PSL jest przeciw, a nawet za wyborami w maju. Bo Kosiniak-Kamysz może stać się liderem opozycji [ANALIZA]

Jacek Gądek
Władysław Kosiniak-Kamysz wyrasta na głównego konkurenta Andrzeja Dudy do prezydentury. Ale nie walczy on o Pałac Prezydencki teraz, ale o fotel premiera lub prezydenta w kolejnych wyborach. To paradoks, ale dzięki forsowanym przez PiS wyborom w maju, przeciwko którym Kosiniak głośno protestuje, może się on stać liderem opozycji.

Zobacz nagranie. Jarosław Gowin o próbie zmiany terminu wyborów prezydenckich:

Zobacz wideo

To fakt: Władysław Kosiniak-Kamysz protestuje przeciwko wyborom w tym roku i wskazuje, że powinny się one odbyć za rok (wiosną 2021 r.).

I to też fakt: wybory w maju są w interesie prezesa PSL.

PSL ukuło zatem narrację, jak być przeciw, a nawet za.

"Bądźcie zdrowi" i idźcie na wybory

Ta narracja to "nie oddamy Polski walkowerem". Głośno wybrzmiała w świeżym "orędziu" Kosiniaka-Kamysza, stylizowanym na prezydencką modłę.

W nim to najpierw mówił "nie" wyborom: "Niestety, kiedy setki naszych rodaków umiera, tysiące choruje, a miliony martwią się o swoje życie, zdrowie i pracę, dla obecnej władzy liczą się tylko wybory. Chcą przez kolejne pięć lat kontrolować wszystko i wszystkich".

A potem już "tak": "Polski nie stać na zmarnowanie kolejnych pięciu lat. Dlatego dziś jasno deklaruję: wezmę udział w wyborach prezydenckich. Polski nie wolno oddać walkowerem tym, którzy interes partyjny mają ponad zdrowie, bezpieczeństwo i pomyślność Polaków. (…) Nie poddam się. Gdy zło się szerzy, tym bardziej trzeba walczyć o dobro. Wierzę, że razem wygramy tę walkę, bądźcie zdrowi". W domyśle: Polskę "walkowerem" chce wg Kosiniaka oddać Małgorzata Kidawa-Błońska, której kolejne wypowiedzi o bojkocie wyborów i walce w nich to szum, a nie przekaz.

Narracja Kosiniaka jest z kolei przemyślana i skuteczna, o czym świadczą sondaże, w których zwyżkuje poparcie dla prezesa PSL - prześciga już kandydatkę PO.

Naiwnością jest sądzić, że PSL realnie i z determinacją dąży do wyborów za rok, o czym publicznie przekonuje Kosiniak-Kamysz. Najkorzystniejsze są dla Władysława Kosiniaka-Kamysza wybory w maju, ewentualnie w sierpniu. Nie później.

PSL głośno lamentując nad tym, że Jarosław Kaczyński prze do wyborów w maju, po cichu liczy, że uda im się jednak te wybory w maju zorganizować.

Dlaczego? Po kolei.

Kosiniak-Kamysz nie walczy z Dudą

Władysław Kosiniak-Kamysz nie walczy dziś z Andrzejem Dudą. Prezydent - patrząc chłodno - jest w majowych wyborach absolutnym faworytem. Wskazują na to nie tylko sondaże, lecz także doświadczenia z państw Zachodu. Przetestowano to już wiele razy: w stanie zagrożenia wyborcy gromadzą się wokół władzy, "wokół flagi", jeśli tylko władza ta nie kompromituje się w ordynarny sposób.

To z kim walczy Kosiniak-Kamysz? Z kandydatami opozycji.

Po pierwsze: z Małgorzatą Kidawą-Błońską. Dziś dawni koalicjanci PSL i PO są na wojennej ścieżce. Kandydat PSL atakuje, a kandydatka PO nie umie się bronić. Tylko jeden przykład: PSL nagłaśniało rzekome słowa Kidawy-Błońskiej, że "konstytucja jest ważniejsza od ludzkiego życia", choć sama Kidawa twierdziła, że nigdy takich słów nie wypowiedziała - jej riposty tylko ją jednak pogrążały. PSL nie chce stracić takiej konkurentki jak Kidawa-Błońska. Jeśli wybory będą w maju bądź w sierpniu, to zmiana kandydatki PO jest de facto wykluczona. A jeśli wybory miałyby się odbyć za rok - wbrew zapewnieniom szefa PO Borysa Budki - już wchodzi w grę.

Zmiana taka za rok byłaby już racjonalna i do wytłumaczenia. Rację miał Donald Tusk, mówiąc, że Kidawa Błońska "ma naturalne zdolności wykraczania poza partyjny elektorat i autentyczną zdolność do łączenia Polaków". Dzięki swojej kulturze, koncyliacyjności, awersji do konfliktów. Tusk zauważał też, że "na PiS, na Kaczyńskiego, na prezydenta Dudę chyba nie ma lepszego remedium niż uśmiech i takie pozytywne podejście do życia i do polityki (jakie prezentuje Kidawa-Błońska)". Kłopot w tym, że Donald Tusk mówił to w czasach prosperity, a nie kryzysu - w warunkach celebry, a nie frontu. Pokoju, a nie wojny z wirusem i kryzysem. Skoro czasy się zmieniły, to kandydat też.

Kto ma "format prezydencki"?

O ile arystokratyzm i uśmiech są w czasach prosperity i celebry magnesem na wyborców, to w czasach kryzysu już nie. To nie intuicja, ale wniosek z badania.

De facto odpowiedzią na pytanie o "format prezydencki" był sondaż SW Research dla RP.pl. W nim to zapytano, który z kandydatów najlepiej zachowuje się w obliczu epidemii. Wygrał Duda (23,8 proc.), ale na drugim miejscu uplasował się Kosiniak-Kamysz (17,3 proc.), Szymon Hołownia (14,6 proc.), a dopiero czwarta jest Kidawa-Błońska (7,2 proc.). Wniosek: według wyborców Kosiniak-Kamysz ma "format prezydencki", a Kidawa-Błońska nie.

Hołownia? Zagadka

Po drugie Kosiniak walczy z Szymonem Hołownią. Dziś wynik byłego gwiazdora TVN jest zagadką. W polityce dopiero debiutuje, więc jego wyborcy nie mieli nigdy wcześniej okazji się policzyć. W PSL istnieje zatem obawa, czy Hołownia nie wyszarpie zbyt wielu głosów, co zepchnęłoby Kosiniaka-Kamysza na trzecie czy nawet czwarte miejsce w stawce.

Pieniądze tracą wagę

PSL walczy też z finansową przewagą gigantów. Ludowcy chcieli wydać na całą kampanię od dwóch i pół do trzech mln zł. PO i PiS po prawie 20 mln zł. Pod względem finansowym to jak walka Dawida z dwoma Goliatami. W wyborach majowych pieniądze tracą jednak wagę. To nie pieniądze będą wygrywać. Jeśli wybory prezydenckie odbędą się w maju, to gigantyczna przewaga finansowa PO i PiS nad ludowcami nie będzie miała okazji się zmaterializować. Pierwszeństwo będzie miał format kandydata i jego przekaz.

Zresztą sposobów na efektywne wydawanie pieniędzy w krótkiej kampanii - przy założeniu, że wybory będą w maju - jest mniej niż zwykle. Czas antenowy telewizji nie jest z gumy. Organizowanie jakichkolwiek konwencji jest niemożliwe. W samym internecie kampanii wygrać się nie da. Gazety papierowe mają przez zarazę ograniczony zasięg, a i tak docierają głównie do wyborców przekonanych. Billboardy wzdłuż opustoszałych ulic można porozklejać, ale skuteczność takiej kampanii będzie mniejsza.

Liczą się kandydaci, a nie portfele ich partii. Paradoksalnie pod tym jednym względem to najlepsza i najuczciwsza z możliwych kampanii. Taka kampania weryfikuje, ale jednak tylko kandydatów opozycji, bo prezydent ma w czasie kryzysu państwa ogromną przewagę wynikającą z pełnionego urzędu. Analogicznie: największym kapitałem Andrzeja Dudy jest urząd, a nie pieniądze PiS.

Cele Kosiniaka-Kamysza

Jakie są nadzieje i cele PSL w wyborach prezydenckich? Trzy podstawowe - tu w porządku chronologicznym. 

Po pierwsze: PSL po cichu liczy, że PiS jednak przeforsuje wybory w maju, mimo... głośnego sprzeciwu PSL-u. Żaden z ludowców tego powiedzieć nie może, ale to wynika z kalkulacji. Dla ludowców optymalny jest nie 10 maja, ale 17 lub 23 maja. Dlaczego? Wybory, jeśli już mają się odbyć i nie być farsą, powinny być przygotowane bez jakichś kardynalnych nieprawidłowości - inaczej wynik tak Dudy, jak i Kosiniaka-Kamysza będzie wykpiwany.

Ponadto Kosiniak bardzo dobrze radzi sobie w debatach i starciach bezpośrednich, a o tydzień czy nawet dwa dłuższa kampania uzasadnia zorganizowanie nie tylko jednej debaty (6 maja), ale także kolejnej.

Cel nr 1: w I turze Kosiniaka wyprzedza tylko Andrzej Duda. Bez tego PSL nie będzie mogło mówić o sukcesie, zwłaszcza że ludowcy rozbuchali oczekiwania co do wyniku swojego kandydata.

Cel nr 2: konieczna II tura wyborów w udziałem Dudy i Kosiniaka. I to de facto jest cel maksimum w obecnych warunkach.

Jeśli II tura z udziałem Dudy i Kosiniaka stanie się faktem, to lider PSL zyska rangę lidera całej opozycji. Wszyscy inni kandydaci (z wyjątkiem skrajnych) będą zmuszeni do wsparcia Kosiniaka-Kamysza. W takim hipotetycznym scenariuszu ludowiec będzie skazany na pożarcie przez PiS i machinę propagandową obozu władzy. W oczach środowisk opiniotwórczych wspierających opozycję uchodzić będzie za "konserwę".

Niemniej Kosiniak o zwycięstwie w wyborach prezydenckich może marzyć, ale jeśli doprowadzi do II tury i dopiero w niej polegnie, to i tak będzie największym wygranym tych wyborów. Bo cele Kosiniaka-Kamysza to wcale nie prezydentura 2020, ale fotel premiera w 2023 albo prezydentura w 2025.

Więcej o: