Żona Władysława Kosiniaka-Kamysza tłumaczy, dlaczego nazwała go "Tygrysem"

Żona prezesa PSL i kandydata ludowców na prezydenta udzieliła wywiadu Interii. Opowiedziała w nim o swoim pomyśle na bycie Pierwszą Damą i wyjaśniła, kto nadał jej mężowi pseudonim "Tygrys". Stwierdziła także, że zawsze denerwowało ją to, że "o sprawach kobiet i aborcji mówią sami mężczyźni", a w nadchodzących wyborach na pewno zagłosuje.

Paulina Kosiniak-Kamysz stała się niezwykle popularna po konwencji wyborczej swojego męża w Jasionce pod Rzeszowem, podczas której nazwała Władysława Kosiniaka-Kamysza "Tygrysem". W wywiadzie z Interią wyjaśniła, że sama nie mówi tak do męża, a tę ksywkę szefowi PSL nadali przyjaciele z młodości.

- Pomysłodawcami jest grono krakowskich przyjaciół z lat młodości. Nawet siostra mojego męża - Kasia, była zaskoczona tym określeniem podczas konwencji. Nie wiedziała, że tak na niego mówią. Ale po konwencji w Jasionce przyjaciele chcą mu teraz zmienić ksywkę. Śmieją się, że podczas rozmów telefonicznych w autobusie czy taksówce kierowcy będą wiedzieli, o kogo chodzi. [...] Chyba ksywka zaczęła pojawiać się częściej, kiedy mąż pracował w ministerstwie. Sama bym tego nie wymyśliła, do siebie mówimy inaczej - powiedziała Paulina Kosiniak-Kamysz.

Żona Władysława Kosiniaka-Kamysza stwierdziła, że podczas konwencji w Jasionce mówiła to, co uważała za stosowne i nie konsultowała tego ze sztabowcami męża. 

- Sztabowcy nie dotykają moich rozmów, pracują dla męża, a nie dla mnie. Jestem dorosła i wiem, co mówię. Prawdą jest, że nawet Władek nie wiedział, co powiem podczas wystąpienia w Jasionce. Obiecałam mu, że powiem samą prawdę i tak było. Swój program też układałam kilka miesięcy. Sama - powiedziała żona szefa PSL.

Żona Kosiniaka-Kamysza: Jeśli nie oddajemy głosu, zyskuje strona przeciwna

Dziennikarz Interii Jakub Szczepański zapytał ją także o sprawy bieżące, m.in. o obywatelski projekt ustawy zaostrzający prawo aborcyjne w Polsce. Paulina Kosiniak-Kamysz stwierdziła, że nie rozumie, dlaczego politycy zajmują się tematem aborcji, kiedy Polacy martwią się o swoich bliskich i swoją przyszłość.

- Jestem zwolenniczką kompromisu aborcyjnego. A jeśli mamy podejmować decyzje to wspólnie, w specjalnym Dniu Referendalnym. Zawsze denerwowało mnie, że o problemach kobiet i aborcji mówią sami mężczyźni - stwierdziła Kosiniak-Kamysz. Żona prezesa PSL-u skrytykowała także projekt ustawy, która zezwala na udział dzieci w polowaniach.

Żona kandydata ludowców na prezydenta stwierdziła, że nie ma mowy o rezygnacji ze startu w wyborach zaplanowanych na 10 maja. Odniosła się krytycznie do pomysłu przeprowadzenia ich w pierwotnym terminie, ale stwierdziła, że bez względu na to, w jakiej formie się one odbędą, weźmie w nich udział.

- To mój obowiązek obywatelski. Jeśli nie oddajemy głosu, zyskuje strona przeciwna - powiedziała Paulina Kosiniak-Kamysz.