czasu dyskusji. Wnioskuję o to, żeby nie było limitu czasu i pytań - powiedział Braun.

Poseł Konfederacji usiadł na miejsce, ale po chwili podszedł do Terleckiego, pytając, dlaczego jego wniosek nie zostaje poddany pod głosowanie. - Panie pośle, proszę usiąść na miejsce - odparł marszałek.

- Ja zgłaszam sprzeciw, proszę to głosować - przekonywał Braun.

- Nie będziemy teraz głosować, proszę usiąść spokojnie na miejsce - powiedział Terlecki, wywołując na mównicę posłankę PiS Mirosławę Stachowiak-Różecką, która miała przedstawić stanowisko swojego klubu jako pierwsza.

- To kiedy będziemy głosować? W następnej kadencji? - dopytywał poseł Konfederacji. Z sali podniosły się głosy "Halo! Halo! Panie marszałku". 

- Będą głosowania, to będziemy głosować - stwierdził Terlecki.

- Ale pan mówił, że jak nie usłyszy sprzeciwu... A był sprzeciw. Sprzeciw, sprzeciw! - krzyczał Braun.

Wówczas marszałek Sejmu powiedział: "No, a teraz to sobie pan może zgłaszać sprzeciw". Polityk Konfederacji zarzucił Ryszardowi Terleckiemu, że "działa nielegalnie i łamie prawo. - Cieszę się, że pan działa legalnie - skwitował marszałek. Wymiana zdań zakończyła się pouczeniem ze strony Terleckiego: - Proszę usiąść, bo ukarzę pana karą regulaminową. Przeszkadza pan w prowadzeniu obrad.

Wymianę zdań między Braunem a Terleckim skomentował m.in. dziennikarz Onetu, Kamil Dziubka.

"'Teraz to może pan sobie zgłaszać sprzeciw', czyli Ryszard Terlecki w akcji. Sejm pracuje nad zmianami w prawie wyborczym" -  napisał.

 "'Teraz może se Pan zgłaszać'. Tak marszałek Terlecki zamyka możliwość regulaminowej pracy w Sejmie. Ale karma wróci" - napisała z kolei posłanka KO, Agnieszka Pomaska.

Zobacz wideo PKW przyjęła uchwałę ws. wyborów. Budka: Dosyć dziwne stanowisko

***

W Gazeta.pl chcemy być dla Was pierwszym źródłem sprawdzonych informacji, ale też wsparciem i inspiracją w tych trudnych czasach. *PRZECZYTAJ NASZĄ DEKLARACJĘ* i weź udział w badaniu >>

Więcej o: