To dopiero początek kłopotów Zjednoczonej Prawicy. "Nieodwracalne pęknięcie pomiędzy Gowinem a Kaczyńskim"

Na ostatniej prostej przed sejmowym głosowaniem ws. majowych wyborów prezydenckich Jarosław Gowin dogadał się z Jarosławem Kaczyńskim. Z planu przechwycenia gowinowców przez opozycję nic więc nie wyszło. Ale tylko na razie, bo położenie Gowina i jego formacji w ramach Zjednoczonej Prawicy jest aktualnie fatalne. To oznacza, że opozycja wciąż ma pole manewru.

Mówi poseł opozycji dobrze znający Jarosława Gowina: - To nie jest dla niego komfortowa, zerojedynkowa sytuacja. Nie ma przekonania, że podjął jedyną słuszną decyzję i powinien się jej za wszelką cenę trzymać. Ciągle szuka nowego wyjścia, które pozwoliłoby zarówno zachować twarz jemu samemu, jak i zachować spójność jego partyjki. A to jest bardzo trudna sztuka.

Polityk Platformy Obywatelskiej:

Nikt do końca nie wie, jak Gowin dalej zagra. Nie może zrobić kroku wstecz, bo prezes i tak go wtedy załatwi. Kroku naprzód też może nie zrobić, jeśli zostawią go jego ludzie. Jest w kropce

Kompromis czy kapitulacja?

Niecałą dobę przed kluczowym głosowaniem ws. majowych wyborów nastąpił kolejny już zwrot akcji. Tuż po zakończeniu debaty prezydenckiej w TVP1, na oficjalnym profilu Prawa i Sprawiedliwości na Twitterze pojawił się następujący wpis: „Wspólne oświadczenie Prezesa #PiS J. #Kaczyński oraz Prezesa #Porozumienie J. #Gowin: Porozumienie Jarosława Gowina zobowiązuje się do poparcia ustawy o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r., a jednocześnie przedstawi, w uzgodnieniu z Prawem i Sprawiedliwością, propozycje jej nowelizacji”.

Szczegóły politycznej umowy między Gowinem a Kaczyńskim, która najpewniej została zawarta na wieczornym spotkaniu obu polityków wieczorem 5 maja, na razie nie są znane. Nieoficjalnie mówi się, że jednym z głównych terminów wyborów jest 12 lipca. Będzie to jednak zależeć od orzeczenia Sądu Najwyższego i tego, czy 11 maja PKW przedstawi obwieszczenie o tym, że zaplanowane na 10 maja wybory prezydenckie się nie odbyły.

Jak więc należy rozumieć treść oświadczenia? Po pierwsze, PiS odsunęło od siebie ryzyko niezwykle kosztownej wizerunkowo klęski podczas kluczowego dla partii głosowania. Po drugie, Gowin w ostatniej chwili znalazł sposób, żeby uniknąć totalnej eskalacji konfliktu z PiS-em, która zakończyłaby się rozpadem jego formacji i/lub wyrzuceniem jej z obozu rządzącego.

Pomylą się jednak ci, którzy uznają, że wspólne oświadczenie Kaczyńskiego i Gowina, wydane na ostatniej prostej przed głosowaniem, zamyka sprawę i wygasza konflikt. Zjednoczonej Prawicy, jaką znaliśmy w poprzedniej kadencji, już nie ma. I nie będzie. Tak samo Porozumienia, jakie znaliśmy przed wybuchem konfliktu o majowe wybory. Wreszcie prezes Kaczyński z pewnością nie zapomni Gowinowi buntu i przy pierwszej nadarzającej się okazji zechce ostro się na nim odegrać. W międzyczasie będzie zakulisowo podbierać mu ludzi lub w razie ich oporu - marginalizować ich w ramach Zjednoczonej Prawicy.

Zobacz, jak napiętą sytuację w obozie Zjednoczonej Prawicy analizował w "Porannej Rozmowie Gazeta.pl" politolog prof. Antoni Dudek:

Zobacz wideo

Niespełnione scenariusze

Chociaż teoretycznie wydaje się, że Gowin uciekł od konfrontacji z silniejszym koalicjantem, długoterminowo jego sytuacja wcale nie uległa poprawie. Były wicepremier musiał dogadać się z Kaczyńskim, ponieważ wcześniej nie udało mu się porozumieć z opozycją w kwestii przesunięcia terminu wyborów.

- Nasze rozmowy zarysowały stanowisko obu stron. Gowin mówił o zmianie konstytucji, z kolei my o tym, że zmiana konstytucji nie wchodzi w grę. Ani my nie byliśmy zainteresowani scenariuszem Gowina, ani on naszym. Była natomiast zgoda co do tego, że to PKW musi przeprowadzać wybory i że majowy termin jest niemożliwy - przebieg rozmów między Koalicją Obywatelską i Porozumieniem relacjonuje nam polityk ze ścisłego kierownictwa PO. I dodaje: - Rozmowom nie służył medialno-polityczny zgiełk, w którym Gowin raz zostawał premierem, żeby po chwili być już przyszłym marszałkiem Sejmu.

To nawiązanie do scenariuszy, o których w ostatnich tygodniach mówili wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz i senator Koalicji Polskiej Jan Filip Libicki. Pierwszy uważał, że opozycja za wszelką cenę powinna przekonać Gowina i jego ludzi do opuszczenia Kaczyńskiego, następnie zaoferować mu stanowisko premiera i odsunąć PiS od władzy. Libicki proponował natomiast, żeby po odrzuceniu przygotowanej przez PiS ustawy o głosowaniu korespondencyjnym uczynić Gowina marszałkiem Sejmu, tym samym zmieniając układ sił w izbie niższej i rozbijając obóz Zjednoczonej Prawicy.

Te wszystkie scenariusze są super, ale mają wartość jedynie publicystyczną. Wszyscy nagle zapominają o kluczowej rzeczy - Gowin ze swoimi posłami umówił się na zablokowanie majowych wyborów, a nie na rozwalenie bloku Zjednoczonej Prawicy

- tłumaczy nam poseł Koalicji Polskiej, znający przebieg negocjacji z gowinowcami.

Poza tym, na Gowina krzywo przez ostatnie tygodnie patrzyły zarówno Lewica, jak i Konfederacja. Ani jedna, ani druga formacja nie chciały usiąść z prezesem Porozumienia do rozmów.

Nie planowaliśmy zmieniać konstytucji z Jarosławem Gowinem. To nigdy nie wchodziło w grę. Wiemy, co proponował i wyraziliśmy swoje zdanie na ten temat. Podobnie jak reszta opozycji będziemy głosować przeciwko tej szkodliwej ustawie

- zapewnia w rozmowie z Gazeta.pl przewodniczący klubu parlamentarnego Lewicy Krzysztof Gawkowski. W podobnym tonie wypowiada się poseł Konfederacji Jakub Kulesza: - Nie chcieliśmy by prawo działało wstecz, nie chcieliśmy wprowadzać absurdalnych przepisów przejściowych, wedle których wybory się odbywają, ale są wstecznie unieważniane. A to był element propozycji premiera Gowina.

"Wszystko jest w grze"

Dla opozycji aktualna sytuacja rysuje się jako spektakularna porażka. Przecież już przymierzała się do obalenia rządu PiS-u, a przynajmniej przejęcia za sprawą "marszałka Gowina" kontroli nad Sejmem. Ale to tylko pozory. Odsunięcie wyborów na lipiec, to szansa na przeprowadzenie ich w zgodzie z demokratycznymi standardami i sprawną organizację, a przecież na tym opozycji zależało. Być może będzie to też okazja do wymiany części kandydatów, z czego w obliczu ostatnich sondaży niektóre formacje mogą skorzystać.

Kluczowe jest jednak do innego, a mianowicie to, że erozja Zjednoczonej Prawicy jest na niezwykle zaawansowanym stopniu i wydane w ostatniej chwili oświadczenie Gowina i Kaczyńskiego nie zaczaruje politycznej rzeczywistości. Ten pierwszy swoje chwile chwały w obozie "dobrej zmiany" ma już za sobą, teraz każdego dnia będzie musiał walczyć o przetrwanie. Z kolei prezes PiS-u, znany z tego, że nie wybacza i nie zapomina, najpewniej dołoży wszelkich starań, żeby Porozumienie jak najszybciej podzieliło los LPR i Samoobrony z kadencji 2005-07.

Jeszcze przed publikacją oświadczenia Gowina i Kaczyńskiego jeden z prominentnych polityków Platformy mówił nam, że do głosowania ws. wyborów najpewniej nie dojdzie. Jak twierdził, "Kaczyński nie może sobie na takie ryzyko pozwolić, bo to byłby początek dekompozycji PiS-u. W obozie rządzącym jest znacznie więcej napięć niż te na linii Gowin - Kaczyński".

W oczach Platformy Gowin co prawda znowu zagłosuje, ale nie będzie się cieszyć, jednak jego podbramkowe położenie zostawia otwarte drzwi do dalszych rozmów w przyszłości. A to położenie będzie się już tylko pogarszać.

Jest na pewno sytuacja, w której doszło do nieodwracalnego pęknięcia pomiędzy Gowinem a Kaczyńskim. Do Kaczyńskiemu jest dziś Gowinowi bardzo daleko, ale do samego obozu Zjednoczonej Prawicy jest mu z pewnością bliżej niż do polityków opozycji

- analizuje polityk z zarządu PO.

Inny z polityków Platformy dodaje: - Absurd tej sytuacji polega na tym, że Gowin nigdzie nie ma lepszej oferty niż to, co miał w Zjednoczonej Prawicy. Nigdzie nie dostanie tyle, co swego czasu od prezesa.

Tyle że to już nie wróci. Gowin już raczej to wie. Jeśli nie, przekona się bardzo szybko. W interesie opozycji jest czekanie i patrzenie, jak Zjednoczona Prawica staje się coraz mocniej podzielona wewnętrznie, jak wybuchają kolejne spory i walki o wpływy. Tym razem obóz rządzący rzutem na taśmę wydobył się znad przepaści, ale wiele wskazuje, że następnym razem może już nie mieć tyle szczęścia.

Sam Gowin nie jest przekonany, jak dalej potoczy się sytuacja. Wszystko jest w grze

- mówi nam polityk opozycji od lat znający byłego wicepremiera.

Więcej o: