Scheuring-Wielgus mówiła o "draniach", Witek zareagowała groźbami. "Pani nie jest w stanie mnie obrazić"

- Jakim trzeba być draniem i podłym człowiekiem?! Panie Kaczyński i Pani Witek? - wypytywała w Sejmie Joanna Scheuring-Wielgus. W efekcie posłance Lewicy usunięciem z obrad zagroziła marszałkini Elżbieta Witek. Zapowiedziała też ukaranie posłanki za "skandaliczne zachowanie". - Pani się zachowuje skandalicznie, obraża pani ludzi. Nie chodzi o mnie, bo mnie pani nie jest w stanie obrazić - ripostowała Witek.

Gdy w Sejmie zajmowano się obywatelskim projektem w sprawie zmian w Kodeksie karnym, który według jego krytyków w zasadzie zakazuje edukacji seksualnej w Polsce, głos zabrała posłanka Lewicy Joanna Scheuring-Wielgus.

Scheuring-Wielgus do Kaczyńskiego i Witek: Jakim trzeba być draniem i podłym człowiekiem?

Posłanka zarzucała rządzącym, że dopuszczają do procedowania tego projektu, gdy w Polsce są ważniejsze sprawy. - Z jakiej choinki się państwo urwaliście? Po co wprowadzacie te projekty pod obrady? - dopytywała z sejmowej mównicy.

Scheuring-Wielgus wypowiedziała też słowa, które spotkały się potem z ripostą prowadzącą obrady marszałkinią Sejmu Elżbietą Witek:

Jakim trzeba być podłym człowiekiem, aby teraz, gdy Polki i Polacy zmagają się z szalejącą w kraju zarazą, wyciągać z szuflady projekty łamiące prawa człowieka. (...). Jakim trzeba być draniem, aby grać tym wszystkim, właśnie teraz? Jakim trzeba być draniem i podłym człowiekiem?! Panie Kaczyński i Pani Witek?

Witek grozi: Wykluczę panią z obrad! Wyzywanie marszałka! Będę wnosiła o ukaranie

Gdy padło ostatnie zdanie, Witek zabrała głos, wytykając posłance Lewicy, że dopiero co słuchała jej uwag na temat sposobu wypowiedzi jednego z posłów Konfederacji. Marszałkini Sejmu dodała:

To, co pani w tej chwili zrobiła, ja się dowiedziałam, że jestem podłym człowiekiem, draniem, a pani jest bardzo nieuważna i nierozważna.

Elżbieta Witek wytknęła Scheuring-Wielgus, że ta najwidoczniej nie słuchała jej wyjaśnień sprzed kilku godzin, że trzeba było procedować te projekty obywatelskie teraz, inaczej doszłoby do złamania ustawy o postępowaniu z takimi inicjatywami. W tle było słychać pokrzykiwania Scheuring-Wielgus (trudne do zrozumienia, nie miała dostępu do mikrofonu), by "dać jej dokończyć", co spotkało się z odmową Witek: - Nie, nie będzie pani kończyła!

Później Witek przeszła do gróźb:

Jeśli chce pani kontynuować udział w obradach, proszę usiąść i nie dyskutować. Nadużyła pani mojej cierpliwości. Jeśli pani się nie uspokoi, wykluczę panią z obrad. Pani się zachowuje skandalicznie, obraża pani ludzi. Nie chodzi o mnie, bo mnie pani nie jest w stanie obrazić. (...). Takie zachowanie nie może ujść bezkarnie, jest skandaliczne i niedopuszczalne. Wyzywanie marszałka Sejmu i posłów od drani, oszustów, to skandaliczne i niedopuszczalne. Sprawa będzie omawiana na prezydium Sejmu i na pewno będę wnioskowała o pani ukaranie za to zachowanie.

Ostatecznie posłanka Lewicy usiadła w poselskich ławach, a głos po niej zabrała Paulina Matysiak. Ważny jest wątek poruszony przez Witek, czyli terminarz i harmonogram prac Sejmu a procedowanie tych budzących kontrowersje projektów obywatelskich.

O co chodzi z procedowaniem obywatelskich projektów ustaw?

Terminarz posiedzeń Sejmu jest już - tu za stroną sejmową - zaplanowany co najmniej do sierpnia. Posiedzenia z lutego, marca i początku kwietnia były podporządkowane prawie całkowicie sytuacji w Polsce i sprawie wyborów 10 maja. Ale czas dla tych projektów obywatelskich dalej płynął. Wszystkie z nich nie zostały rozpatrzone w pełni w poprzedniej kadencji Sejmu, więc "przeskoczyły" do obecnej. I jak stanowi ustawa, to w takich przypadkach:

Pierwsze czytanie odbywa się nie później niż w terminie 6 miesięcy od daty pierwszego posiedzenia Sejmu.

Po posiedzeniu 15-16 kwietnia kolejne zaplanowane jest na 27-28 maja. Tymczasem termin dla projektów obywatelskich mija 14 maja. Dlatego też względnie uczciwa jest narracja obozu władzy, że kiedyś trzeba było się nimi zająć, a najpierw skupiono się na najważniejszych dla kraju sprawach.

Jest też druga strona medalu - gdyby nie pandemia, wszystkie projekty procedowane byłyby już po świętach wielkanocnych, na których spotkaliby się Polki i Polacy. To byłoby korzystne wizerunkowo dla rządzących, by tematy "wybuchły" już po spotkaniach rodzinnych.

Zobacz wideo Sejm zajmie się projektem ustawy zaostrzającej prawo aborcyjne
Więcej o: