Wybory 10 maja to idée fixe Kaczyńskiego. Ale przy "włoskim scenariuszu" mogą być nawet za rok

Jacek Gądek
PiS bardzo mocno prze do wyborów 10 maja. Chcą ich zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Andrzej Duda. Nowogrodzka czeka jednak na efekty społecznej kwarantanny, a w międzyczasie tworzy sobie - zmieniając kodeks wyborczy - narzędzia do przeprowadzenia głosowania. Po Wielkanocy ma zapaść ostateczna decyzja, czy je przeprowadzać w warunkach ostrego reżimu sanitarnego.

Zobacz nagranie. Minister zdrowia Łukasz Szumowski dla Gazeta.pl: Nie mogę zapewnić, że scenariusz włoski się nie powtórzy. To zależy od nas

Zobacz wideo

W nocy Sejm przegłosował poprawkę do pakietu ustaw zwanych "tarczą antykryzysową". Poprawka nr 177 to nowela Kodeksu wyborczego: zakłada, że w głosowaniu korespondencyjnym w wyborach prezydenckich mogą brać udział osoby w kwarantannie (a takich jest ok. 160 tys. i wciąż przybywa) oraz wyborcy 60+. To zaskoczyło opozycję.

"Od kilku dni wiedzieliśmy"

Mówi poseł z klubu PiS: - Już od kilku dni wiedzieliśmy, że będzie taka poprawka. Po prostu trzeba było to zrobić. Jeśli opozycja się tego nie spodziewała, to znaczy, że nie są zbyt rozgarnięci.

Wprowadzanie zmian do Kodeksu wyborczego na 1,5 miesiąca przed wyborami jest sprzeczne z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, który nakazywał to robić na nie później niż na pół roku przed. Niemniej tą poprawką PiS chce zbić argument, że część wyborców nie będzie mogła brać udziału w wyborach.

PiS otwiera sobie furtkę do zorganizowania wyborów nawet przy pleniącej się zarazie. Nie jest jednak tak, że wybory odbędą się na 100 proc.

Przesunięcie wyborów? Niewykluczone, ale mało prawdopodobne

Przesunięte wybory? - Nie wykluczam. Taki scenariusz też jest brany pod uwagę. Epidemia ma jednak wyhamować do Świąt Wielkanocnych. Wtedy będziemy mądrzejsi i zapadnie ostateczna decyzja - mówi nam jeden inny ze znanych polityków obozu władzy.

Czy to realne?

- Cały czas jest dość optymistyczne założenie, że epidemia nie będzie się zbyt szybko rozprzestrzeniać i po Wielkanocy możemy wrócić do w miarę normalnego życia. A jeżeli byłoby bardzo źle, to wybory mogą być nawet na wiosnę przyszłego roku. Wszystkie scenariusze są brane pod uwagę, ale najprawdopodobniej wybory będą jednak 10 maja - odpowiada.

Taki stan premier Mateusz Morawiecki już nazywa "nową normalnością", czyli reaktywowaniem życia społecznego, ale w bardzo ostrym reżimie sanitarnym. W innych scenariuszach - co PiS-owi i prezydentowi jest bardzo nie na rękę - wybory mogłyby być przełożone na tę jesień albo nawet na wiosnę 2021 r.

Im bliżej wyborów, tym obóz rządzący jest bardziej podzielony ws. ich organizowania 10 maja. O ile Nowogrodzka twardo trzyma się wersji o 10 maja, to już Porozumienie Jarosława Gowina daje sygnały, że optuje za przesunięciem elekcji - nawet o rok, na wiosnę 2021 r. Nieprzypadkowo wicepremier mówił w wywiadach, że jeżeli opozycja by poparła pomysł organizowania ich na wiosnę'21, to on "bardzo chętnie będzie przekonywał swoich kolegów ze Zjednoczonej Prawicy, że warto ten scenariusz rozważyć".

Z kolei Solidarna Polska sama jest dotknięta przez koronawirusa, sporo osób w resorcie Zbigniewa Ziobry była objęta kwarantanną, niemniej poseł SP Tadeusz Cymański mówił już, że z uwagi na zdrowie wyborców nie można wykluczyć przełożenia głosowania.

Spotkanie u prezydenta

Tydzień temu u prezydenta doszło do spotkania ws. wyborów - z udziałem sztabowców PiS, ale też marszałków Sejmu Elżbiety Witek i Senatu Stanisława Karczewskiego. Osobiście brał w nim udział także Andrzej Duda. - Nikt nie zgłosił zdania odrębnego. Jeśli tylko zorganizowanie wyborów będzie możliwe, to wszyscy byli za 10 maja - mówi nam osoba znająca kulisy tych rozmów. Andrzej Duda osobiście i jego obóz też są tego zdania. Inny rozmówca z szeregów PiS przekonuje, że na spotkaniu to nie termin wyborów był tematem dyskusji, bo co do tego była zgoda. Obecność marszałek Sejmu wicemarszałka Senatu wskazuje, że rozważano zmiany w Kodeksie wyborczym i ich przeprowadzenie przez parlament.

Współpracownicy prezydenta mówią jasno o 10 maja. Wyjątkiem jest prof. Andrzej Zybertowicz, który stwierdził, że "ponieważ dynamika wirusa jest nieprzewidywalna, w jakiejś formie (...) wybory będą musiały być przełożone", jednak doradca prezydenta w swoich ocenach jest na tyle niezależny, że trudno uznać, by mówił w imieniu głowy państwa.

Sam Andrzej Duda publicznie nie mówi "10 maja i basta" - brak takich jednoznacznych deklaracji to pozostawienie sobie otwartej furtki na wypadek absolutnej konieczności przesunięcia wyborów. W połowie miesiąca mówił oględnie, że "jesteśmy gotowi na wszelkie potrzebne, ale rozsądne rozwiązania", "działamy bardzo rozważnie" i zasłaniał się tym, że przecież nie ma żadnego wniosku (a taki składać może premier) o wprowadzenie stanu nadzwyczajnego. - Sytuacja jest dynamiczna i nie mogę powiedzieć, że tego nie będzie w ogóle - zaznaczał w wywiadzie dla Polsatu. Ale w rzeczywistości Pałac Prezydencki również prze do wyborów.

Prezydent rwie się do "tarczy antykryzysowej"

Andrzej Duda, którego kampania wyborcza przed epidemią koronawirusa w Polsce - o czym pisaliśmy przed dwoma tygodniami - była w stanie sypkim, akomodował się teraz do warunków kryzysu zdrowotnego i gospodarczego. Rwie się, by występować w roli prezydenta trzymającego "tarczę antykryzysową". A jednocześnie podtrzymuje ludzi na duchu jako ojciec narodu - temu służą orędzia i wizytowanie a to szpitala, a to linii produkcyjnej płynu dezynfekcyjnego. Wpisała się w to też zakończona sukcesem operacja zakupu w Chinach zaopatrzenia medycznego, którą poprzedziła długa rozmowa z prezydentem Chin Xi Jinpingiem, z którym prezydent ma zresztą bardzo dobre relacje.

Prezydent patrzy zatem na słupki sondaży, które szybują, dając nadzieję na wygraną już w I turze. Przesuwanie ich jest natomiast ryzykiem, że nastroje społeczne zmienią się diametralnie.

Słowem: PiS i obóz prezydenta publicznie prze do wyborów 10 maja. Ale sam Andrzej Duda jest wstrzemięźliwy w deklaracjach i choć też naciska na 10 maja, bo jego sondaże zwyżkują, to na wypadek "włoskiego scenariusza" w Polsce, nie chce zostać posądzony o narażanie życia wyborców. A cały obóz prawicy czeka na połowę kwietnia, gdy okaże się, czy w Polsce realizuje się katastroficzny scenariusz jak we Włoszech, czy państwo jednak się nie zapadło - wtedy PiS zdecyduje się na dalszy marsz ku wyborom 10 maja.

Wybory jak matury

Wybory (10 i 24 maja) mają się odbyć w podobnym czasie co i matury (4-21 maja). W trakcie Q&A na Facebooku Andrzej Duda, mówiąc o tym, czy matury się odbędą. Stwierdził: - Czy matura się odbędzie, czy nie, to wszystko zależy od tego, jaki będzie rozwój sytuacji. Dzisiaj bardzo trudno jest to powiedzieć. Ja mam nadzieję, że się odbędzie i czynimy wszystko, żeby się tak stało. Ale co będzie się działo w maju, czyli za półtora miesiąca, to zobaczymy.

W tej wypowiedzi można zamienić "matury" na "wybory" i mamy dyplomatycznie sformułowane stanowisko prezydenta ws. elekcji, a najważniejsze słowa to "czynimy wszystko, żeby się tak stało".

Prezes mówi za prezydenta

Partyjna maszyneria PiS działała i działa mimo koronawirusa - zebrała rekordowe 2 mln podpisów pod kandydaturą Dudy. Najostrzej do wyborów 10 maja prze Jarosław Kaczyński.

W wywiadzie dla RMF FM tydzień temu prezes PiS - co zakrawa na żart - opisywał prezydenta jako najbardziej poszkodowanego, bo stracił on przez epidemię możliwość organizowania wieców, które są jego bardzo mocną stroną. Prezes podkreślił, że mimo to prezydent jednak optuje za wyborami 10 maja. - Mimo wszystko, jak sądzę, nie chcę mówić w jego [Dudy] imieniu, nie mam takiego upoważnienia, [prezydent] uważa, że wybory powinny się odbyć. Bo gdyby uważał inaczej, to z całą pewnością podjąłby odpowiednie działania - zaznaczył prezes PiS.

Te słowa zabrzmiały jak "nie mogę mówić za Dudę, ale wiem, czego Duda chce". I są pokłosiem opisanego przez nas wyżej spotkania u prezydenta z połowy zeszłego tygodnia. Zabrzmiały nieco protekcjonalnie wobec Dudy, a ponadto prezes PiS - mówiąc w dowcipnym tonie - dał dowód, że myśli w kategoriach stricte politycznych, a nie zdrowia publicznego. Żartobliwe słowa prezesa PiS, gdy sytuacja w państwie staje się dramatyczna, to dowód wręcz obsesyjnego skupienia Kaczyńskiego na wyborach i ignorowania emocji społecznych.

Prezes zaskoczył

Wybory 10 maja to dziś idée fixe Jarosława Kaczyńskiego. Wszystko inne to albo narzędzie, albo przeszkoda do realizacji tej idei.

Prezes PiS już tydzień temu kreślił wizję, jak przeprowadzić wybory mimo nadzwyczajnych warunków. - Jeśli wziąć pod uwagę liczbę chorych, liczbę hospitalizowanych, a nawet liczbę tych, którzy przebywają w kwarantannie i do których skądinąd można dotrzeć z urną wyborczą - trzeba tylko wprowadzić tutaj odpowiednie rozwiązania techniczne i być może prawne, ale no właśnie o wyłącznie technicznym charakterze - mówił w RMF FM.

Już wtedy wykuwał narracja o wyłącznie "technicznej" zmianie. To po to, aby zbijać argument, że przecież orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 2006 r. jasno stanowi, że nie można wprowadzać żadnych zmian w kodeksach wyborczych na pół roku przed terminem wyborów. Dziś politycy PiS tylko powtarzają tę narzuconą przed tygodniem narrację.

Prezydent inwestuje w rolników i drobny biznes

O ile Jarosław Kaczyński prze do zorganizowania wyborów, to Andrzej Duda marzy o wygranej w nich już w I turze - zwłaszcza przy spodziewanej niższej frekwencji. Prezydent inwestuje w swoich antykryzysowych działaniach w dwie grupy wyborców: to mali przedsiębiorcy i drobni rolnicy.

Pierwsi zrazili się do obozu PiS przy okazji wyborów parlamentarnych, bo to właśnie kosztem małego biznesu PiS obiecywało raptowne podniesienie płacy minimalnej (dziś wynosi 2,6 tys. zł brutto). Duda stara się ich odzyskać wprowadzeniem zwolnienia (a nie tylko zawieszenia, co brzmiało wręcz obraźliwie dla przedsiębiorców) składek na ZUS.

Drudzy mają być zwolnieni ze składek na KRUS. Ta grupa jest o tyle istotna, że to elektorat nie z większych miast (a te są najbardziej dotknięte koronawirusem), ale głównie wiejski. Psychologiczny efekt koronawirusa - choćby z uwagi na zagęszczenie mieszkańców - jest istotniejszy w miastach niż na wsi. Przy niższej frekwencji głosować pójdą twarde elektoraty, co sprzyja prezydentowi.

Więcej o:
Komentarze (632)
Wybory 10 maja to idée fixe Kaczyńskiego. Ale przy "włoskim scenariuszu" mogą być nawet za rok
Zaloguj się
  • jan.w2

    Oceniono 149 razy 137

    Kulawy kaczor wykorzystuje podstawową cechę jaką wykazuje większości ludzi, czyli chciwość i pazerność. Skupił wokół siebie takie moralne kreatury, bez honoru i rozdając dostęp do koryta rządzi według własnego uznania.

  • ar.co

    Oceniono 153 razy 125

    Włoski scenariusz? Kilka tysięcy trupów Polaków? Kaczyński z łatwością zniesie taką tragedię. Przecież to nie jego tragedia.

  • abovo100

    Oceniono 146 razy 116

    Prędzej czy później ulica ich osadzi. Tak zawsze kończy się dyktatura!

  • czarnyminio

    Oceniono 139 razy 109

    Kaczyński osiągnął to o czym marzył w młodości. Jest spełniony . Pewnie tylko cierpi , że nie widzi jego triumfu mama i brat. Jak go oceni historia? Ja bym tylko chciał aby ten psychopata dożył swojego upadku i rozliczenia .

  • vanlig

    Oceniono 111 razy 97

    Może uda się przepędzić jednocześnie obie zarazy: koronowirusa i pis.

  • Mr. X

    Oceniono 85 razy 81

    Ten zafajdany UB-ek Jarosław Kaczyński vel TW Balbina wysłał na śmierć swojego brata wraz z 95 osobami.
    To teraz wysłać na śmierć społeczeństwo żaden problem.
    Nekrofil dąży do celu po trupach.
    Odrynarne ścier.o cmentarne.

  • darek655

    Oceniono 92 razy 72

    Budyń i Szczerbaty chcą wymordować dla swojej wygody i władzy Polaków.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX