"Ósmą godzinę siedzimy w zamkniętym pomieszczeniu". Zamieszanie na zebraniu ws. wyboru prezesa SN

Od godziny 12 trwa zgromadzenie sędziów Sądu Najwyższego zwołane przez Kamila Zaradkiewicza. Towarzyszy mu duże zamieszanie - w ciągu ośmiu godzin nie udało się nawet wybrać komisji, która miałaby liczyć głosy. - My ósmą godzinę siedzimy w zamkniętym pomieszczeniu, w zamkniętym obiegu powietrza - mówi sędzia SN Krzysztof Rączka. I pyta: - Czy pan przewodniczący celowo stosuje taką metodę na zmęczenie?

Od godziny 12 trwa zgromadzenie ogólne sędziów SN, które ma wyłonić kandydatów na prezesa Sądu Najwyższego - po wyłonieniu pięciu z nich, prezesa SN wybierze prezydent Andrzej Duda. 99 sędziów uczestniczących w zebraniu jest rozsadzonych w kilku salach, ale w największej z nich siedzi kilkadziesiąt osób. Sprawę tę w "Faktach po Faktach" w TVN 24 komentował sędzia Sądu Najwyższego, Krzysztof Rączka.

Zobacz wideo Jakie będzie zdanie SN ws. wyborów? Komentuje Marcin Ociepa

Sąd Najwyższy. Zamieszanie na zgromadzeniu. "Przewodniczący celowo stosuje metodę na zmęczenie"?

- My ósmą godzinę siedzimy w zamkniętym pomieszczeniu, w zamkniętym obiegu powietrza, to są warunki w tej chwili, które zagrażają naszemu zdrowiu. Wystarczy, że jedna osoba w tym gremium jest nosicielem koronawirusa, to w tej chwili już jesteśmy wszyscy "właścicielami" tego koronawirusa - relacjonował, wskazując, że "bieg powietrza jest zamknięty a maseczki już dawno przestały działać".

Sędzia Sądu Najwyższego twierdzi, że przyczyną takiej sytuacji jest zachowanie Kamila Zaradkiewicza, który pełni obecnie obowiązki prezesa Sądu Najwyższego. 

Cały czas ignoruje wnioski. Posiedzenie toczy się bez ustalonego porządku obrad, bo pan przewodniczący stwierdził, że porządek wynika z ustawy. Panu Zaradkiewiczowi pomylił się cel spotkania z porządkiem obrad. To, że celem jest wybór kandydatów, to nie oznacza, że już jest ustalony porządek obrad. Doskonale wiemy, że każde obrady każdego gremium muszą mieć określony porządek, określony tryb. Tutaj wszystko toczy się bez trybu

- mówił w "Faktach po Faktach". Jak dodał, nieład na zgromadzeniu jest coraz większy - na początku przez ponad dwie godziny dyskutowano, czy zebranie może być nagrywane. Jak relacjonował:

W końcu, po blisko dwóch godzinach pan przewodniczący uznał, że będzie nagrywane, ale od pewnego momentu. Do pewnego momentu nie było nagrywane. Była kwestia dostępu mediów - dowiedzieliśmy się, że może media się zgłaszały po dostęp do sal obrad, ale pan przewodniczący nie miał informacji. W końcu poinformował, że nie dopuści mediów. A to posiedzenie jest jawne, nie ma tajności.
Ja nie wiem, czy pan przewodniczący celowo stosuje taką metodę na zmęczenie, czy też nie radzi sobie z prowadzeniem takiego spotkania?

- wskazywał. 

W związku z zamieszaniem nie zgłoszono nawet jeszcze kandydatur na prezesa SN. Zgłoszono za to wniosek o przełożenie obrad o tydzień - jak opowiadał sędzia Rączka, dotychczas nie został on przyjęty przez Zaradkiewicza. - Pan Zaradkiewicz wprowadził atmosferę drylu, a nie posiedzenia Sądu Najwyższego - skwitował.

***

W Gazeta.pl chcemy być dla Was pierwszym źródłem sprawdzonych informacji, ale też wsparciem i inspiracją w tych trudnych czasach. PRZECZYTAJ NASZĄ DEKLARACJĘ i weź udział w badaniu >>

Więcej o: