Skandaliczna debata nad zakazem aborcji i edukacji seksualnej. Godek o Hitlerze, Braun o ćwiartowaniu posłanek

Wiktoria Beczek
Kaja Godek złożyła Wandzie Nowickiej życzenia z okazji rocznicy wprowadzenia wolnej aborcji dla Polek przez Adolfa Hitlera, a Grzegorz Braun fantazjował o ćwiartowaniu żywcem posłanek KO i Lewicy. W takiej atmosferze przebiegała debata sejmowa nad projektami zakazu aborcji i zakazu edukacji seksualnej. Ostatecznie obrady zostały przerwane.

Sejm w ostatnim możliwym terminie zajął się obywatelskimi projektami ustaw o zakazie edukacji seksualnej i zakazie aborcji. To, że marszałkini Elżbieta Witek "wrzuciła" projekty pod obrady w czasie, kiedy Sejm pracuje w znacznej części zdalnie, a obywatelki i obywatele pozostają w izolacji, wywołało szerokie oburzenie - sugerowano, że partia rządząca chce przyjąć skrajnie prawicowe projekty pod nieuwagę opinii publicznej. PiS czekało z projektami do ostatniej chwili - ustawa zobowiązuje Sejm do zajęcia się projektami obywatelskimi w określonym czasie - dlatego debata przypadła w tak niekorzystnym momencie.

Gdy jednak wyszło na jaw, że projekty obywatelskie pojawiły się w harmonogramie obrad, tysiące osób okazały swój sprzeciw i prawdopodobnie - pomimo zakazu zgromadzeń - mogłoby dojść do protestów ulicznych. We wtorek pojawiły się nieoficjalne doniesienia z PiS, że wywołujący największe oburzenie projekt zakazu aborcji zostanie "zamrożony" w komisji sejmowej.

Marszałkowie z PiS dążyli do tego, by jak najszybciej rozprawić się z projektami. Debata o ustawie pod mylącym kryptonimem "Stop pedofilii", rozpoczęła się niemal godzinę wcześniej, niż planowano. O tym, że projekt ma ukrytą agendę i tak naprawdę chodzi w nim o zakaz edukacji seksualnej, pisaliśmy już w trakcie trwania zbiórki podpisów pod inicjatywą ustawodawczą.

Rosa: Projekt sprzyja pedofilom i gwałtom

Przedstawiciel wnioskodawców, Mariusz Dzierżawski z fundacji Pro - prawo do życia, przekonywał, że ustawa ma "powstrzymać deprawację małoletnich" oraz że "pozbawione wstydu dzieci (…) są łatwym łupem dla pedofilów". Posłanki Lewicy i Koalicji Obywatelskiej kontrowały nieprawdziwe tezy.  - Skąd dzieci [bez edukacji seksualnej] mają wiedzieć, co to jest zły dotyk i gdzie zaczyna się przestępstwo? Skąd mają wiedzieć, jak uchronić się przed niechcianą ciążą? - pytała Monika Wielichowska i złożyła w imieniu klubu wniosek o odrzucenie projektu. Monika Rosa dodawała, że jest to projekt, "który sprzyja pedofilom i gwałtom" oraz, że ma "podłoże homofobiczne i antykobiece". Przypomniała też o stanowisku Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego w sprawie proponowanych zmian (można je przeczytać tutaj >>>). Paulina Matusiak z Lewicy zwróciła natomiast uwagę, że w polskim prawie za pedofilię uważa się współżycie z osobą poniżej 15. roku życia, a w projekcie mowa o zakazie edukowania małoletnich, a więc wszystkich nastolatków przed osiągnięciem pełnoletności. 

W trakcie debaty głos zabrał m.in. Janusz Korwin-Mikke, który przekonywał, że za jego czasów pedofilii nie było i nie było też edukacji seksualnej, a mimo to ma on ósemkę dzieci. Barbara Nowacka przypomniała natomiast, że to wnioskodawcy jeżdżą po polskich miastach ciężarówkami, które z głośników nadają "obrzydliwą homofobiczną propagandę".

Ministerstwo Sprawiedliwości popiera projekt 

Rząd nie przygotował stanowiska w sprawie projektu, ale wiceminister Marcin Warchoł przedstawił z mównicy stanowisko ministra sprawiedliwości. Było ono w dużej mierze oparte na anegdotach z innych krajów oraz wybiórczo przedstawianych danych - mówił m.in., że większość sprawców gwałtów to nieletni, zapominając, że większość gwałtów w ogóle nie jest zgłaszana odpowiednim organom, choćby dlatego, że sprawcy są znani ofierze, a ponad 30 proc. gwałtów to gwałty małżeńskie. Zdaniem ministra z lekcji edukacji seksualnej "dziecko wynosi głównie zachętę", a ostatecznie edukacja może doprowadzić do rozpadu rodziny. Ministerstwo sprawiedliwości tym samym poparło projekt i zwróciło się o skierowanie go do dalszych prac.

Na koniec debaty przedstawiciel wnioskodawców przekonywał, że na zachodzie - gdzie edukacja seksualna jest prowadzona rzetelnie - jest znacznie więcej ciąż wśród małoletnich. To nieprawda i wystarczy spojrzeć na dane. W 2016 roku w Polsce zanotowano 7700 ciąż nastolatek, w Szwecji 671, a w Danii 389.

