"Szanse są pół na pół". Wybory 23 maja albo w sierpniu. PiS jest na łowach, ale liczy też na "cuda" w głosowaniu

Jacek Gądek
- Teraz są dwie opcje: maj albo sierpień. Szanse są pół na pół - przekonuje ważny polityk obozu rządzącego. Jak dodaje, jeśli jednak w maju to 23, a nie 10. Techniczną przeszkodą jest brak spisu wyborców, bo nie chcą ich udostępnić samorządy. By je wydobyć, PiS musi ostatecznie uchwalić w Sejmie nowelę Kodeksu wyborczego, a to blokuje Jarosław Gowin. Jarosław Kaczyński wie, że dziś Gowin ma minimum pięć szabel, co pozwoli mu zablokować ustawę, więc chce oskubać Gowina z posłów i podkupić posłów opozycji.

Zobacz nagranie. Zgorzelski: "Wygląda na to, że wokół wyborów w maju budowana jest większość, która nie dopuści do tego skandalu"

Zobacz wideo

Opcja nr 1: maj

Maj to wciąż dla PiS cel. - Jeśli tylko da się zrobić wybory w maju, to trzeba - zaznacza nasz rozmówca.

Teoretycznie możliwe są daty: 10, 17 i 23 maja. Ale 10 maja już wypada z kalkulacji, podobnie 17. Powód? Brak spisu wyborców, a więc Poczta Polska nie wie, gdzie dostarczać pakiety wyborcze. Spisy te mają samorządy i w dominującej większości nie chcą wydać Poczcie. Ministerstwo Cyfryzacji wydało Poczcie co prawda bazę PESEL, ale stworzenie protezy spisu wyborców się nie udało.

W rządzie zadanie zorganizowania wyborów dostał wicepremier, minister aktywów państwowych Jacek Sasin. Mówi polityk z PiS: - Sasin przekonuje, że zrobił, co mógł, ale sprawa spisów już nie od niego zależy. Jak będzie ustawa, to spisy też będą.

Ustawa może być 7-8 maja. Z naciskiem na "może", do którego za chwilę wrócimy. - Jeśli ustawa przejdzie, to 23 maja jest jeszcze możliwy i realny - mówi polityk z jądra obozu rządzącego. Z wewnętrznych sondaży sztabu PiS wynikać ma, że frekwencja byłaby wysoka - ok. 50 proc.

Opcja nr 2: sierpień

Opcja awaryjna jest na stole od tygodni, ale teraz jest już realna, jak nigdy dotąd. To wprowadzenie na krótki czas stanu nadzwyczajnego: klęski żywiołowej albo wyjątkowego jest już rzeczą wtórną. Pretekstem może być susza albo "antydemokatyczne" działania opozycji, kolejny "pucz" - to już rzecz zupełnie wtórna. Stan nadzwyczajny automatycznie przesuwa - na mocy konstytucji odsuwa wybory o 90 dni. W efekcie wybory odbyłyby się w sierpniu.

Jarosław Gowin publicznie proponuje właśnie takie rozwiązanie - wybory korespondencyjne, ale w sierpniu - jako kompromisowe.

Polityk bliski sztabu wyborczego: - Koncepcje się zmieniają.

Wybory w sierpniu de facto oznaczałyby wygraną Jarosława Gowina w sporze z Jarosławem Kaczyńskim o termin wyborów. A wybory w maju - jeśli potem uznane za ważne - triumf prezesa PiS.

- Jarosław Kaczyński jest przekonany, że teraz Andrzej Duda może wygrać już w I turze, a w sierpniu dwie tury są pewne. Z sondaży wynikało, że z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem w dogrywce wygrana Dudy nie jest pewna - mówi jeden z polityków PiS. To utwierdza więc Nowogrodzką w parciu do wyborów już w maju. Z naszych rozmów wynika, że w PiS jest obawa właśnie o porażkę Dudy w starciu z Kosiniakiem-Kamyszem, bo w sierpniu wyborcy mogą już dotkliwie odczuć tąpnięcie gospodarki.

"On tych pięć głosów ma"

Wróćmy do tego "może" o ustawie - nowelizacji Kodeksu wyborczego zakładającego w pełni korespondencyjne wybory prezydenckie, która znajduje się obecnie w Senacie i dopiero ma wrócić do Sejmu. Ona jest kluczem do tegorocznych wyborów prezydenckich. Dlaczego? Dopiero na jej podstawie Poczta Polska będzie mogła wydobyć z samorządów spisy wyborcze. Gdyby Sejm finalnie uchwalił ustawę 7 maja, to po podpisie prezydenta samorządy zaczęłyby przekazywać spisy na początku kolejnego tygodnia. A zatem po 10 maja - ten termin wyborów jest już skreślony. 17 maja to też zbyt bliski termin. Pozostaje ostatni możliwy termin w maju: 23. I już tylko ten dzień jest na serio brany w PiS pod uwagę.

Stałe jest to, że PiS w Sejmie będzie chciało uchwalić tę ustawę ponownie (odrzucić weto lub poprawki Senatu), ale potrzebna do tego będzie już bezwzględna większość głosów (więcej głosów "za" niż wszystkich pozostałych). W 460-osobowym Sejmie klub PiS liczy 235 posłów. 18 z nich to posłowie Porozumienia Jarosława Gowina. Przy pełnej sali wystarczy zatem, by przeciwko wyborom zagłosował Gowin i choć czterech innych posłów Porozumienia, a wyborów nie będzie.

- I on tych pięć głosów ma. Łącznie ze swoim - mówi polityk obozu władzy, krytyk Gowina. Szef Porozumienia miał mówić na spotkaniach z opozycją, że ma ich więcej: osiem. Sytuacja jest jednak płynna, a niektórzy posłowie Gowina się wahają, zmieniają zdanie, czekają na rozwój wydarzeń.

"Odbijanie" posłów Porozumienia

W PiS rozpracowywane jest zatem każde kolejne nazwisko posła Porozumienia i sposób na jego "odbicie". - To elementarz - podkreśla jeden z posłów PiS. Inny się śmieje: - Ale nie dwa pokolenia wstecz. Proszę nie przeceniać naszego profesjonalizmu.

Za rozbijanie Porozumienia w terenie wziął się wiceminister Zbigniew Gryglas, który nie jest nawet posłem. Jego los w polityce zależy od PiS, a nie od Gowina, więc - jak przekonuje nas jeden z rozmówców z obozu PiS - jest on gorliwy w próbach odbijania Gowinowi działaczy w terenie. - Zbigniew Gryglas zdradził Ryszarda Petru. Teraz zdradza Jarosława Gowina - słyszymy.

Nasi rozmówcy z obozu rządzącego rysują mapę podziału w Porozumieniu. Ale z zastrzeżeniami, że sytuacja jest płynna. Jak wygląda ta mapa?

Deklaratywnie 11 posłów jest lojalnych wobec Gowina.

Czterech spośród tych 11 jest "twardo" wiernych Gowinowi.

Sześciu posłów Gowina mentalnie już jest w PiS, choć formalnie jeszcze nie.

Wojna w Porozumieniu

Dziś w łonie Porozumienia trwa batalia jego liderów o głosy reszty posłów. Z jednej strony jest osoba nr 1 w partii: prezes Jarosław Gowin (mówi wyborom w maju "nie"). A z drugiej osoba nr 2: Adam Bielan, przewodniczący Konwencji Krajowej (twardo dąży do wyborów w maju).

Narracja Bielana w tej batalii jest taka: szarża Gowina przeciwko wyborom w maju to samowolka. W TVP Bielan mówił wprost: - Ostatnie posiedzenie władz Porozumienia odbyło się osiem tygodni temu, więc żadnego oficjalnego stanowiska władz Porozumienia w tej sprawie [wyborów] nie ma.

Gowin publicznie kontruje, że przecież na bieżąco konsultuje swoje decyzje z członkami zarządu i posłami, a zjazd całego zarządu partii nie jest możliwy, bo to zbyt duża grupa, a mamy przecież epidemię. Cały zarząd partii to 60 osób.

Adam Bielan od lat w Porozumieniu jest tylko formalnie. O Bielanie krąży zresztą w PiS taki oto żart: o tym, że Bielan należy do Porozumienia, Kaczyński dowiedział się z telewizji, gdy oglądał konwencję tej partii.

Polityk PiS: - Bielanowi wystarczy już tego czyśćca. W Porozumieniu jest tylko dlatego, że przydarzył mu się epizod z wyjściem z PiS-u po wyborach 2010 r. Już wycisnął z Porozumienia, ile mógł i wrócił do Parlamentu Europejskiego, na czym mu bardzo zależało. Lojalny jest wobec Jarosława, ale nie tego, który jest szefem partii, do której formalnie należy. Tylko wobec Kaczyńskiego.

Dziś to Bielan ma zadanie oddzielenia Porozumienia od Gowina. W nieoficjalnych rozmowach można usłyszeć od polityka prawicy: - Jeśli Gowin będzie chciał przejść na stronę opozycji, to straci przywództwo w partii.

Gowin przekonuje, że zależy mu na trwaniu rządu Zjednoczonej Prawicy. Nasi rozmówcy wskazują, że gdyby pod wodzą Gowina Porozumienie miało się znaleźć poza koalicją rządową, to Bielan, wicepremier Jadwiga Emilewicz bądź Jacek Żalek byliby gotowi do podjęcia próby przejęcia fotel prezesa Porozumienia.

Strategia odstraszania

Nim ma dojść do - weryfikującej wszystkie analizy i deklaracje - konfrontacji w Sejmie i głosowania (7 maja) nad Kodeksem wyborczym, to trwa wojna psychologiczna. PiS stosuje starą jak świat metodę zastraszania i kupowania. A Gowin doktrynę odstraszania. Powszechne w Porozumieniu jest odczucie, że najlepiej by było, gdyby konflikt z Nowogrodzką załagodzić i się porozumieć. Ale jednocześnie w Porozumieniu jest też zwykłe wkurzenie, że PiS traktuje ich z buta i ignoruje pomysły na walkę z epidemią i kryzysem gospodarczym, czyli "plan Sośnierza".

Optymalny dla Gowina scenariusz jest taki, że PiS wycofuje się z głosowania w Sejmie. Wprowadzany jest za to na krótko stan nadzwyczajny, który przesuwa wybory na sierpień.Ten scenariusz na serio jest teraz rozważany przez Nowogrodzką.

By ziścił się scenariusz o odwołaniu głosowania i przesunięciu wyborów, to Gowin musi sprawić, by Jarosław Kaczyński miał przekonanie, że w kluczowym głosowaniu PiS przegra. Słowem: odstraszy prezesa PiS wizją porażki i to przecież tak dotkliwej, jakiej Kaczyński nie poniósł nigdy od 2015 r. Bo jak to? Kaczyński miałby polegnąć w głosowaniu z Gowinem, z którego ostatnimi laty sobie drwił?

Nasz rozmówca z szeregów obozu władzy jest jednak przekonany, że do głosowania dojdzie. Z uwagi na "cuda", które mogą się dziać w szeregach opozycji.

Klucz: lojalność

Kluczem do skuteczności strategii odstraszania jest lojalność posłów Gowina wobec Gowina. PiS pracuje nad każdym posłem z osobna. Jak słyszymy z szeregów PiS, a to Jacek Sasin przekonuje ich, że dadzą radę zorganizować wybory, a to znajomi posłowie odwołują się do "pobudek patriotycznych", a to postraszą hakami - tu padają dwa konkretne nazwiska posłów Porozumienia.

Czas gra wybitnie na niekorzyść PiS. Do odstraszania Nowogrodzkiej przed kluczowym głosowaniem w Sejmie służy też niepewność - już samo ryzyko, że PiS może to głosowanie przegrać. Gowin mówi tak: - Po tym, gdy zapoznamy się ze stanowiskiem Senatu, Porozumienie podejmie decyzję, w jaki sposób głosować. Do tego czasu chcielibyśmy uciąć wszelkie spekulacje na ten temat.

Porozumienie to nie jest jednak standardowa partia. Nie obowiązuje w niej dyscyplina w głosowaniach. Sam Gowin często odwołuje się z kolei do sumienia, a nie ogłasza czegoś ex cathedra. Możliwa "decyzja" Porozumienia to zatem bardziej rekomendacją, a nie rozkaz - finalnie i tak każdy z posłów będzie podejmował decyzję sam. Wcześniej Gowin już to mówił: - Na sali sejmowej każdy z posłów podejmie decyzje w swoim sumieniu.

Może to się wydać przesadą, ale sięgnijmy do Katechizmu Kościoła katolickiego, a przecież Gowin jest uformowany w duchu katolickiej inteligencji: "Sumienie moralne jest sądem rozumu, przez który osoba ludzka rozpoznaje jakość moralną konkretnego czynu, który zamierza wykonać, którego właśnie dokonuje lub którego dokonała. Człowiek we wszystkim tym, co mówi i co czyni, powinien wiernie iść za tym, o czym wie, że jest słuszne i prawe".

Trzymając się istotnego dla Gowina w polityce terminu sumienia, to posłowie jego partii mają przyzwolenie na autonomiczne decyzje. W momencie próby istotniejsze mają być więzi, a nie dyscyplina. To inny model niż w PiS.

W realiach polityki sprawia to jednak, że Porozumienie jest podatne na rozparcelowanie. A ponadto - jak w każdej partii - są też w Porozumienia chęci bycia w obozie wygranych i pozostania u władzy. Moment głosowania nad kluczową ustawą, czyli "sprawdzam" dla wszystkich deklaracji lojalności, może dla Gowina być najtrudniejszy, bo pokaże głęboki podział w partii. I chciałby go uniknąć.

PiS liczy na... opozycję

Obóz PiS liczy, że z pomocą przyjdzie im ktoś z opozycji. Jakim cudem? Mówi znany polityk obozu władzy: - Donald Tusk zwiększył właśnie szansę na wybory w maju.

Tusk ogłosił, że nie weźmie udziału w "procedurze głosowania pana Sasina" w maju i wezwał do bojkotu wyborów.

Polityk obozu prawicy: - Gdy Kidawa-Błońska wezwie swoich wyborców do bojkotu albo nawet zrezygnuje ze startu, to inni kandydaci będą chcieli przejąć jej tort. Może się zdarzyć, że ktoś z PSL, lewicy czy nawet Konfederacji się pomyli albo będzie miał problemy techniczne z oddaniem głosu. W głosowaniu mogą się dziać jakieś cuda.

Takie życzliwe pomyłki miałyby wynikać z kalkulacji, że majowe wybory są de facto na rękę kandydatowi PSL Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi, który jest w sondażach drugi. Kandydat Lewicy Robert Biedroń też mógłby przejąć część wyborców osieroconych przez Kidawę. A Krzysztof Bosak zawalczyć nawet o trzecie miejsce w stawce. Liderzy PSL, Lewicy i Konfederacji publicznie twardo jednak mówią "nie" wyborom w maju.

PiS ma wprawę w oferowaniu posad politykom opozycji. Tak było w sejmikach wojewódzkich - na Dolnym Śląsku się udało podkupić jednego radnego i przejąć władzę w województwie. Tak też było w Senacie - choć tu PiS nikogo nie odbiło opozycji. Teraz PiS jest na łowach w Sejmie - póki co bez sukcesu. Nieprzypadkowo szef PO Borys Budka apelował do Jarosława Kaczyńskiego, by jego emisariusze przestali składać jego posłom "niegodne propozycje".

To może Konfederacja?

Na Nowogrodzkiej wciąż wersją obowiązującą są wybory w maju. Jedni politycy PiS mówią, że cały czas "wszystko jest w rękach Gowina", bo ma minimum pięć szabel do zablokowania wyborów w maju. Inny życzeniowo przekonuje: - Rozbieramy Gowina jak świniaka na Święta.

Porozumienie mimo ogromnej presji cały czas istnieje. PiS szuka szabel też w Konfederacji, ale ta jest harda i publicznie jej posłowie twardo mówią "nie" majowi. - Faktycznie jest tak, że jest tam komitet kolejkowy PiS-owców, którzy chcą ich przekonywać do maja. Z Konfederacji bardzo trudno będzie kogoś "wyjąć". To nie jest taka zbieranina jak kiedyś w Kukiz’15 - dodaje nasz rozmówca bliski narodowcom.

Rozmówca z PiS: - Nic się tu nie zmienia i ma być maj. Wszyscy już jednak mamy tego dość.