Nowicka: PiS to obrońcy życia od poczęcia do oddania głosu

Chwilę później wicemarszałek Małgorzata Gosiewska rozpoczęła debatę o projekcie zakazu aborcji. Według przygotowanych przepisów zabronione byłoby przerwanie ciąży w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. To jeden z trzech przypadków, w których w Polsce można przerwać ciążę i zdecydowanie najczęstszy - dotyczy ponad 95 proc. wszystkich zabiegów.

Przedstawicielka wnioskodawców, Kaja Godek, powiedziała posłom, że "dzisiaj jest prosty wybór - jesteś za zabijaniem czy jesteś przeciwko zabijaniu". Groziła również, że w przypadku "zamrożenia" projektu w komisji będzie z innymi aktywistami wystawać pod biurami poselskimi z transparentami.

Zobacz wideo Biedroń: Każdy kto ma odrobinę godności musi przeciw temu protestować

Oświadczenie w imieniu PiS przedstawiał Bolesław Piecha i po dosyć rozmytym i niejasnym wywodzie stwierdził, że w uzasadnieniu projektu są nieprecyzyjne dane, dlatego wnosi o skierowanie go do komisji zdrowia. 

W imieniu Koalicji Obywatelskiej wypowiadały się Małgorzata Kidawa-Błońska i Barbara Nowacka. Ta druga wniosła o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu i wyjaśniała, że takie prawo uderza w najbiedniejsze kobiety, które nie mogą pozwolić sobie na wizytę u ginekologa lub w ogóle nie mają do niego dostępu. - Bogate sobie poradzą, pojadą za granicę. Skazujecie biedne dziewczyny na strach, że urodzą istotę niezdolną do życia - mówiła.

Wanda Nowicka w imieniu Lewicy przypomniała, że już obowiązująca ustawa (zwana kompromisem) jest - jak na europejskie standardy - represyjna. - Chcecie wysyłać obywateli do urn w czasie epidemii. Tacy z was obrońcy życia? Od poczęcia do oddania głosu? - grzmiała posłanka.

Braun o "ćwiartowaniu żywcem" posłanek KO i Lewicy 

Krzysztof Bosak z Konfederacji w imieniu swojego klubu poparł ustawę, a z mównicy przekonywał o istnieniu "syndromu poaborcyjnego". Ostatnie badania kolejny raz potwierdziły, że takie schorzenie nie istnieje - po pięciu latach od zabiegu, 99 proc. badanych kobiet nie żałowało podjętej decyzji (z badaniami można zapoznać się tutaj >>>). Po nim na mównicę wszedł Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak, który domagał się, by ustawę przyjąć jeszcze tego samego dnia. W sekcji radykalnej wystąpił również poseł Grzegorz Braun, który zwrócił się do posłanek Lewicy i KO. - Szanowne panie. Kiedy was tak słucham, jestem tylko człowiekiem, nachodzi mnie ochota, żeby jakoś tak zrobić, byście zniknęły, ale nigdy w życiu nie głosowałbym za tym, żeby was odessać jakimś dużym odkurzaczem, albo żywcem poćwiartować - powiedział. Po tej wypowiedzi wicemarszałek Małgorzata Gosiewska zabrała mu głos.

Stanowiska rządu i w tym przypadku nie było, a wiceministra zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko przedstawiła w zamian sukcesy rządu na polu wspierania kobiet ciężarnych.

Godek składa życzenia z okazji rocznicy prawa wprowadzonego przez Hitlera

Na koniec odpowiadać na pytania miała Kaja Godek, która od razu stwierdziła, że rozmowa o wyborze w kontekście ludzkiego życia to "skandal". Następnie przeszła do wywodu o eugenice, która "najpewniej powstała w III Rzeszy" i nawiązała do słów Wandy Nowickiej o wolności wyboru. - Jeśli pani Wanda Nowicka wychodzi z takimi postulatami, to akurat niedawno była 77. rocznica wprowadzenia wolnej aborcji dla Polek przez Adolfa Hitlera. Składam pani najlepsze życzenia z tej okazji - mówiła Godek. Nie wspomniała przy tym, że Hitler po dojściu do władzy zaostrzył przepisy i czystej krwi Niemce za aborcję groziła kara śmierci. Inaczej było w przypadku Niemek chorych i obywatelek krajów okupowanych. W ich przypadku aborcja była dostępna na życzenie z bardzo prostego powodu - by zmniejszać populację wszystkich Untermensch. 

Po krótkiej wymianie między posłanką Lewicy, która oceniła, że Godek wygłosiła "stek bzdur" i spytała, "dlaczego nienawidzi kobiet", a ta z kolei żaliła się, że nie może Nowickiej pozwać ze względu na immunitet, wicemarszałek Ryszard Terlecki ogłosił przerwę w obradach do czwartku. Głosowania wniosków o odrzucenie obu projektów, o co wnioskowały KO i Lewica, odbędą się w bloku głosowań, między godziną 13 a 15.

Więcej o: